Reklama

Wilki zagryzły 23 daniele

Wilki zakradły się w nocy pod ogrodzenie, za którym przebywały hodowane przez Barbarę Staszak daniele, podkopały dół i dokonały rzezi zwierząt, które nie miały jak się bronić, ponieważ ich naturalną obroną jest ucieczka. - Nawet weterynarz stwierdził, że to był Armagedon - mówi właścicielka zagryzionych zwierząt.

Barbara Staszak przy jednym z zagryzionych przez wilki zwierząt. Zwraca uwagę, że wszystkie daniele miały na szyi ślady kłów. fot. Arkadiusz Majszak

     Drogosław to miejscowość w gminie Szubin znajdująca się mniej więcej w połowie drogi pomiędzy Łabiszynem a Szubinem. Zabudowania mieszkalne położone są głównie w głębi lasu. Jedną z mieszkanek wsi jest Barbara Staszak, która od 10 lat zajmuje się przyzagrodową hodowlą danieli.
     KRWAWE ŚLADY NA SZYJACH, POROZRYWANE BRZUCHY
     W nocy z 17 na 18 września kobieta do 1:20 oglądała programy telewizyjne. Dziesięć minut później wyszła przed dom i rozejrzała się po ogrodzonym kilkuhektarowym terenie, na którym przebywały daniele. Miała w zwyczaju, by przed snem upewnić się, czy zwierzętom nie zagraża żadne niebezpieczeństwo. Utwierdziwszy się, że tak jak zawsze nie ma powodu do niepokoju, położyła się spać. Wstała przed 8:00. Wyszła na zewnątrz i zaniepokoił ją widok kruków latających nad terenem hodowli danieli. Weszła za ogrodzenie i nie mogła uwierzyć w to, co zobaczyła. Na ziemi leżały martwe zwierzęta z krwawymi śladami na szyjach. Część z nich miała porozrywane brzuchy. Po policzeniu okazało się, że spośród 34 znajdujących się obecnie w hodowli danieli, 23 były martwe.
     - Byłam załamana, jak to zobaczyłam - mówi Barbara Staszak. O zajściu kobieta powiadomiła policję. Na miejsce przybyli również przedstawiciele koła łowieckiego i lekarz weterynarii.
     - W niedzielę 18 września krótko po 9:00 policjanci z komisariatu w Szubinie zostali wezwani na interwencję do miejscowości Drogosław, gdzie właścicielka hodowli danieli zgłosiła, że na terenie hodowli ujawniła padłe zwierzęta. Na miejscu obecny był również lekarz weterynarii oraz przedstawiciel koła łowieckiego. Na podstawie opinii wydanej przez tych właśnie specjalistów, policjanci ustalili, że daniele padły na skutek ran doznanych po pogryzieniu przez wilki, które dostały się na teren ogrodzonej hodowli przez podkop w ziemi. Nie ma podstaw, aby podejrzewać, że do śmierci zwierząt przyczynił się człowiek, dlatego policjanci wykluczyli działanie człowieka i nie prowadzą w tej sprawie żadnego postępowania. Na terenie powiatu nakielskiego nie odnotowano wcześniej interwencji związanych z atakami wilków na zwierzęta ani też na ludzi - informuje Pałuki mł. asp. Justyna Andrzejewska, oficer prasowy Komendy Powiatowej Policji w Nakle.
     Barbara Staszak zwraca uwagę, że wszystkie zagryzione daniele miały na szyi głębokie ślady wilczych kłów. Jeden z zaatakowanych przez wilki jeszcze żył, jednakże weterynarz musiał go uśpić.
     - Nawet weterynarz stwierdził, że to był Armagedon, że czegoś takiego jeszcze nie widział - mówi Barbara Staszak.
     BOI SIĘ DALEJ PROWADZIĆ HODOWLĘ
     Skąd pomysł na hodowlę danieli w środku lasu? Nasza rozmówczyni wyjaśnia, że jej ojciec był myśliwym, a po jego śmierci doszła do wniosku, że uprawiać nie ma czego, więc postanowiła hodować daniele.
     Barbara Staszak zwraca uwagę, że nigdy wcześniej nie doszło do takiej sytuacji, chociaż wilki widywane są na tym terenie od 2-3 lat. Po ostatnim zdarzeniu mieszkańcy Drogosławia są zaniepokojeni i obawiają się coraz bardziej rosnących w siłę wilczych stad.
     - Do zdarzenia prawdopodobnie doszło między 3:00 a 4:00 w nocy, kiedy wszyscy spali. Najprawdopodobniej było od 4 do 5 wilków. Niewykluczone, że wadera z młodymi przyszła uczyć je polować. O wilkach na tym terenie słyszałam już od jakiegoś czasu, ale coś takiego pierwszy raz się tutaj stało. Ja też wilki tutaj widziałam, jakieś 1,5 roku temu. Teraz, jak się rozmnożą, to my nie damy rady. Mówi się, że ekolodzy wpuścili tutaj wilki. Strach jest teraz chodzić do lasu na grzyby czy jagody. Wszyscy się teraz boją i są zastraszeni, a odstrzał wilków nie wchodzi w grę, bo są one pod ochroną. A są nawet w stanie człowieka pogonić. Na razie nie wiemy, co dalej zrobić, a wilków będzie z roku na rok coraz więcej, bo się rozmnażają. Państwo chroni wilki, a kto nas ochroni? - pyta pani Barbara.
     W wyniku zagryzienia danieli przez wilki Barbara Staszak poniosła spore straty. Za jedną łanię otrzymywała od 500 do 700 zł, a za dorodnego rogacza nawet i do 1.000 zł. Teraz zostało jej zaledwie 11 sztuk. Niemalże wszystkie łanie z młodymi straciły życie, zostały tylko dwie trzymiesięczne sztuki. Jeden z młodziutkich danieli stał cały czas przy martwej matce i piszczał, bo ssał jeszcze jej mleko. Martwe zwierzęta zostały zabrane do zakładu utylizacji.
     Barbara Staszak poważnie zastanawia się, czy będzie dalej hodować daniele. Musiałaby ponieść spore nakłady finansowe na wzmocnienie ogrodzenia, a i tak nie ma pewności, czy te zabiegi zabezpieczyłyby dostatecznie zwierzęta przed atakami wilków.
     - Mówią, że na wilka nie ma silnych, bo ma instynkt zabójcy. Po prostu boję się dalej hodować - zaznacza pani Barbara.
     POPULACJA SIĘ ZWIĘKSZA
     We wsi mówi się, że w okolicznych lasach widywane były trzy rodziny wilków. Od jednego z mieszkańców, który zastrzegł sobie anonimowość, słyszymy, że wilki przy zagrodzie pogoniły psa oraz mieszkającą tam kobietę. Szła ze swoim czworonogiem na spacer i nagle pojawiły się wilki. Najpierw pogoniły za psem, a później za kobietą. Żadnemu z nich nic się jednak nie stało.
     - To wręcz niebywałe, że się ludzi nie boją, ale jak człowiek nie ma się jak przed nimi bronić, strzału nie może oddać, to mają idealne warunki, nie mają żadnych wrogów, rozmnażają się i podchodzą coraz bliżej zagród. Tak będzie, dopóki wilk nie usłyszy wystrzału. Dziwne, bo w sąsiednich krajach można do wilka strzelać, a w Polsce nie - mówi nasz rozmówca.
     Sylwester Domek, łowczy okręgu bydgoskiego Polskiego Związku Łowieckiego wyjaśnia, że na chwilę obecną nie ma podjętych działań zmierzających do tego, by wilki znalazły się na liście zwierząt łownych lub aby przeprowadzać ich odstrzał redukcyjny. Dodaje, że na terenie okręgu bydgoskiego zaobserwowano więcej wilków.
     - One się przemieszczają i muszą się czymś żywić. Polują na słabsze zwierzęta: sarny, jelenie, dziki, cielęta i warchlaki - tłumaczy Sylwester Domek. I zwraca uwagę, że w sytuacji z Drogosławia daniele nie miały jak się bronić, a ich bronią jest ucieczka. Będąc na ogrodzonym terenie, nie miały dokąd uciec.
     - I wilki pokazały, co potrafią i pozarzynały te biedne daniele. Na wolności nie dochodzi do takich jatek - zauważa łowczy okręgowy. Sylwester Domek podkreśla, że wilki są zwierzętami, które ciągle się przemieszczają. Dziś są w okolicach Drogosławia, a jutro mogą być pod Piłą. Niewątpliwie jednak - jak mówi - zauważa się wzrost populacji.
     - Dziwne zjawisko, bo w ostatnich dziesięcioleciach ich ilość nie wzrastała nawet w rejonach, gdzie dotychczas występowały. Nie wiem, czym spowodowane jest to, że populacja wilków się zwiększa. Niemniej w ostatnich latach są spotykane na terenie naszego okręgu - mówi łowczy.
     GROŹNE W NOCY
     Podczas naszej wizyty na posesji Barbary Staszak zwróciliśmy uwagę, że przy budzie siedział pies. Poszkodowana opowiadała, że w nocy zarówno w jej domu, jak i u sąsiadów wszyscy spali. Szczekania psa nie było słychać. Dlaczego?
     - Ten biedny pies się nie odezwał, bo gdyby się odezwał, to zostałby zabity przez te wilki - wyjaśnia Sylwester Domek.
     Łowczy zaznacza, że w sytuacji, kiedy polskie prawo zabrania strzelać do wilków, należy przestrzec hodowców zwierząt gospodarskich, by nie pozostawiali ich na pastwiskach na noc. W dzień - zdaniem łowczego - wilki nie odważą się podejść do pastwisk. Zwraca również uwagę, żeby pastwiska były zabezpieczone odpowiednio mocnym ogrodzeniem. Czy wilki mogą atakować ludzi?
     - Poza jednym przypadkiem, gdzie napadły jedną kobietę z Drogosławia, nie słyszałem, żeby kogoś zaatakowały. Wilki nie mają tutaj wroga naturalnego, więc sobie wyobraziły, że nie mają się kogo bać. Spotkanie z takim osobnikiem nie daje powodów do szczęścia i zadowolenia - mówi Sylwester Domek.
     CZWARTY WNIOSEK O ODSZKODOWANIE
     Dariusz Górski, rzecznik prasowy Regionalnej Dyrekcji Ochrony Środowiska w Bydgoszczy, podkreśla, że wilk jest objęty w Polsce ścisłą ochroną (podobnie jak m.in. bóbr, żubr, ryś, niedźwiedź). Zwierzę to było zagrożone w Polsce całkowitym wyginięciem. Jednakże za szkody wyrządzone przez wilki odpowiada Skarb Państwa. Oznacza to, że poszkodowani mają prawo wystąpić do RDOŚ z wnioskiem o wypłatę odszkodowania. Dariusz Górski wyjaśnia, że wcześniej - w 2014 roku - do RDOŚ wpłynęły trzy wnioski o wypłatę odszkodowań za szkody poczynione przez wilki. Taki wniosek złożyła też Barbara Staszak i - jak się okazuje - będzie to czwarty jak dotąd wniosek złożony do RDOŚ od początku jej funkcjonowania dotyczący szkód dokonanych przez wilki. Dotychczas najwięcej wniosków dotyczyło szkód wyrządzonych przez bobry.
     - W sprawie szkód wyrządzonych przez wilki w Drogosławiu nasi pracownicy byli na miejscu, bo było zgłoszenie od właścicielki tej posesji. Co dalej, to jeszcze nie wiem. Trzeba zweryfikować, czy szkody rzeczywiście zostały dokonane - mówi Dariusz Górski.
     Jak dowiedzieliśmy się w RDOŚ, w przypadku szkód wyrządzonych przez wilki odszkodowanie nie przysługuje rolnikom, którzy od zmierzchu do świtu pozostawili stado zwierząt bez opieki.

Reklama

Arkadiusz Majszak
Pałuki nr 1284 (38/2016)






Zobacz także:





Zobacz także:






 

Aplikacja na Androida

Źródło i opracowanie własne Aktualizacja: 16/06/2025 07:40
Reklama

Komentarze opinie

Podziel się swoją opinią

Twoje zdanie jest ważne jednak nie może ranić innych osób lub grup.

Komentarze mogą dodawać tylko zalogowani użytkownicy.

Zaloguj się

Reklama

Wideo palukiznin.pl




Reklama
Najnowsze wiadomości