Kwiecień - miesiąc pamięci narodowej - to miesiąc zbrodni katyńskiej. Przypominamy dziś jedną z jej ofiar - żnińskiego lekarza Stanisława Czarlińskiego, który po blisko ośmiu latach przeżytych w mundurze, po udziale w wojnie polsko-bolszewickiej rozpoczął praktykę lekarską w Żninie, a jego gabinet mieścił się przy Rynku, pod numerem 5. We wrześniu 1939 roku cofał się z wojskowym szpitalem aż za Lwów, trafił do niewoli sowieckiej. Zginął w Katyniu. Po ekshumacji zachował się jego notes, którego treść w 1943 roku odczytano.
Po zakończeniu wojny polsko-bolszewickiej lwowski szpital wojskowy, którym kierował Stanisław Czarliński, zostaje przekształcony w cywilny. Pod koniec czerwca 1921 zostaje odkomenderowany do dyspozycji Okręgu Poznańskiego - czyli bliżej domu. 23 lipca 1921 otrzymuje na pożegnanie ze Lwowem opinię: „Szpital oddał w najlepszym porządku, co dowodzi, że był dobrym, energicznym i sprężystym dowódcą”.
Naczelny lekarz garnizonu Obozu Warownego w Poznaniu w arkuszu listy kwalifikacyjnej podpisuje 24 XI 1921 opinię: „pełen poczucia humoru i godności osobistej; bystry umysł; wzorowy oficer jako przełożony i podwładny; nadaje się na stanowiska samodzielne; lekarz o wzorowym wyszkoleniu i bardzo dobrym doświadczeniu, orientuje się szybko, dobry fachowo”.W Okręgu Poznańskim powierzane są mu różne funkcje, w Poznaniu mieszka przez jakiś czas przy Mielżyńskiego 3 na drugim piętrze, w końcu 10 kwietnia 1922 zostaje zwolniony do rezerwy.
Ma 32 lata, mundur nosił niecałe osiem lat, jedną czwartą tego czasu. Z początku zamieszkuje w Bydgoszczy przy ul Jagiellońskiej, w kamienicy naprzeciw City Banku Handlowego (dziś mieści się tam Zespół Praktyk Lekarskich Euro-Med),
24 lipca 1922 mieszka już Żninie, przy ulicy Śniadeckich 10. Kiedy poznał jedenaście lat młodszą bydgoszczankę Marię Deskur, kiedy się ożenił - nie wiemy. Wiemy, że miał trzy córki: Teresę, (1928-1967), Marysię (1931-2018) i Ewę (1933-2011). Żona Stanisława, Maria Czarlińska zmarła w 1978 roku. Jak napisała jej wnuczka Katarzyna Maria Ostaszewska w 2019 roku na portalu www.ogrodywspomnień.pl „Babcia aż do śmierci nie dowiedziała się jak dokładnie zginął Jej mąż, Stanisław”.
W latach trzydziestych Stanisław Czarliński był lekarzem w Żninie, specjalizując się zwłaszcza w chirurgii i laryngologii. Zamieszkał przy ul. Śniadeckich 10, a jego gabinet mieścił się w kamienicy nr 5 przy żnińskim Rynku, na I piętrze (kamienica po prawej stronie od policji, z dużym balkonem). W latach wojny uzyskał dużą wiedzę i praktykę zawodową, był doświadczony i ceniony. Pełnił rolę domowego lekarza Unrugów z Cerekwicy, Peszkenów z Podobowic i wielu innych rodzin w Żninie i okolicy.
Awansuje na majora, wojsko nie zapomina o nim, uczestniczy czasem w ćwiczeniach (1923, 1927), kanceliści uzupełniają papiery. W 1927 roku wpisują: „wzorowy obywatel, wybitny oficer lekarz, bez zarzutu. W pracy chętny i ambitny, lojalny i energiczny w służbie nadaje się na lekarza pułku lub jeszcze lepiej na ordynatora szpitala”. Wśród superlatyw pojawia się smutny, jak na 37-letniego mężczyznę, dopisek: „stan płuc nie pozwala na pracę w polu”.

Uroczyste otwarcie Przychodni Przeciwgruźliczej, Stanisław Czarliński najwyższy - w ostatnim rzędzie.
Brał udział w życiu miasta - widzimy go na zdjęciu z uroczystego otwarcia Przychodni Przeciwgruźliczej w Żninie latem 1938 roku.
Stanisław Czarliński został zmobilizowany 23 sierpnia 1939 roku do wojskowego szpitala okręgowego nr 8 w Ciechocinku. Prowadził zapiski dotyczące drogi wycofywania się szpitala na wschód. Notes z nimi miał w kieszeni munduru w czasie egzekucji w Katyniu i znaleziono go przy jego zwłokach podczas ekshumacji w 1943 roku.
Na ich podstawie można zrekonstruować jego losy w ciągu sześciu tygodni wojny. 2 września Stanisław Czarliński wyjechał z Torunia do Ciechocinka. 6 września szpital przenosi się do Włocławka, noc rozpoczęto w lesie pod Kowalem, wymarsz przed północą. 7 września przejazd przez Oporów do Żychlina. 9 września rano - pod Raszynem. Szpital przejechał przez Warszawę i oparł się wieczorem w Garwolinie. 10 września przemieścił się do Lublina, miał postój w Kolegium Ks. Jezuitów Bobolanum, wieczorem przez Krasnystaw przedostał się do Zamościa. 11 września spędzono we dworze w Hyżem, niedaleko Bełżca.
12 września nastąpił odjazd z Zamościa w kierunku Lwowa. Jak pisze Wojciech Śmigielski w pracy Mieszkańcy Żnina i okolic w obozach specjalnych NKWD w latach 1939-1940 (Żnińskie Zeszysty Historyczne nr 20/1996), po dojechaniu do Żółkwi „dalsza droga do Lwowa była zamknięta przez wojsko, szpital skierowano drogą okólną przez Kamionkę Strumiłową. W Kamionce nakazano odjechać do Buska, w ten sposób transport ominął Lwów od północy”.
13 września o piątej rano otrzymano rozkaz wyjazdu do znanych Czarlińskiemu sprzed dziewiętnastu lat Brodów, ale odmówiono tam przyjęcia szpitala i komendant garnizonu w Brodach skierował ich do Dubna. 14 września w Dubnie dra Czarlińskiego przydzielono do rezerwy personalnej szpitala nr 206 w Równem. W nocy z 14 na 15 września ewakuowano ich przez Krzemieniec do Tarnopola. 17 września Czarliński notuje: „obiad w szpitalu, po południu odjazd w stronę Buczacza na wiadomość o zbliżaniu się krasnoarmiejców. Pod Mikulińcami zwrot do Tarnopola. Następnego dnia: „rozbrojeni przez czołgi. Leżymy w cegielni, również noc na 19 [września]”. 19 września po południu następuje transport jeńców do - zajętych już przez sowietów - koszar 54 Pułku Piechoty w Tarnopolu.
Wojciech Śmigielski: „Ponieważ w mieście wybuchła strzelanina, jeńców przeniesiono do miejscowego więzienia i z powodu przepełnienia ulokowano na podwórzu; trzy dni spędzili pod gołym niebem, żywieni jedynie chlebem i zimną wodą, a jedną noc w łaźni, w piwnicy”.
22 września o trzeciej nad ranem nastąpił wymarsz z Tarnopola w sześćdziesięciokilometrową trasę przez Podwołoczyska nad Zbruczem (granica polsko-sowiecka ustalona w traktacie ryskim) i Wołoczyska do Frydrychówki. Był to wyczerpujący marsz. 49-letni dr Czarliński notuje: „po 40 [km] padłem, 2 noce pod niebem (w autobusie)”.
Wojciech Śmigielski: „Obóz przejściowy we Frydrychówce mieścił się w zabudowaniach majątku. Jeńców rozmieszczono w oborach i stajniach, dużą liczbę trzymano pod gołym niebem na polu ogrodzonym drutem kolczastym”.
Dr Czarliński dwie noce spędził w jednym z autobusów należących do śląskich linii komunikacyjnych; ewakuowała się nimi policja województwa śląskiego.
24 września załadowano jeńców do wagonów towarowych. Jak notuje Czarliński - w każdym wagonie było około 30-40 osób. Po czterech nocach i trzech dniach podróży prowadzącej przez miejscowości: Żmerynka, Wapniarka, Bobrinskaja, Znauszenskaja i Kremeńczuk wyładowano jeńców na stacji w Hanówce w Ukrainie, skąd doszli pieszo do obozu w Kozielszczyźnie. Tutaj dr Czarliński spędził cały październik. 2 listopada nastąpił odjazd z Hanówki, trasa prowadziła przez Briańsk, a 4 listopada 1939 roku nastąpił przyjazd do obozu dla oficerów polskich w Kozielsku.
Jak pisze Wojciech Śmigielski we wspomnianej pracy: „dr Czarliński został umieszczony prawdopodobnie razem z innymi wyższymi oficerami w tzw. bloku majorowskim; jest wspomniany w notatniku płk. Łukasza Zwierkowskiego, znalezionym przy jego zwłokach w Katyniu. Pracował najpewniej w obozowym szpitalu, na co wskazują zapiski dotyczące liczby chorych (w tym zawszonych) oraz liczby zatrudnionych lekarzy, oficerów sanitarnych i innych pracowników. Opracowywał też i wygłaszał pogadanki na temat przypadków lekarskich, chorób, ich objawów i leczenia”.
W notatniku jest też zestawienie wysłanej i otrzymanej korespondencji:
27 XI 39 list Żnin,
19 I 40 karta Bydgoszcz,
7 II 40 karta Brwinów,
19 II 40 karta Genewa,
11 III 40 list Bydgoszcz,
10 II 40 list z Bydgoszczy,
20 II 40 list z Bydgoszczy,
16 III 40 list z Bydgoszczy.
W 1993 roku z redakcją tygodnika Pałuki skontaktowała się mieszkającą przy ulicy Śniadeckich 93-letnia Bolesława Kościelecka, która przyjaźniła się w latach trzydziestych z rodziną Czarlińskich. W jej przebogatych zbiorach zachowało się wiele pamiątek z tamtych czasów - miedzy innymi zdjęcie małżeństwa z najstarszą córką Teresą, które zostało zamieszczone w tygodniku Pałuki nr 35/93 na pierwszej stronie.
To właśnie pani Bolesława odebrała od listonosza adresowany do Heleny Czarlińskiej pierwszy list z Kozielska, nadany 27 listopada 1939 r. i odwiozła go do Bydgoszczy, gdzie u swoich rodziców mieszkała w czasie okupacji żona doktora. Jak wspominała pani Bolesława, później korespondencja z Kozielska szła już na adres bydgoski, choć list, który wędrował przez Genewę (z 19 lutego 1940 r.) dotarł do Żnina (nie był to rękopis - przepisali go na maszynie w Szwajcarii). - „W jednym z pism prosił o ciepłe skarpety, czekoladę i mleko w puszce” - wspominała p. Bolesława. - „Przyjaciele doktora Czarlińskiego spakowali paczkę, dr Niemczynow kształtną cyrylicą ją zaadresował, wróciła jednak z dopiskiem: Adresat zmienił miejsce pobytu”.

Zdjęcie rodziny Czarlińskich, przechowane przez 93-letnią Bolesławę Kościelecką, mieszkającą na ulicy Śniadeckich w Żninie
Pani Bolesława Kościelecka, przekazując nam do reprodukcji zdjęcie, dołączyła do niego gorzką refleksję: - „Niech pan popatrzy na to zdjęcie - tylko ptasiego mleka im brakowało”.
Zatwierdzona decyzją Biura Politycznego KPZR zbrodnia katyńska objęła 21.857 (taka liczba wymieniona jest w notatce z 9 marca 1959 roku, sporządzonej przez szefa KGB dla Chruszczowa) jeńców Kozielska, Ostaszkowa i Starobielska oraz aresztowanych oficerów polskich (w tym w lesie katyńskim 4.421 jeńców); żniński lekarz Stanisław Czarliński był jedną z kilkudziesięciu osób związanych z powiatem żnińskim, jakie straciły życie na skutek tej zbrodni przeciw ludzkości, zakwalifikowanej jako ludobójstwo.
Wojciech Śmigielski: „Z obozu został wywieziony w siódmym transporcie 11 kwietnia 1940 roku na podstawie listy NKWD nr 025/1 poz. 30, datowanej 9 kwietnia. […] Składał się on z siedmiu wagonów i wywieziono wtedy 290-390 jeńców. Załadunek na stacji w Kozielsku trwał od 12.00 do 16.00, ale pociąg ruszył dopiero około 19.30 i przyjechał do Smoleńska około godz. 11.00 następnego dnia. Całe popołudnie i wieczór o więźniowie spędzili w wagonach (wiadomo, że około godz. 22 otrzymali posiłek), najpewniej nocowali w nich i dopiero 13 kwietnia rano transport odjechał do Gniezdowa; stąd samochodem-więźniarką wożono ich do lasu katyńskiego i natychmiast rozstrzeliwano”.

Fragment mapy Piotra Kamińskiego "Katyń, Smoleńsk, Kozielsk", wydanej w 2007 roku, obrazującej okolicę Katynia i Kozich Gór. Zwraca uwagę napis z sowieckiego podkładu mapy 1:100.0000 przy miejscu kaźni: obóz harcerski, dacze (pionierłag., daczi).
W pobliżu stacji Gniezdowo, oddalonej od centrum Smoleńska o 10 kilometrów, na zboczu wysokiej na 30 metrów skarpie Dniepru stał wówczas dom wypoczynkowy NKWD, w pobliżu którego grzebano w latach trzydziestych ofiary wielkiej czystki. Stację kolejową do wjazdu na ogrodzony i strzeżony (do dziś) teren tego ośrodka dzieli nieco ponad 3 km. Choć znana ze zrobionych w czasie II wojny światowej zdjęć willa została rozebrana, to piwnice zapewne zachowały się, gdyż na fundamentach parteru zbudowano tam po wojnie nowy dom wypoczynkowy. Żadna z osób, uczestniczących po 1989 roku w badaniach lasu katyńskiego czy w jakiejkolwiek uroczystości na tym terenie nie mogła zobaczyć tego budynku.
Więźniów przywożono na stację Gniezdowo rano. Major Adam Solski, który dotarł tam trzy dni przed Stanisławem Czarlińskim, notował na bieżąco wydarzenia 9 kwietnia 1940 roku po wyjściu z pociągu: „Piąta rano [czyli siódma radzieckiego czasu - Solski nie przestawił zegarka - przyp. DK]. Od świtu dzień rozpoczął się szczególnie. Wyjazd karetką więzienną w celkach (straszne!). Przywieziono gdzieś do lasu; coś w rodzaju letniska. Tu szczegółowa rewizja. Zabrano zegarek, na którym była godzina 6.30 (8.30). Pytano mnie o obrączkę, którą [fragment nieczytelny]. Zabrano ruble, pas główny, scyzoryk”.

Powiększenie mapy Piotra Kamińskiego "Katyń, Smoleńsk, Kozielsk", wydanej w 2007 roku, obrazującej okolicę Katynia i Kozich Gór. Widać, że ofiary chowane były na wzgórku, a willa NKWD zbudowana była w pewnej odległości od nich, tuż przy zakolu Dniepru. Z sowieckiego podkładu mapy daje się odczytać skrót (duże szare litery) "br. mog" (bratnie mogiły) - czyli "groby zbiorowe").
Z zeznań przesłuchiwanych w latach 90. katów pracujących w NKWD w Charkowie wynika, że wypracowane w ZSRR techniki masowego zabijania obejmowały strzał z bliska w tył głowy w budynku, którego mury głuszyły strzały. Jak na odcinku kilkuset metrów transportowano ciała z willi do grobów - nie wiemy, kaci z Katynia nie dożyli lat 90. XX wieku (a może ich nie znaleziono).
Wiosną 1943 roku rozpoczęto badania masowych grobów ofiar zbrodni państwa sowieckiego. Jak stwierdziła polska komisja PCK „zwłoki były mocno sprasowane, chaotycznie pozrzucane do dołów, część z rękami powiązanymi do tyłu, część ze zdjętymi i narzuconymi płaszczami na głowy, przy czym płaszcze związane były na szyjach sznurkiem, ręce zaś również związane do tyłu, przy czym sznurek ten przytwierdzony do sznurka ściągającego płaszcz na szyi. […] W jednym tylko dole znaleziono zwłoki ułożone równymi warstwami, twarzami do ziemi, w liczbie około 600”.
Zaangażowanych w zabijanie jeńców 125 osób (w tym co najmniej dwie kobiety) otrzymało po zakończeniu akcji nagrody, a lista nagrodzonych jest znana. Nie wiemy co prawda, kto zamordował doktora Czarlińskiego, ale wiemy, że był to ktoś z tej listy.
Późną wiosną 1943 roku Komisja Techniczna PCK ekshumowała zwłoki dra Czarlińskiego ze zbiorowego dołu, pracownik PCK Jerzy Wodzinowski zidentyfikował je. Oznaczone zostały kolejnym numerem 04040 i pochowane w jednej z nowych bratnich mogił, wykopanych obok tych z 1940 roku. Wszystkie grzebane zwłoki układano na plecach, głową na wschód i każdą warstwę ciał przesypywano ziemią.
Przy zwłokach doktora znaleziono dwa notesy z zapiskami. Zabezpieczono je, jak i wszystkie inne znalezione dokumenty, a koperta otrzymała numer porządkowy 4.040. Ekshumacja ostatniego oficera została zanotowana pod numerem 4.243. Prace ekshumacyjne przerwano 7 czerwca 1943 roku.
Wiosną 1943 roku całość dokumentacji przywieziono w dziewięciu ogromnych skrzyniach i jednej mniejszej do Instytutu Ekspertyz Sądowych w Krakowie. Ta instytucja, powołana do sporządzania ekspertyz dotyczących zgonów, otrzymała wydobyte z grobów przedmioty - oficjalnie po to, aby mieć dodatkowy materiał (oprócz protokołów oględzin zwłok), pozwalający na identyfikację ofiar, konieczną ze względów cywilno-prawnych (m.in. do wystawienia aktów zgonu).

Oryginalny, sporządzony w 1943 roku maszynopis odpisu notatników Stanisława Czarlińskiego. Egzemplarz przechowany przez dr. Franciszka Bielaka z Krakowa, przekazany do Archiwum Nauki PAN i PAU w Krakowie, gdzie znajduje się obecnie, fot. Miłka Księska
Kierownikiem Oddziału Chemicznego Instytutu Medycyny Sądowej i Kryminalistyki w Krakowie był wówczas Jan Zygmunt Robel i wraz z zespołem zajmował się badaniami tych dokumentów. Pracował pod ścisłą niemiecką kontrolą, ale oprócz sprawozdań z badań, przekazywanych Komisji Rozpoznawczej (identyfikowała ona ofiary) sporządzał odpisy i opisy najważniejszych dokumentów - a za takie uważał także wszystkie notatki, wydobyte z kieszeni mundurów zabitych. Tak powstało Archiwum Robla.
Część Archiwum Robla - odpisy 15 pamiętników znalezionych w Katyniu przekazane zostały jeszcze w czasie wojny drogą lotniczą (Most II, 29 maja 1944) do Londynu. Nie było wśród nich zapisków dra Czarlińskiego.
Ponieważ front się zbliżał, wszystkie katyńskie pamiątki Niemcy zapakowali w 14 skrzyń i powieźli do Wrocławia, gdzie od sierpnia do stycznia przechowywane były na werandzie pierwszego piętra wydziału anatomii Uniwersytetu Wrocławskiego. Ostatniego dnia przed otoczeniem miasta przez wojska I Frontu Ukraińskiego skrzynie udało się wywieźć w kierunku Drezna i złożyć w przechowalni dworcowej na stacji Radebeul. Tam magazynier dworcowy spalił owe 14 skrzyń przed wkroczeniem wojsk radzieckich (miał takie polecenie, został aresztowany przez NKWD, jego los do dziś nie jest znany). Oryginalne notesy Czarlińskiego spłonęły w jednej z nich. Pozostały odpisy.
Zespół dra Robla sporządził cztery egzemplarze dokumentacji. Jeden egzemplarz Archiwum Robla został wysłany do Zarządu Głównego PCK w Warszawie i spłonął w czasie powstania. Drugi egzemplarz, przeznaczony dla PCK w Krakowie, został oddany na przechowanie żołnierzowi AK płk. Antoniemu Hniłce, którego NKWD aresztowało w marcu 1945 r., a teczki z odpisami dokumentów dostały się w ręce Rosjan. Losy Antoniego Hniłki nie są znane do dziś.
Trzecia kopia przechowywana była w Instytucie Ekspertyz Sądowych, rozproszona po różnych aktach. W 1952 roku akta te zostały posegregowane przez dra Robla i jedną z pracownic Instytutu, Marię Kozłowską, a następnie zostały ukryte przez woźnego Instytutu, Stanisława Grygiela (ojca Marii Kozłowskiej) na strychu pod belką stropową.
Kopii ukrytej w IES szukano w 1985 roku, gdy przed odejściem na emeryturę Maria Kozłowska zdradziła tajemnicę depozytu ówczesnemu dyrektorowi IES prof. Janowi Markiewiczowi. Jej ojciec już nie żył, Jan Robel również. Maria Kozłowska przekazała informację, gdzie szukać, ale teczek nie znaleziono. Przypadkiem odkrył je w kwietniu 1991 roku robotnik w czasie remontu dachu budynku Instytutu Ekspertyz Sądowych.
Po ujawnieniu przez prasę odkrycia, okazało się, że przetrwała również czwarta kopia, którą Jan Robel powierzył dr. Franciszkowi Bielakowi, literaturoznawcy i nauczycielowi gimnazjalnemu z Krakowa. Bielak ukrył teczki w swojej domowej bibliotece, zmarł w 1973 roku. W 1991 r. jego wnuk przekazał ten egzemplarz Archiwum Robla wraz ze spuścizną dra Bielaka do Archiwum Nauki PAN i PAU w Krakowie.
W Archiwum Robla zachowały się odpisy z notesów Stanisława Czarlińskiego. Fakt, że z kieszeni jego munduru wydobyto notes z notatkami, ujrzał światło dzienne dopiero po odkryciu z 1991 roku, wraz z informacją o tym, że zachował się odpis i opis tego notesu, sporządzony 25 czerwca 1943 roku. Pierwsza publikacja tych notatek, które Biuletyn Katyński udostępnił współpracującemu w latach 90. z Pałukami Józefowi Maroszowi z Kcyni miała miejsce w Pałukach nr 14/1993.
Pierwszy notes opisano następująco:
„Notesik małego formatu, w okładce z preszpanu, który się rozkleił. Notesik spięty drutem, kartki perforowane. Poza tem stosunkowo dobrze zachowany. Na przedniej okładce czytelny druk „Blok-Notes” (wersalikami). Notesik zapisywany dwustronnie od przedniej i od tylniej okładki ku środkowi. Środkowe kartki niezapisane. Tekst notatek podaje się najpierw od przedniej okładki z nadrukiem BLOK-NOTES, a następnie od tylnej okładki, na której ołówkiem atramentowym zanotowano: Nr 4040. Po kilku stronach drobnych, nieistotnych notatek, na str. 9 zaczynają się zapiski prowadzone jakiś czas systematycznie. Dalsze notatki w tym notesie zaczynają się od strony tylnej: m.in. kilka nazwisk, adresów. Reszta kartek środkowych nie jest zapisana”.
Odpis z notesu zawiera z początku luźne zapiski: numer kompanii, stopnie wojskowe, nazwisko, a następnie systematycznie prowadzone notatki dotyczące szlaku przebytego od 2 do 28 września i od 2 do 4 listopada 1939 roku. Kilka nazwisk, dodawanie cyfr, zapiski z jakiejś gry, po czym zapis wysyłanej korespondencji.
Od tylnej strony Czarliński ćwiczył zapis swego nazwiska cyrylicą, zanotował kilka nazwisk, alfabet rosyjski.
Notes drugi opisano następująco:
„Format nieco większy od poprzedniego. Kartki perforowane; okładka z preszpanu koloru fioletowego, obecnie zszarzałego; całość spięta zatrzaskiem introligatorskim. Na przedniej okładce umieszczony ołówkiem atramentowym nr 4040. Pierwsze 5 stronic niezapisane. Zapiski zaczynają się na str. 6”.
Czarliński notował nazwiska, potem mamy wypisane kolejno miejscowości, które uzupełniają zapis trasy przemierzanej we wrześniu 1939. Czytamy tekst poświadczenia pracy dla kpt. lek. Jana Łukowicza, zapiski dotyczące otrzymania benzyny, personelu lekarskiego, wypłat. Na kolejnych stronach kilkanaście nazwisk i tabela z danymi statystycznymi stanu sanitarnego 237 osób (są rubryki: wszy, świerzb).
Archiwista na koniec zanotował: „Resztę bloku wypełniają różne przepisy i uwagi przyrodnicze, głównie zaś notatki lekarskie, opisy chorób i przypadków lekarskich, ich objawy - sposoby leczenia. Przy końcowych zapisach są podane daty; świadczyłoby to, że autor notatek brał udział w pogadankach lekarskich w obozie. Ostatnia data pochodzi z 7 IV 40. W obu notatnikach pismo to samo”.
Oprócz zapisanej marszruty z Ciechocinka do Kozielska i dat korespondencji z rodziną pozostałe zapiski wiele nam nie mówią. Ale już samo to, że znamy zapisane w tym notesie ważne dla majora Czarlińskiego informacje, które przetrwały jego śmierć i pomogły ustalić jego tożsamość, jest wstrząsające.
Po zajęciu Smoleńszczyzny przez Rosjan Stalin powołał komisję, której przewodniczył Nikołaj Burdenko. Komisja ogłosiła, iż w dniach 16-23 stycznia 1944 roku ekshumowała 925 zwłok i wydała nieprawdziwy komunikat, że zbrodni dokonali Niemcy. Czy zwłoki Stanisława Czarlińskiego zostały wtedy powtórnie ekshumowane, nie wiadomo.
Nazwisko majora Czarlińskiego upamiętnione zostało w Żninie w 1993 roku na pomniku katyńskim. W 2023 roku Instytut Pamięci Narodowej opublikował całość dotyczącego notesów majora tekstu z 6 przebitkowych kartek maszynopisowych, sporządzonych w Instytucie Ekspertyz Sądowych w czerwcu 1943 roku.
Dominik Księski
ważniejsze źródła
książki i artykuły
Tomasz Dziedzic, Archiwum katyńskie doktora Robla, Kraków 2019
Dominik Księski: Jeszcze o Stanisławie Czarlińskim, Pałuki nr 83 (35/1993)
Józef Marosz, Dominik Księski: Notatki Stanisława Czarlińskiego i ich losy, Pałuki nr 62 (14/1993)
Grażyna Niemczynow-Burchart, Jerzy Szuman, Pierwsza żnińska Przychodnia Przeciwgruźlicza, Pałuki nr 1275 (29/2016)
Allen Paul, Katyń, stalinowska masakra i triumf prawdy, Warszawa 2003
Kazimierz Skarżyński: Raport Polskiego Czerwonego Krzyża, Oficyna Wydawnicza Pokolenie, Warszawa 1989
Wojciech Śmigielski, Mieszkańcy Żnina i okolic w obozach specjalnych NKWD w latach 1939-1940, Żnińskie Zeszyty Historyczne nr 20/1996
Gdy nieme groby przemawiają; Archiwum dr. Jana Zygmunta Robla, red. Danuta Jastrzębska-Golonka, Ewa Kowalska, tom 4, Warszawa 2023
dokumenty i relacje
Archiwum Nauki PAN i PAU, spuścizna katyńska - Archiwum Robla, odpis z koperty nr 04040.
relacja Edmunda Marosza - w latach 30. pracownika Zarządu Miejskiego w Żninie; w archiwum Józefa Marosza
relacja Bolesławy Kościeleckiej, sąsiadki Czarlińskich z ul Śniadeckich z 1993 roku
https://www.ogrodywspomnien.pl/index/showd/3224
Nazwa Katyń, co wydaje się dziwne, nie pochodzi od kaźni, lecz od przeciągania (katat’ - jeździć) przez Waregów (wschodnich Wikingów) statków między dorzeczem Dźwiny (którą z Bałtyku płynęli na południe) i Dniepru (trasa na Konstantynopol). W Bramie Smoleńskiej (która z kolei jest starym szlakiem Paryż - Berlin - Warszawa - Moskwa) na wysokości Katynia odległość między spławnymi rzekami wynosi tylko 20 kilometrów i przez ten odcinek musiano przeciągać (katat') łodzie.Gniezdowo (nazwa mająca taki sam źródłosłów jak Gniezno) zasłynęło z odkrytych jeszcze w XIX wieku kurhanów z pochówkami Waregów - w okolicy jest kilka tysięcy (!) grobów oraz dwa grodziska, datowane na IX-X wiek n.e. (dk)
Czytaj także:
52UFLADA
Ka0SmT
Twoje zdanie jest ważne jednak nie może ranić innych osób lub grup.
Komentarze mogą dodawać tylko zalogowani użytkownicy.
Komentarze