Płetwonurkowie wydobyli ciało na powierzchnię, a strażacy przetransportowali je na brzeg fot. Magdalena Kruszka
Piechcin, kamieniołom, utonięcie, nurkowanie
Śmierć w głębinach kamieniołomu
37-letnia kobieta zeszła na głębokość 20 metrów pod wodę, w okolicę zatopionej barki, i już nie wypłynęła. To trzecia ofiara nurkowania w piechcińskim kamieniołomie w przeciągu ośmiu lat.
W sobotę (27 lutego) w piechcińskich kamieniołomach nurkowało około 30-40 osób, między innymi z Torunia, Bydgoszczy, Gdańska i Poznania. Grupa płetwonurkowa z Poznania już wcześniej zaplanowała sobie weekendowe nurkowanie na 27 i 28 lutego. W sobotę późnym rankiem dziewięć osób z tej grupy przybyło do Piechcina, aby w tutejszym Centrum Nurkowym, prowadzonym od kilku lat przez Krzysztofa Chodakowskiego, przeżywać podwodne chwile w niezwykle czystej wodzie, gdzie widoczność sięga nawet 15 metrów. Zalany piechciński kamieniołom to bardzo atrakcyjne miejsce. Centrum Nurkowe zachwala, że akwen powstały po zalaniu wapiennego wyrobiska jest niezwykły poprzez to, że otaczają go białe wapienne skały kontrastujące z czystą, lazurową wodą, dzięki czemu można się w tym miejscu poczuć jak na wakacjach nad Morzem Śródziemnym. Miejsce to jest atrakcyjne dzięki podwodnym obiektom, zatapianym w tym miejscu, żeby uatrakcyjnić nurkowanie. Można tam więc natknąć się między innymi na morski jacht z wysokim masztem i żaglem, żaglówkę kabinową, stalowy holownik, a nawet na dwa maluchy. Nie ma się co dziwić, że amatorzy tego sportu ekstremalnego chętnie spędzają tu wolny czas, mimo że wypadki zdarzały się już wcześniej. W 2008 roku zginęła 28-letnia Kinga, która postanowiła sama zejść pod wodę, a w 2012 roku 49-letnia Beata nie przeżyła po nieodpowiedniej dekompresji podczas wynurzania się. Trzeci tragiczny wypadek wydarzył się w minioną sobotę. Woda tego dnia miała dwa stopnie ciepła.
Dziewięcioosobowa grupa z Centrum Nurkowego z Poznania przybyła wspólnie do Piechcina. Najpierw pod wodę zeszło sześć osób. Potem, w drugiej turze zanurkowały trzy osoby, w tym 37-letnia Monika P. Jej dwaj koledzy w pewnym momencie stracili ją z oczu. Kończyło im się powietrze. Jeden z nich musiał zrobić sobie przystanek dekompresyjny. Wypłynęli na powierzchnię i czekali na koleżankę. Jak informuje osoba związana ze środowiskiem płetwonurkowym, grupa trzyosobowa zeszła pod wodę około 12:00. Mężczyźni wynurzyli się około 12:40. W tym czasie hangar już był otwarty, a pozostali uczestnicy rozpalali grill. Po pewnym czasie zorientowali się, że nie mogą nigdzie znaleźć koleżanki. Zgłosili to. Wszystko to miał zarejestrować monitoring. Jeszcze przed 14:00 nie było wiadomo, czy kobieta wynurzyła się i oddaliła w nieznanym kierunku, czy została pod wodą.
- Do nas zgłoszenie wpłynęło o 13:43 - mówi st. bryg. Grzegorz Rutkowski, komendant powiatowy Państwowej Straży Pożarnej w Żninie. - Wychodzi nam z tego, że od momentu zanurzenia się do znalezienia ciała minęło ponad 2,5 godziny.
Również policja od świadka zdarzenia otrzymała zgłoszenie, że podczas rekreacyjnego nurkowania na terenie bazy nurkowej jedna z uczestniczek zgrupowania nie wypłynęła z wody.
- Na miejsce skierowani zostali policjanci, a także powiadomiono płetwonurków z Państwowej Straży Pożarnej oraz pogotowie ratunkowe - poinformował nadkom. Krzysztof Jaźwiński, oficer prasowy Komendy Powiatowej Policji w Żninie. - Po prawie godzinnych poszukiwaniach prowadzonych przez znajomych kobiety oraz strażaków 37-latka została odnaleziona na głębokości około 20 metrów akwenu. Niestety będący na miejscu lekarz stwierdził jej zgon.
Pod wodą została 37-letnia Monika P. z Witkowa w powiecie gnieźnieńskim. Jej ciało odnaleźli przy wraku barki nurkowie z gdańskiej grupy płetwonurkowej, i to oni wydobyli je na powierzchnię i przekazali strażakom, którzy pontonem przetransportowali je na pomost, gdzie czynności podjęli ratownicy.
Krzysztof Chodakowski podkreśla, że to przykra sprawa i nie chce jej komentować. Twierdzi, że nikt ze środowiska nurkowego nie czuje potrzeby mówienia o tym, a wszelkie dyskusje, które pojawiały się na Facebooku, były szybko ucinane i usuwane. Zaznacza, że wszyscy są przeciwni temu, żeby roztrząsać tę sprawę. Jednakże jedna z osób związana z tym środowiskiem, która woli pozostać anonimowa, nie może pogodzić się z tym, że zaginięcie zgłoszono tak późno.
- W tym czasie było tu gros nurków wykwalifikowanych, doświadczonych, tak zwane stare wygi - zauważa nasz rozmówca. - Oni sami mówili, że gotowi byliby szukać i jak tylko dowiedzieli się, że jedna z osób nie wypłynęła, to zeszli pod wodę i podjęli poszukiwania, jak się potem okazało, skuteczne, choć spóźnione. Trzeba pamiętać, że nurkowanie to sport ekstremalny i partnerski przede wszystkim. Dziewczyna była świeżynką. Można powiedzieć, że to tak, jakby świeży kursant zamiast do kaszlaka wsiadł do ciężarówki. Trzeba było jej pilnować.
Wszyscy nurkowe z tej grupy mieli być wyposażeni w suche skafandry, a ona jedna w skafander piankowy. Poza tym jej automat też miał być nie najlepszej jakości. Nie wiadomo jednak, co stało się pod wodą i dlaczego kobieta nie wypłynęła. St. bryg. Grzegorz Rutkowski, który sam jest doświadczonym płetwonurkiem, również nie kusi się o odpowiedź na to pytanie. Zaznacza, że dopiero dochodzenie rozstrzygnie, czy miała powietrze i czy aparat był dobry. Odpowiedź przyniesie też sekcja zwłok, która pozwoli ustalić, czy przyczyny tragedii należy doszukiwać się w aspektach zdrowotnych.
- Są zagrożenia związane z nurkowaniem, szczególnie z nurkowaniem w zimnej wodzie w ubiorze niezimowym - podkreśla st. bryg. Grzegorz Rutkowski.- Pianka jest superfajna latem, ale zimą używa się ubrań, które bardziej izolują. W nurkowaniu są pewne zasady, których trzeba przestrzegać, reżimy, których trzeba się trzymać, żeby uniknąć wypadków, ale czasem wypadki są spowodowane złym stanem zdrowia. Jak było w tym przypadku? Mamy za mało danych, żeby to przesądzać.
Jak poinformował nadkom. Krzysztof Jaźwiński, śledczy na polecenie prokuratora zabezpieczyli ciało kobiety w celu przeprowadzenia sekcji zwłok i ustalenia przyczyn śmierci. Zabezpieczono również sprzęt do nurkowania, jaki posiadała kobieta oraz przesłuchano świadków. Już wszczęto w tej sprawie śledztwo, które ma wyjaśnić wszystkie okoliczności tego tragicznego zdarzenia.
Magdalena Kruszka
Pałuki nr 1255 (9/2016)
Inne teksty na ten temat:
Zamknięta baza nurkowa w Piechcinie
Śmiertelna dekompresja w szmaragdowym raju
Przejdź do forum.
Twoje zdanie jest ważne jednak nie może ranić innych osób lub grup.
Komentarze mogą dodawać tylko zalogowani użytkownicy.
Komentarze