Reklama

Odnalezione kolejne obrazy Tadeusza Małachowskiego

Choć od śmierci Tadeusza Małachowskiego minęło już ponad 35 lat, spuścizna po jego artystycznej twórczości żyje własnym życiem i dostarcza nam kolejnych informacji o życiu malarza. Jego dzieła są odnajdywane przypadkiem i w najmniej spodziewanych miejscach, a przykładem tego są dwa portrety, których historia jest nie mniej ciekawa niż losy postaci, które przedstawiają

     Obrazy znajdują się w mieszkaniu córki (nazwisko znane redakcji) nieżyjącego od wielu lat dziennikarza Polskiego Radia w Bydgoszczy, prowadzącego na jego falach przede wszystkim audycje o tematyce kulturalnej.
     Po jednej z takich audycji, która odbyła się z udziałem Tadeusza Małachowskiego z okazji 25-lecia jego pracy twórczej, dziennikarz prawdopodobnie dostał w prezencie od malarza dwa obrazy i szkic. - Nie mogę zapewnić, że stało się to wtedy, ale odtwarzając z pamięci, to obrazy były u nas około 10 lat zanim zmarł tata, co stało się w 1990 roku. Daty tych wydarzeń pasowałyby więc do siebie - wspomina córka, dodając, iż jej ojciec miał duży sentyment do Żnina i okolic. - Żnin i w ogóle same Pałuki zawsze ciepło wspominał, miał tam dużo znajomych, przygotowywał też inne audycje z terenu Pałuk.
     Radiowy wywiad ze żnińskim artystą dotyczący jego malarstwa można było usłyszeć po raz pierwszy 8 czerwca 1982 roku. Nagranie nosi tytuł Barwy i tony i znajduje się w zasobach archiwalnych obecnego Radia Pomorza i Kujaw w Bydgoszczy, do których dostęp przy pomocy Internetu jest powszechny.
     Owego bydgoskiego dziennikarza miło wspomina także wdowa po artyście, Ewa Małachowska, z którą przeprowadzał wywiad już po śmierci Tadeusza Małachowskiego. Wchodził on w skład grupy przyjaciół tworzących lokalne środowisko kulturalne Pałuk i Kujaw.

Reklama

Szkic do portretu Ernesta Hemingwaya autorstwa Tadeusza Małachowskiego fot. Bartosz Woźniak

     LOSY PORTRETÓW

     Na obrazy wiele lat później, bo dopiero w ubiegłym roku, zwrócił uwagę kolega ich właścicielki Adam Sowa, który pomagał jej w przeprowadzce do innego mieszkania. - Kiedy zobaczyłem te obrazy po raz pierwszy, wydawało mi się, że nie są to jakieś przypadkowe dzieła. Mają w sobie coś wyjątkowego, charakterystyczną kreskę. Dlatego zachęciłem znajomą, żeby się nimi zainteresować bliżej, tym bardziej, że na jednym z nich jest podpis autora. Zasugerowałem też, żeby nagłośnić tę sprawę, aby ludzie dowiedzieli się, że takie obrazy istnieją - opowiada okoliczności odkrycia obrazów Adam Sowa, który zadzwonił do autora tego tekstu po uprzednim znalezieniu w Internecie artykułu „Uczta” Tadeusza Małachowskiego, który ukazał się w Pałukach nr 46/2011. - Poszukując jakichś informacji o autorze obrazu, trafiliśmy w Internecie na pana artykuł w „Pałukach” i stąd nasz telefon, aby może opisać tę historię - dodaje córka dziennikarza.
     Z różnych przyczyn, które niosło ze sobą życie, obrazy nie zawsze były przechowywane w odpowiednich dla tego rodzaju przedmiotów warunkach. - Obrazy te przewędrowały już dwie przeprowadzki razem z innymi obrazami i pamiątkami po tacie. Z tego powodu mogły się troszkę podniszczyć, bo przechowywane były w różnych miejscach - stwierdza ich właścicielka. W pewnym momencie wylądowały nawet w piwnicy, niemniej jednak, jak się sami przekonaliśmy odwiedzając mieszkanie córki dziennikarza w Bydgoszczy, obrazy są w bardzo dobrym stanie, do czego przyczynił się też niewątpliwie fakt, że są oprawione w ramki.
     - Jak sięgam pamięcią, to te dwa obrazy zawsze wisiały obok siebie. Wisiały u nas w domu rodzinnym, w korytarzu, a szkic wisiał w pokoju taty. Tata miał zawsze zapędy do sztuki, lubił otaczać się obrazami, kupował też mamie jako prezenty różne reprodukcje. Podczas licznych kontaktów z artystami otrzymał wiele obrazów. Miał takiego znajomego, któremu dawał je do oprawienia w ramkę i później wywieszał w domu - wspomina ich właścicielka, która dzięki archiwalnym nagraniom może usłyszeć głos przedwcześnie zmarłego taty, nie kryjąc przy tym wzruszenia.
     Dzieła Tadeusza Małachowskiego towarzyszyły zatem córce dziennikarza od najmłodszych lat. - Od początku wisiały w jasnym wysokim korytarzu i z mamą sobie zawsze żartowałyśmy, że są posępne i smutne, więc trzeba je wysłać gdzieś na emeryturę, bo się smutno robi na ich widok. Dzisiaj mam jednak do nich duży sentyment ze względu na to, że są pamiątkami po tacie i nie chciałabym się ich pozbywać - wspomina historię obrazów z rodzinnego domu córka dziennikarza.
     Obydwa obrazy są tej samej wielkości i mają wymiary 50x68 cm. Obrazy są namalowane tą samą techniką. Za materiał do powstania dzieł posłużyła farba olejna, być może wymieszana z akrylem, obrazy powstały na dykcie lub innego rodzaju cienkiej płycie.

Reklama

Portret Ernesta Hemingwaya autorstwa Tadeusza Małachowskiego fot. Adam Sowa

     MĘSKOŚĆ HEMINGWAYA...

     Obraz, który przedstawia postać mężczyzny, nie jest podpisany, dlatego jego autorstwo nie było dla właścicielki oczywiste, gdyż sama nie jest znawcą sztuki ani tym bardziej twórczości Tadeusza Małachowskiego. Było dla niej jednak wielce prawdopodobne z uwagi na podobieństwo malarskiego stylu do dzieła, obok którego przez wiele lat wisiał. Domniemywała jednocześnie, że obdarowany nimi tata też nie przez przypadek powiesił te obrazy obok siebie.
     Co ciekawe, zachował się szkic (niestety też nie jest podpisany), na podstawie którego obraz ten został namalowany. Szkic ów stanowił zapewne pierwszą myśl, koncept i punkt wyjścia do dalszej pracy artysty nad portretem mężczyzny. Dzięki niemu można porównać pierwsze kreski stawiane przez malarza z efektem finalnym dzieła. Porównanie jest o tyle interesujące, że ukończony obraz zdaje się różnić w swoim charakterze od szkicu. W początkowej wersji mężczyzna się uśmiecha, natomiast na obrazie trudno się dopatrzeć pogodnego nastroju. Przedstawiona postać wyraża raczej zadumę, choć pole do interpretacji może być oczywiście różne, niczym przy tajemniczym uśmiechu Mony Lisy Leonarda da Vinci.
     Szkic został wykonany tuszem na papierze czerpanym, czyli papierze wytwarzanym w procesie wyodrębniania pojedynczych włókien z surowców roślinnych oraz formowania papieru z wodnej zawiesiny włókien, odwadnianej na sicie.
     Aby nabrać pewności co do autorstwa tak obrazu, jak i szkicu przedstawiającego mężczyznę, zwróciliśmy się o pomoc do Ewy Małachowskiej, znającej twórczość męża w bardzo szerokim zakresie, zwłaszcza zaś, co chyba najważniejsze, w sferze osobistych źródeł inspiracji. - Tak, Hemingway - stwierdziła na widok pokazanego na zdjęciu obrazu, nie mając żadnych wątpliwości w kwestii tego, kto go namalował. Na pytanie, czy były też inne portrety pisarza, Ewa Małachowska odpowiedziała: - Było kilka takich obrazów Hemingwaya w podobnej tonacji barw do tego. Jedynie gdy chciał nadać większy dramatyzm dziełu, to wprowadzał w tle fiolety. Gdy temat mu się znudził, to po prostu zaprzestawał malować daną postać.

Reklama

Portret Edith Piaf z 1964 roku Tadeusz Małachowski namalował tuż po jej śmierci fot. Adam Sowa

     Dodała jednocześnie, że malowanie portretów akurat Ernesta Hemingwaya nie było przypadkowe, gdyż Tadeusz Małachowski był miłośnikiem jego pisarstwa, a poza tym potężna, mocarna sylwetka tego słynnego pisarza nadawała się idealnie do uwydatnienia typowo męskich cech. Zwróciła też uwagę na wiele obszarów zainteresowań i działalności Hemingwaya: - Był pisarzem, dziennikarzem wojennym, wielbicielem i smakoszem życia w różnych obszarach, decydującym sam o sobie. Było to niewątpliwie bliskie Tadeuszowi Małachowskiemu, człowiekowi o wszechstronnych zainteresowaniach, łamiącemu konwenanse, żyjącemu według swoich zasad i starożytnej maksymy, propagowanej później w epoce renesansu: człowiekiem jestem i nic co ludzkie nie jest mi obce.
     Artysta malował portrety pisarza na podstawie zdjęcia. - Szkic też jest piękny - powiedziała Ewa Małachowska, gdy zobaczyła rysunek - wstępny etap pracy artysty nad portretem Hemingwaya.
     Odnosząc się do kwestii braku autografu na obrazie, Ewa Małachowska zwróciła uwagę, że Tadeusz Małachowski, zresztą podobnie jak wielu innych malarzy, zazwyczaj nie podpisywał swoich dzieł. Chyba że miały one trafić w jakieś specjalne miejsce: na konkurs, wystawę lub do konkretnej osoby, choć i w takich przypadkach zdarzały się wyjątki, czego portret Hemingwaya być może jest przykładem.

Reklama

     ...I SIŁA EKSPRESJI PIAF

     Drugi z przedstawionych obrazów znajdujący się w mieszkaniu córki dziennikarza w Bydgoszczy od początku nie pozostawiał wątpliwości co do jego autorstwa, dzięki czemu dzisiaj możemy znać miejsce jego przechowywania. Szczęśliwie się bowiem stało, że Tadeusz Małachowski go podpisał, czego, jak wiemy, na wielu swoich dziełach nie czynił. Mało tego, malarz uwiecznił nawet datę powstania obrazu. Pod podpisem widnieje rok 1964.
     Zanim obraz trafił do Bydgoszczy, przez około 20 lat musiał się więc znajdować w pracowni artysty w Żninie. Widocznie w pewnym momencie Tadeusz Małachowski postanowił się z nim rozstać, uznając, iż będzie dobrym prezentem dla dziennikarza, który przeprowadzał z nim wywiad i był zarazem dobrym znajomym.
     Także ten portret przedstawia nietuzinkową postać, gdyż artysta uwiecznił na nim legendarną francuską pieśniarkę Edith Piaf, słynącą z chropowatego głosu oraz niezwykłej siły ekspresji i dramatyzmu, które potrafiła wywołać podczas swoich występów na scenie. Jak się okazuje i ta postać nie była malarzowi obojętna: - Lubił i słuchał tej muzyki, szczególnego głosu pieśniarki. Wyjątkowość tej artystki i jej drogi życiowej też miała dla niego znaczenie - podkreśla wdowa po malarzu, dodając, iż najczęściej tworzył on portrety wykonując kilka rysunków, z których każdy kolejny był coraz doskonalszy. Należy podkreślić, iż był to jedyny portret artystki wykonany ręką Tadeusza Małachowskiego, który malował mając zapewne przed sobą jej zdjęcie.
     I w tym przypadku mamy ukazaną osobę, z której twarzy emanuje smutek i refleksja. Edith Piaf na portrecie w niczym nie przypomina uwielbianej, opromienionej sukcesem i otoczonej nimbem sławy pieśniarki. Raczej można tutaj mówić o pogrążonej w samotności kobiecie.
     Biorąc to wszystko pod uwagę, nasuwa się wniosek, iż czas powstania tego obrazu nie był wcale przypadkowy. Edith Piaf zmarła bowiem 10 października 1963 roku, a wkrótce potem Tadeusz Małachowski musiał przystąpić do pracy nad jej portretem, chcąc zapewne w ten sposób oddać hołd wybitnej pieśniarce. W efekcie w następnym roku obraz był już gotowy, a jego powstanie poprzedziła seria szkiców, którymi autor mierzył się z wizerunkiem Edith Piaf.

     WYSTAWA Z PORTRETAMI

     Jak się udało ustalić, dzięki przechowywanym przez Ewę Małachowską pamiątkom po artystycznej drodze Tadeusza Małachowskiego, obydwa omawiane portrety łączy coś więcej niż tylko miejsce, w którym się obecnie znajdują.
     Okazało się bowiem, iż w 1966 roku znalazły się na wystawie malarza zorganizowanej w galerii Towarzystwa Przyjaciół Sztuk Pięknych w Warszawie. W katalogu z wystawy nie ma co prawda zdjęć akurat tych obrazów, są natomiast wymienione w wykazie. Z dużym prawdopodobieństwem można jednak stwierdzić, iż zostały one tam zaprezentowane, choć w przypadku Hemingwaya równie dobrze mogła to być inna wersja portretu pisarza, jednak bardzo podobna. Na zaprezentowanie w Warszawie portretu Piaf wskazywałby podpis artysty oraz przede wszystkim fakt, iż znany jest tylko jeden jej portret autorstwa Tadeusza Małachowskiego. - Poza tym zachowało się tylko kilka rysunków przedstawiających Piaf, natomiast obrazów z Hemingwayem było więcej - informuje Ewa Małachowska. Z kolei sam fakt istnienia już wtedy portretów Hemingwaya daje nam orientacyjną datę powstania omawianego portretu, czyli czas przed 1966 rokiem.
     Informacje o wystawie żnińskiego artysty w TPSP trafiły wówczas na łamy gazet. O portretach Piaf i Hemingwaya z tej wystawy wspomniała, pisząca dla Trybuny Ludu recenzje z wydarzeń kulturalnych, Zofia Kwiecińska, która podkreśliła w swoim artykule, iż są one godne szczególnej uwagi.

Reklama

     PORTRET PSYCHOLOGICZNY

     Lata 60. XX wieku to okres w pracy artystycznej Tadeusza Małachowskiego, na który przypadły jego najsłynniejsze dzieła z cyklu Dramaty, których małe formaty także trafiły na wspomnianą wystawę. Portrety Hemingwaya i Piaf pochodzą z kolei z nie mniej ważnego cyklu Wielkie i małe samotności, do którego obrazy w tym samym czasie powstawały, a były to m.in. portrety Don Kichota, teologa Alberta Schweitzera, fizyka Alberta Einsteina, greckiego filozofa Sokratesa czy holenderskiego malarza Rembrandta.
Należy podkreślić, iż portrety te sięgają w najgłębsze rejony ludzkiej duszy, mają wymiar psychologiczny, którego ukazanie było dla Tadeusza Małachowskiego szczególnie ważne. Portrety te były bowiem tworzone głównie z intencją wywoływania emocji. W przypadku znanych ludzi, takich jak Hemingway czy Piaf, choć w cyklu tym malował też osoby zupełnie anonimowe, można mówić o wielkich samotnościach. Chodziło o pokazanie sławnych i nieprzeciętnych osobowości, którym wbrew pozorom, podobnie jak zwykłemu człowiekowi, doskwiera poczucie samotności i wynikającego z niej przygnębienia. Osobom znajdującym się na tzw. świeczniku, choć otoczone są rzeszami sympatyków i wielbicieli, wielokrotnie po zejściu ze sceny, na której toczy się ich zawodowa kariera, doskwiera poczucie osamotnienia, wewnętrznej pustki i braku zrozumienia w zwykłym, codziennym życiu.
     Można z pewnością stwierdzić, iż w portretach tych bardzo dużo jest samego Tadeusza Małachowskiego, jak i każdego z nas.

Bartosz Woźniak
Pałuki nr 1106 (17/2013)

Reklama

 

52UFLADA

Miejsce zdarzenia mapa Pałuki Żnin
Aplikacja na Androida

Źródło i opracowanie własne Aktualizacja: 12/08/2024 13:35
Reklama

Komentarze opinie

Podziel się swoją opinią

Twoje zdanie jest ważne jednak nie może ranić innych osób lub grup.

Komentarze mogą dodawać tylko zalogowani użytkownicy.

Zaloguj się

Reklama

Wideo palukiznin.pl




Reklama
Najnowsze wiadomości