Reklama

Krwawa przeszłość: Katyń, Smoleńsk, losy oficerów wojennych z Kcyni i Górzyc - artykuł z historią rodzin związanych z tragicznymi wydarzeniami wojennymi. Istotne świadectwo zbrodni w czasach wojny.

Mieszkają wśród nas osoby, które w 1940 r. w Katyniu, Charkowie, czy w Twerze straciły swoich bliskich lub dalszych krewnych. Przez pół wieku nie wiedzieli o ich losie lub nie mogli o nim głośno mówić.


Na zdjęciu pokazywanym przez Jadwigę Łukomską widać dom, w którym urodzili się Tadeusz i Wincenty Pietrykowscy. Oprócz tego są na nim rodzice pani Jadwigi Eleonora i Edward Felcynowie oraz babka Marianna Dobrzyńska, która była ciotką zamordowanych na Wschodzie oficerów z Kcyni. fot. Remigiusz Konieczka

    Katyń i Smoleńsk. Chyba dziś każdy wie, co stało się w obu tych rosyjskich miejscowościach. Oddalone od siebie o kilkanaście kilometrów są w tej chwili masowym grobem obywateli Polski. Żyją wśród nas rodziny, które przed laty w lesie katyńskim, w Twerze, czy Pietichatkach pod Charkowem na Ukrainie, stracili ojców, stryjów, kuzynów, wujów.

Reklama

    UCIECZKA PRZED ŚMIERCIĄ

    Antoni Kruszka, który urodził się w Dochanowie w 1890 roku, po ukończeniu wągrowieckiego gimnazjum studiował weterynarię w Berlinie, Monachium i Dreźnie. O sprawę polską walczył od samego początku. 25 sierpnia 1914 roku wstąpił do Legionów Józefa Piłsudskiego. Pełnił funkcję lekarza weterynarii pułku artylerii lekkiej przy baterii sztabowej Józefa Piłsudskiego. Potem został wcielony do armii niemieckiej. Po zakończeniu wojny dołączył do Powstania Wielkopolskiego. Walczył też pod Lwowem, z bolszewikami, a walkę zakończył w stopniu majora. W dwudziestoleciu międzywojennym pracował jako powiatowy lekarz weterynarii w Obornikach Wielkopolskich. Stał się specjalistą w dziedzinie chorób pszczół. W 1939 roku dostał przydział mobilizacyjny do 7. Pułku Strzelców Konnych w Biedrusku. Przeniesiony został potem do Ośrodka Zapasowego Wielkopolskiej Brygady w rejon Kraśnika. Był tam lekarzem weterynarii. Znalazł się w niewoli sowieckiej w obozie jenieckim w Starobielsku. W grudniu 1939 roku napisał dwie kartki do rodziny w Obornikach. O wysiedleniu bliskich do Sanoka dowiedział się z telegramu z marca 1940 roku. Odpowiedział również telegramem z 28 marca 1940 r. To była ostatnia wiadomość, jaką otrzymała od niego rodzina. Korespondencja wysyłana do niego przez rodzinę wracała z dopiskiem wyjechał. Rodzina dopiero po upadku komunizmu w Polsce dowiedziała się, że zginął w marcu 1940 roku. Jeńców ze Starobielska NKWD mordowała w Charkowie. Kronika rodzinna podaje, że bliscy pod naciskiem UB wystąpili do sądu o uznanie go za zmarłego. Sąd ustalił umowną datę na 9 maja 1946 r.
    W Słabomierzu żyją dalecy potomkowie oficera. - Antoni Kruszka był bliskim kuzynem mojego ojca - mówi Stefania Białkowska. - Ojciec mój zmarł, kiedy miałam 11 lat, więc nikt o wuju Antonim nie opowiadał. Powiedział o Katyniu jedynie bratu, ale polecił, żeby nikomu nie powtarzał i brat nikomu nic nie powiedział. Rodzina też nie zjawiała się u nas. Miał dwie córki i syna, którzy przez długi okres nie wiedzieli, co się z nim dzieje. Jego nazwisko znalazło się na liście katyńskiej z 1990 roku. Brat mojego ojca, magister farmacji, był w transporcie do Katynia. Na jednym z postojów pociągu z kolegą oddalił się od transportu i dzięki temu ocalał. Na szczęście nikt go nie szukał, a on nie dał się złapać. Pieszo z terenu ZSRR dotarł do Poznania. Potem mieszkał w Mogilnie.

    KAŻDY SIEDZIAŁ CICHO

    Na Wschodzie w 1940 roku zginęli również dwaj oficerowie urodzeni w Gorzycach, a mieszkający potem w Kcyni. Są to Tadeusz i Wincenty Pietrykowscy. - Byli to kuzynowie mojej mamy, czyli moi wujkowie. Byli synami Franciszka Pietrykowskiego - mówi Jadwiga Łukomska ze Słabomierza.
     O obu braciach można przeczytać w wydanym w tym roku Słowniku biograficznym uczestników Powstania Wielkopolskiego frontu północnego (nadnoteckiego) 1918-1919. Tadeusz Pietrykowski urodził się w 1895 roku. Brał udział w wyzwoleniu Kcyni w czasie Powstania Wielkopolskiego. Później został komendantem miasta. Po powstaniu ukończył kurs oficerski i jako podporucznik trafił na front litewsko-białoruski. W trakcie walk został ranny w ramię. Po powrocie z wojska rozpoczął studia prawnicze w Poznaniu. Od 1926 roku mieszkał w Toruniu, był sędzią w sądzie grodzkim powiatowym i  okręgowym. Dwa lata przed wybuchem II wojny światowej trafił do Katowic. Tam był wiceprezesem Sądu Okręgowego, a od 1939 r. prezesem. We wrześniu kierował ewakuacją sądu na Wschód. W Tarnopolu został aresztowany przez NKWD.

Reklama


Zdzisław Dąbrowski pokazuje zdjęcie swojego ojca, który został zamordowany w 1940 roku pod Charkowem fot. Remigiusz Konieczka

   Brat Tadeusza Wincenty Pietrykowski urodzony w Gorzycach w 1898 roku również brał udział w Powstaniu Wielkopolskim. Wincenty został przydzielony do pracy w szpitalu polowym w Kcyni. Wyszedł z wojska i powrócił na przerwane przed powstaniem studia medyczne, które ukończył w 1924 roku. Potem osiadł w Rybniku. W 1939 roku został zmobilizowany do szpitala polowego w Tarnopolu. Trafił do niewoli zaraz po wkroczeniu Armii Czerwonej 17 września.  Ze względu na brata porzucił myśli o ucieczce. Wincenty Pietrykowski w listopadzie 1939 roku został przeniesiony do obozu w Starobielsku. Stamtąd rodzina dostała kartkę. W 1940 roku NKWD przeniosło go do Charkowa, w którym został zabity.
    - Rodzina wiedziała o tym, że został zamordowany na Wschodzie, ale na ten temat głośno się nie mówiło. Nie można było. To był taki temat, że każdy siedział cicho - mówi Jadwiga Łukomska.

Reklama

    NIEZNANY LOS

    Również przez pół wieku w niepewności żył Zdzisław Dąbrowski, którego ojciec w Charkowie, a stryj w Katyniu. Stefan Dąbrowski urodził się w 1892 roku w Iłży. Jego brat Czesław szesnaście lat później. Starszy z braci był porucznikiem rezerwy saperów. Z zawodu był geodetą. Kiedy wybuchła wojna, z rodziną mieszkał w Świętosławiu. Wtedy był to powiat lipnowski, a dziś jest w granicach powiatu golubsko-dobrzyńskiego. Z wojskiem związał się w 1920 roku podczas wojny polsko-bolszewickiej. Służbę czynną skończył w 1928 roku. Brat Czesław był absolwentem Seminarium Nauczycielskiego w Radomiu. Później ukończył Szkołę Podchorążych Rezerwy Piechoty. Mianowany został podporucznikiem w 9. Pułku Piechoty Legionów. Mieszkał w Zamościu.
    - Ojciec miał od 1 września 1939 roku rozpocząć pracę w Pomorskim Urzędzie Wojewódzkim w Toruniu w wydziale pomiarów - mówi Zdzisław Dąbrowski, który, podobnie jak ojciec, z zawodu jest geodetą. - Wojna się skończyła. Ojciec nie wrócił. Mieliśmy różne myśli. Ja sam byłem młody i nie za wiele miałem do powiedzenia. Kiedy Niemcy w 1943 roku odkryli mogiły w Katyniu, podali listę znalezionych osób. Było na niej nazwisko Czesława Dąbrowskiego. Znaleźli jego zwłoki. O ojcu w dalszym ciągu nic nie wiedzieliśmy. Mama pisała do różnych organizacji międzynarodowych. Odpisywali, że jego los jest nieznany. Dopiero w 1990 roku, kiedy Jaruzelski pojechał do Gorbaczowa, a ten przekazał kopie list jeńców z Kozielska, Starobielska i Ostaszkowa, okazało się, że znalazł się na liście uwięzionych w Starobielsku. Dąbrowski Stefan Michałowicz, pozycja 1001. Na tej podstawie mama wystąpiła do zarządu głównego PCK i potwierdzili to, że ojciec nie żyje. Zamordowali go w Pietichatkach pod Charkowem.


Stefania Białkowska pokazuje zdjęcie Antoniego Kruszki (stoi po prawej) z bratem Stanisławem (stoi po lewej). Osoby siedzące nie zostały rozpoznane. fot. Remigiusz Konieczka

Reklama

    Zdzisław Dąbrowski, który mieszka w podszubińskiej Stanisławce, od 1990 roku jest członkiem Rodziny Katyńskiej Bydgoskiej, brał udział w otwarciu cmentarza w Pietichatkach. Wrócił tam w piątą rocznicę otwarcia. W tym roku również będzie chciał się tam wybrać. Zamierza odwiedzić również Bykownię, miejsce mordu Ukraińców i innych narodowości. - Mówimy o naszych ojcach, braciach, mężach, a trzeba pamiętać, że tam obok naszych bliskich spoczywa kilkakrotnie więcej obywateli ZSRR, którzy ginęli w bardziej urągający ludzkiej godności sposób.

    INNY KATYŃ

    Nasz rozmówca przypomniał słowa ks. prałata Zdzisława Peszkowskiego, kapelana Rodzin Katyńskich, który te miejsca określał mianem nieludzkiej ziemi. - Mówi się drugi Katyń. Podobało mi się to, co powiedział ks. Adam Boniecki, który stwierdził, że tych dwóch wydarzeń łączyć wprost nie można, bo tu nikt do nikogo nie strzelał. Zdarzył się wypadek, a że w pobliżu Katynia... Wielka szkoda, że wszyscy zginęli. Trzeba żałować rodzin tych ludzi. Przecież wicemarszałek Putra miał 8 dzieci. I tu nagle taty nie ma. A żyć nadal trzeba. Trzeba rano wstać, zjeść, uczyć się, pracować. Trzeba - powiedział Zdzisław Dąbrowski.

Reklama

Remigiusz Konieczka
Pałuki nr 948 (15/2010)

52UFLADA

Ka0SmT

 

 

Miejsce zdarzenia mapa Pałuki Żnin
Aplikacja na Androida

Źródło i opracowanie własne Aktualizacja: 08/04/2025 13:07
Reklama

Komentarze opinie

Podziel się swoją opinią

Twoje zdanie jest ważne jednak nie może ranić innych osób lub grup.

Komentarze mogą dodawać tylko zalogowani użytkownicy.

Zaloguj się

Reklama

Wideo palukiznin.pl




Reklama
Najnowsze wiadomości