W poniedziałek 8 maja rodzina, przyjaciele, przedstawiciele władz samorządowych Żnina i Ciechocinka oraz znajomi pożegnali Zbigniewa Skorwidera. Byłego przewodniczącego Prezydium MRN w Żninie, szefa Komitetu Obchodów 700-lecia Żnina, człowieka, który najmocniej odcisnął swoje piętno na powojennej historii miasta.

Zbigniew Skorwider na jubileuszu w Ciechocinku (zdjęcie kolorowe) - grudzień 2007
Nikt tak, jak Zbigniew Skorwider, nie zmienił Żnina. Kilka tygodni temu patrzyłem na przedwojenny plan Żnina. Przedmieścia miasta zaczynały się przy ul. Bydgoskiej (dziś Mickiewicza). W miejscu dzisiejszych osiedli nie było nic, tylko pola uprawne. Na wschodzie Żnin kończył się na cukrowni. Góra była oddzielną miejscowością. Nie było ul. Dworcowej. Całą stronę północną okalały torfowiska, które porastały trzciny. Miasto, które dziś jest małe, do lat pięćdziesiatych ograniczało się jedynie do kilku ulic w centrum. Spoglądając na ten plan uświadomiłem sobie, jak wielką pracę wykonał Zbigniew Skorwider i jego środowisko, aby to miasto się rozrosło.
TURYSTA, KOLEKCJONER, KSIĘGARZ
Wystarczy zastanowić się, jakie pomysły zakiełkowały w głowie Zbigniewa Skorwidera. Większość z nich mijamy na co dzień. Wiele zostało zrealizowanych, jeśli nie przez niego samego, to przez jego przyjaciół. To on podjął inicjatywę uratowania żnińskiej Baszty od ruiny i utworzenia w niej muzeum, to on rozpoczął starania dotyczące budowy ówczesnej obwodnicy, czyli ul. Dworcowej, to on dokładał wszelkich starań, aby w Żninie powstały m.in. takie zakłady jak Spomasz i Żefam.
To za jego czasów wybudowano amfiteatr, to on był pomysłodawcą i współzałożycielem Żnińskiego Towarzystwa Kulturalnego, to on propagował ruch turystyczny, zakładał oddział PTTK, to on upiększył Żnin skwerami, na których stanęły pomniki Śniadeckich i Chopina w parku. Miał głowę pełną pomysłów, a entuzjazmem zarażał innych, przyjaciół i znajomych. Jednym z najbliższych był Hubert Kurczewski.
- Poznaliśmy się w żnińskim gimnazjum. Ja rozpocząłem naukę w kwietniu 1945 roku. W związku z tym, że było to zaraz po wojnie, do gimnazjum chodził konglomerat roczników, które przerwały naukę na czas wojny. Tam też poznałem późniejszą żonę Zbigniewa Skorwidera - wspomina Hubert Kurczewski. - Po ukończeniu szkoły spotykaliśmy się sporadycznie. Ja musiałem pracować, później rozpocząłem służbę wojskową w Choszcznie koło Stargardu Szczecińskiego. Po ukończeniu służby wróciłem do Żnina i kontynuowałem pracę w hurtowni „Samopomocy Chłopskiej”. W tym czasie Zbigniew Skorwider zaczął prowadzić księgarnię, która najpierw mieściła się przy ul. Śniadeckich, przy Przesmyku, a potem w tym miejscu, w którym znajduje się obecnie. Interesowałem się turystyką i kolekcjonerstwem. Od dzieciństwa zbierałem znaczki, tę pasję zaszczepił mi mój ojciec. W tym czasie ci wszyscy młodzi ludzie, którzy pracowali w Żninie lub byli po studiach, nie wiedzieli gdzie się zbierać i co robić. Punktem zbornym dla młodej żnińskiej inteligencji była księgarnia. Wokół osoby Zbyszka Skorwidera zaczęła się spotykać grupa ludzi o podobnych zainteresowaniach. Zaszczepił w nas chęć zwiedzania kraju, zaszczepił w nas turystykę i wokół tego, wokół PTTK zaczęła się nasza działalność. Równolegle rozwijała się druga gałąź naszych zainteresowań - filatelistyka.

Zbigniew Skorwider był bardzo wdzięczny władzom Żnina za to, że pamiętając o jego dokonaniach dla miasta przyznały mu tytuł Honorowego Obywatela Żnina fot. Remigiusz Konieczka
LUDZIE SKORWIDERA
Hubert Kurczewski powiedział, że głównym kierunkiem działalności Zbigniewa Skorwidera była właśnie turystyka i Polskie Towarzystwo Turystyczno-Krajoznawcze (PTTK). Zorganizował oddział PTTK w Żninie, w którym działało kilka sekcji, m.in. sekcja turystyki motorowej. Podjął również starania o utworzenie muzeum regionalnego w Żninie.
- On miał jedną rzecz, której nikt nie miał. Posiadał charyzmę. Zgromadził wokół siebie grupę zapaleńców, która wcielała w życie jego pomysły - mówił Hubert Kurczewski. - Nieocenioną pomoc okazała w tym wypadku jego żona Stanisława. Zbigniew Skorwider rzucał pomysłami, ale nie miał cierpliwości do spisywania tego wszystkiego. Te rzeczy skrupulatnie na papier przenosiła żona.
Do grupy bliskich przyjaciół, regionalistów i działaczy należeli między innymi: Elżbieta Żurawska, Hubert Kurczewski, Janusz Księski, Bronisław Illukowicz z Biskupina, Bogdan Ruciński, Jan Jurkiewicz, Franciszek Nowak, Jan Biernacki, Bogdan Piwoński, Czesław Kawczyński, Janina Balska i Stanisław Czabański oraz Zygmunt Schmidt.
Oprócz działalności na niwie turystycznej żninianie wraz ze Zbigniewem Skorwiderem szerzyli szeroko pojętą kulturę. Powstało Żnińskie Towarzystwo Kulturalne, Dyskusyjny Klub Filmowy, a sala kina Pałuczanin pękała w szwach. Działało również Towarzystwo Wiedzy Powszechnej, które organizowało spotkania z ciekawymi ludźmi.
700-LECIE
- Kiedy ówczesne władze zauważyły to, że dużo się mówi o działalności Zbigniewa Skorwidera, to próbowały jego osobę w jakiś sposób zagospodarować - opowiada Hubert Kurczewski. - Został przewodniczącym Prezydium Miejskiej Rady Narodowej. Dziś powiedzielibyśmy, że pełnił funkcję burmistrza. Było to na początku lat 60. [dokładnie w 1962 r. - przyp. rk]. Już wtedy wiedzieliśmy, że zbliża się 700-lecie nadania praw miejskich. Powstał komitet organizacyjny, na którego czele stanął Zbigniew Skorwider. Udało mu się załatwić patronat honorowy nad obchodami, który - o ile pamiętam - objął ówczesny wicepremier Eugeniusz Szyr. Udało się ściągnąć dzięki temu duże pieniądze do Żnina. Takiej fety jak wtedy, to nie było w Żninie nigdy. Wtedy ludzie zaangażowali się bezinteresownie. Po obchodach 700-lecia Żnina okazało się, że wielu ludziom nazwa Żnin kojarzy się ze Zbigniewem Skorwiderem. Nie spodobało się to pierwszemu sekretarzowi komitetu powiatowego PZPR. Znaleziono pretekst w postaci nieprawidłowości mieszkaniowych i musiał odejść. Olbrzymią krzywdę zrobiono jemu, ale przede wszystkim miastu. Tak zaangażowanego bezinteresownie człowieka nigdy w Żninie nie było, i na razie takiego nie widzę.
POWROTY
Zbigniew Skorwider wyjechał i zamieszkał w Ciechocinku. Tam zaczął życie od początku. Objął kierownictwo księgarni, zaczął udzielać się społecznie i również został przewodniczącym Prezydium MRN.
W Żninie Zbigniewa Skorwidera nie było, ale pozostała legenda. Do dziś mieszkańcy mówią o burmistrzu, który po Żninie chodził pieszo i patrzył, w którym miejscu trzeba ulice naprawić. Pamięć o nim powróciła niedawno. Muzeum Ziemi Pałuckiej i Żnińskie Towarzystwo Kulturalne zaczęły organizować z nim spotkania. Ówczesny dyrektor Muzeum Ziemi Pałuckiej Urszula Nowicka ciepło wspomina Zbigniewa Skorwidera i jego wizyty w muzeum.
- Według mnie pan Zbyszek był człowiekiem pełnym optymizmu. Na spotkania z nim przychodziły tłumy. Ludzie przychodzili po prostu go posłuchać. Miał szerokie grono przyjaciół, którzy rozmawiali z nim po spotkaniu. Zawsze powtarzał, że gdyby nie musiał wracać do Ciechocinka, to mógłby mówić do północy. Zawsze chętnie przyjeżdżał do muzeum i kochał muzeum, bo przecież dzięki niemu powstało. O każdej porze można było zadzwonić i porozmawiać. Osobiście znałam go krócej niż ludzie, którzy z nim współpracowali, ale wydaje się jakbym znała go od zawsze. Był po prosty miłym i serdecznym człowiekiem. Uśmiechał się do ludzi i kochał wszystkich, a przede wszystkim Żnin. Mieliśmy zorganizować w muzeum jeszcze jedno spotkanie, ale choroba to uniemożliwiła. Odszedł człowiek wielkiego formatu, zarówno dla Żnina, jak i Ciechocinka - powiedziała Urszula Nowicka, poprzednia dyrektor Muzeum Ziemi Pałuckiej.
HONOROWY OBYWATEL ŻNINA
W 2005 roku Zbigniew Skorwider został Honorowym Obywatelem Żnina. Wniosek o nadanie tego tytułu złożył ówczesny burmistrz Jarosław Jaworski, a Rada Miejska jednogłośnie ten wniosek poparła.
- Po raz pierwszy usłyszałem o Zbigniewie Skorwiderze, gdy zacząłem pracować w Urzędzie Miejskim. Mówiło się o burmistrzu, który chodził pieszo po mieście, słyszało się, że Skorwider był, mówił, robił, działał, aż pewnego dnia ktoś mi powiedział: „Idzie Skorwider”. Dla mnie początkowo był człowiekiem legendą, człowiekiem instytucją. Zresztą nie tylko dla Żnina, ale również dla Ciechocinka. Później, kiedy zostałem burmistrzem, nasze kontakty były częstsze i poznałem go również z innej strony. Wydawać by się mogło, że to starszy pan z entuzjazmem do pracy, a okazało się, że jest to encyklopedia wiedzy o Żninie. Spotykaliśmy się najczęściej, gdy przebywał w Żninie, kiedy przyjeżdżał do muzeum. Jakie wywarł na mnie wrażenie? Dobrze określałby to plakat, który wykonał jego syn Włodek. Przedstawiał Zbigniewa Skorwidera z rękawicami bokserskimi, walczącego z przeciwnościami i pokonującego przeszkody. Myślę, że udało się wydobyć lata niepamięci o Zbigniewie Skorwiderze, gdy Rada Miejska zaakceptowała mój wniosek o nadanie tytułu Honorowego Obywatela Żnina. Może udało się wynagrodzić te wszystkie lata. Żałuję tylko, że nie do końca udało się skorzystać z jego wiedzy, z jego pomysłów i z jego zapału - powiedział Jarosław Jaworski, burmistrz Żnina w latach 2004-2006.
NIEDOKOŃCZONE OPOWIEŚCI
Ja spotkałem Zbigniewa Skorwidera trzy razy: w muzeum, na uroczystej sesji Rady Miejskiej i w Ciechocinku. Podczas ostatniego spotkania rozmawialiśmy na tematy dotyczące historii Żnina. Zbigniew Skorwider, pomimo choroby, nadal interesował się sprawami grodu Śniadeckich. Opowiadał o honorowych obywatelach, o czasach okupacji i o jeńcach angielskich z czasów II wojny światowej, którym, jako harcerz, pomagał przetrwać niemiecką niewolę. Chciał prostować ścieżki historii Żnina, które przez lata uległy zatarciu. Umówiliśmy się na kolejne spotkanie, na cieplejsze dni. Miał mówić o jeńcach angielskich i chciał, żeby obecne władze miasta podjęły próbę odszukania tych osób.
- Byłaby to wspaniała sprawa dla Żnina - mówił, ale plany pokrzyżowała śmierć. Po Zbigniewie Skorwiderze pozostały materiały o przedwojennych honorowych obywatelach Żnina na moim biurku i nagrany wywiad. Tak niewiele, i tak dużo.
INSPIROWAŁ
- Mimo że go nie ma w Żninie wiele lat, a od paru dni nie ma go wśród żyjących, to swoje umiłowanie Żnina i Pałuk potrafił zaszczepić szerokiej grupie osób aktywnie żyjących i pracujących. Starają się oni w dalszym ciągu realizować jego pomysły. Mnie inspirował do osobistych poczynań i zainteresowań. Kiedy szedłem do niego, to czułem się jak wśród swoich najbliższych. Umiał gromadzić wokół siebie ludzi - wspomina Hubert Kurczewski.
Zbigniew Skorwider zmarł 30 kwietnia.
Remigiusz Konieczka
Pałuki nr 847 (19/2008)
Twoje zdanie jest ważne jednak nie może ranić innych osób lub grup.
Komentarze mogą dodawać tylko zalogowani użytkownicy.
Komentarze