Reklama

Do stajni zbliżyły się wilki. Spłoszone konie uciekły na lód. Tafla się załamała

17/01/2024 17:30

Dramatyczne sceny rozegrały się nad ranem 17 stycznia nad południowo-wschodnim brzegiem Jeziora Kierzkowskiego w Wójcinie. Z zagrody hodowcy Marka Sobocińskiego około 4.00 wybiegło w panice kilka koni. Dwa z nich przelęknione i zestresowane wróciły do stajni. Gdy nastał świt hodowca przeliczył konie dokładniej. Brakowało mu pięć sztuk, więc poszedł ich szukać. Nad jeziorem kilka metrów od brzegu zobaczył dwie końskie głowy w przeręblu. Zwierzęta walczyły o życie. Ostateczny bilans okazał się jeszcze boleśniejszy.

Tragedią zakończył się atak watahy wilków lub zdziczałych psów na zagrodę koni w Wójcinie nad ranem 17 stycznia. Właściciel stajni, Marek Sobociński opowiada, że było około 4.00, gdy usłyszał hałasy na zewnątrz. Wyszedł, zobaczył, że w stadzie są dwa wystraszone konie. Miał ich wszystkich do poprzedniego dnia 24. Wierzchowe konie trzyma w drugim gospodarstwie. W swojej zagrodzie miał konie pociągowe rasy zimnokrwistej. Widząc dwa, spanikowane okazy, które jednak wróciły, sądził, że może atak wilków nie skończył się tak źle. Gdy wzeszło słońce obejrzał zagrodę, przeliczył konie. Było widać zniszczenia zagrody, brakowało 6 sztuk zwierząt. Marek Sobociński poszedł nad brzeg Jeziora Kierzkowskiego, niedaleko pompowni wody przemysłowej (to w sąsiedztwie drogi do Wolic)

 

Reklama

Sprzętem właściciela konie były wyciągane za pomocą liny na brzeg fot. Karol Gapiński

 

- Wchodzę na lód i patrzę, dwa na wierzchu pływają. Żyły. Prawdopodobnie spłoszone konie uciekły na taflę jeziora, a ta się pod nimi załamała. Wezwałem straż, przyjechali i żeśmy te dwa wyciągnęli. Przyjechał też weterynarz, Michał Palicki, dawał im kroplówki, ale jednego z nich nie udało się i odratować. Jeden przeżył i będzie żył. Trzy kolejne zginęły, Razem więc padło 5 sztuk, no chyba, że dwa konie, spłoszone jeszcze gdzieś biegają i się znajdą, ale nie liczyłbym na to - opowiada Marek Sobociński.Tak, czy inaczej, około 14.00 strażacy mieli wyciągnięte z wody już 3 padłe konie. Cała operacja nie była łatwa do przeprowadzenia. Truchła koni trzeba było przeciągnąć kilkadziesiąt metrów dalej, do drogi gruntowej, którą następnie dałoby się je wywieźć na przyczepie do zutylizowania.

Reklama

 

Strażacy wykuli od brzegu lód, aby się dostać do koni fot. Karol Gapiński

 

Kpt. Łukasz Adamowski, rzecznik prasowy Komendy Powiatowej Państwowej Straży Pożarnej w Żninie powiedział nam, że dyżurny otrzymał zgłoszenie o 9.20. Na miejsce zostały zadysponowane 2 zastępy JRG Żnin, 2 zastępy OSP Barcin, po 1 zastępie OSP Mamlicz, Jadowniki Rycerskie, Białożewin, Nowawieś Pałucka i Obudno. Strażacy po przybyciu zobaczyli łby dwóch koni w przeręblu. Szybko rozłupali taflę, by wydrążyć w niej korytarz do miejsca, w którym unosiły się na wodzie konie. Jeden z nich stanął na nogi. Strażacy okryli go kocami, koń cały i zdrowy odszedł. Drugiego trzeba było wyciągać. Dawał jeszcze oznaki życia. Prawdopodobnie znajdował się już w hipotermii. Strażacy go dogrzewali, a lekarz próbował podnieść funkcje życiowe za pomocą kroplówki. Nie udało się.

Reklama

 

Wyciąganie martwego konia po lodzie na brzeg fot. Karol Gapiński

 

Po wyciągnięciu koni strażacy zbadali bosakami wodę pod taflą w okolicy przerębla. Wyczuli pod lodem jeszcze jednego, już martwego konia. Też go wyciągnęli. Ze swoim sprzętem pomagał w całej operacji Marek Sobociński i jego pracownicy. Kpt. Łukasza Adamowskiego zapytaliśmy, czy konie były pogryzione? Może wilki, albo zdziczałe psy zdążyły je dopaść? Rzecznik straży odpowiedział, że on nie widział takich śladów na martwych koniach. My również przyjrzeliśmy się tym padłym zwierzętom i nie dostrzegliśmy śladów ataku wilków. Zatem wszystko wskazuje na to, że konie rzeczywiście zginęły przepłoszone.

Reklama

 

Nad jeziorem zjawiło się dziewięć wozów strażackich - między innymi z Obudna, Mamlicza, Nowejwsi Pałuckiej i innych miejscowości fot. Karol Gapiński

 

Właściciel stada jeszcze nie oszacował swoich strat, każdy koń może być warty około 17 tys. zł. O tym, że w pobliżu, gdzieś pod Kierzkowo zapuszcza się wataha z okolic Szczepanowa, Marek Sobociński wcześniej słyszał od ludzi. Sam jednak wilków nie widział.

 

Martwe zwierzęta zostały przeciągnięte kilkadziesiąt metrów dalej, skąd da się je następnie wywieźć do zutylizowania fot. Karol Gapiński

Reklama

 

Marek Sobociński konie hoduje od wielu lat. Już raz, a było to około 15 lat temu, byliśmy z wizytą w jego gospodarstwie w związku z tym, że koń wpadł wówczas do studni na podwórku. Wtedy konia też wyciągnęli z niemałym wysiłkiem strażacy, a zwierzę przeżyło. Tym razem finał ich akcji był zdecydowanie bardziej przykry.

Karol Gapiński


Zobacz także:






Miejsce zdarzenia mapa Pałuki Żnin
Aplikacja na Androida

Źródło i opracowanie własne Aktualizacja: 11/06/2025 12:47
Reklama

Komentarze opinie

Podziel się swoją opinią

Twoje zdanie jest ważne jednak nie może ranić innych osób lub grup.

Komentarze mogą dodawać tylko zalogowani użytkownicy.

Zaloguj się

Reklama
Reklama
Najnowsze wiadomości