Reklama

Kozy w strachu. Hodowca z Ojrzanowa zmaga się z atakami wilka

Od niemal trzech tygodni jest jak w bajce. Z lasu wychodzi wilk (a może krzyżówka wilka z psem) i straszy. W Ojrzanowie nie straszy małych dzieci, ale bezbronne kozy. Hodowca nie śpi po nocach, by chronić stado. Urzędnicy dalsze postępowanie uzależniają od zdjęcia z fotopułapki.

Mariusz Antczak od 2016 roku mieszka w Ojrzanowie. Od trzech lat hoduje kozy. Ma ich na swojej posesji około pięćdziesięciu. W tej liczbie jest około 30 kóz młodych. Zwierzęta utrzymywane są na wolnym wybiegu. Mają zapewnione schronienie, co im wystarczy. Kozy jedzą m.in. siano, marchew i inne rośliny okopowe, czasem śrutę sojową. To oczywiście nie jest pełne menu ojrzanowskich kóz, ale i tak pokazuje to, że ich jadłospis nie musi być wykwintny, ale na pewno zdrowy. Zwierzęta, dzięki takiemu rodzajowi chowu, nie chorują. Hodowca zaczyna promować swoją działalność i oferuje mleko czy ser z koziego mleka. Do Koziej Doliny, bo pan Mariusz tak nazwał swoja posesję, przyjeżdżają dzieci i zupełnie za darmo mogą kozy pooglądać, pogłaskać, a nawet dokarmiać. Jest tylko wystawiona puszka i kto chce może wrzucić do niej symboliczną złotówkę. Każda koza ma swoje imię, każda ma swój temperament. 

 Kozy i ich właściciel mają jednak inne zmartwienie. Od 27 marca żyją w strachu przed wilkiem. Na razie nie wiadomo czy to jest wilk, hybryda wilka i psa czy zdziczały pies. Tego dnia napastnik oddzielił jedną kozę od stada i uśmiercił. O całym zdarzeniu właściciel powiadomił Regionalną Dyrekcję Ochrony Środowiska i otrzymał fladry, czyli paski materiału na powrozie, które otoczą wybieg dla kóz. Został on również wyposażony w pastucha. To jednak nie wystarczy, bo zwierzę podchodzi i atakuje kozy. Dwie sztuki zostały zagryzione, a jedna koza została uśpiona, bo została tak poszkodowana, że nie można było jej pomóc. Rany okazały się zbyt rozległe. Małe i średnie sztuki zostały wywiezione do sąsiada. Zostały tylko dorosłe i bardzo małe, które są zamknięte.

Reklama

Teraz pan Mariusz, wraz ze swoim psem, noc w noc czuwają i pilnują stada przed napastnikiem. Rozpalają ogniska, pies jak potrzeba, zaszczeka, by tylko ostrzec przed zagrożeniem. Nieprzespane noce hodowca próbuje odespać w dzień, ale musi również zająć się swoim gospodarstwem, wiec jest mu coraz trudniej i bronić stada w nocy i pracować w dzień. Odbija się to również na samych kozach, które są zestresowane. Widać to po jakości i ilości mleka oraz po zachowaniu. Kiedy wyczują coś niepokojącego zbijają się w grupę i biegną do właściciela, bo przy nim czują się bezpieczne. 

- Po moim telefonie pracownik RDOŚ był już po 45 minutach. Ocenił, że to może być atak wilka, ale nie wykluczył tego, że to może być hybryda. Tego nie można ocenić wzrokowo. Być może potrzebne byłyby badania genetyczne. Bez względu na to, co to jest, zabija tak samo. Takich obrażeń jakie widziałem u kóz nie zrobi zwykły pies. Sposób w jaki atakuje, jak podchodzi do miejsc, w których jest człowiek, to jest według mnie zbyt odważne jak na wilka - mówi Mariusz Antczak. - Nie chcę, żeby to się przerodziło w jakąś nagonkę na wilki, bo to nie o to chodzi. To dla mnie nowa sytuacja i muszę się do niej jakoś dostosować. Sąsiedzi mi pomagają, robiąc zbiórkę na to, aby mogło powstać jakieś schronienie dla tych kóz. Otrzymuję mega wsparcie, za co jestem bardzo wdzięczny

Reklama

W Ojrzanowie RDOŚ umieścił fotopułapkę, na którą na zostać złapany napastnik w celu identyfikacji. Fotopułapka ma odpowiedzieć na pytanie czy hodowca ma do czynienia z wilkiem, hybrydą czy psem. Na razie nic nie udało się sfotografować, a czas działa na niekorzyść właściciela, bo jest już po prostu zmęczony. Ma do czynienia ze sprytnym zwierzęciem. - Ostatni atak odbył się przed zmrokiem, gdzie ja byłem na miejscu. Poszedłem zrobić sobie kawę i coś zjeść. Wybiegłem i dlatego nie zdążył dobić tego zwierzęcia. Jest zbyt śmiały i nie wiadomo jak daleko się posunie - mówi właściciel stada. - Co innego wilk, który przechodzi i jedną sztukę upoluje, a ten tutaj jest i obserwuje mnie. Zrobił sobie stołówkę. Ciągle wraca. Budzi mnie w środku nocy, a ja wychodzę i próbuję go odgonić. Raz go miałem na wjeździe. Zabezpieczenia nie zdają egzaminu. Zamykanie zwierząt nie wchodzi w grę, bo stosuję wolny wybieg. Nawet jak będzie nowa koziarnia, a potem serowarnia, to one cały czas mają być na wybiegu. Przyznam, nie jest łatwo. Cała ta sytuacja odbije się pod względem psychicznym, fizycznym i finansowym, bo jeżeli nie przerabiam mleka i nie wykonuję odpowiedniej ilości produktów, to nie zarabiam i nie jestem w stanie rozwijać się tak, jakbym chciał

Grzegorz Gust, który jest nadleśniczym Nadleśnictwa Szubin wyjaśnił nam, że w takich przypadkach nadleśnictwo nie jest stroną. Zwierzęta chronione, a takim jest wilk, podlegają Regionalnej Dyrekcji Ochrony Środowiska. Mariusz Antczak zawiadomił RDOŚ. Anna Gondek, rzeczniczka prasowa bydgoskiego Regionalnego Dyrektora Ochrony Środowiska powiedziała nam, że reakcja hodowcy na zagrożenie była prawidłowa, bo powiadomił właśnie RDOŚ. Pracownicy tej instytucji założyli fotopułapkę, która ma potwierdzić jakie zwierzę atakuje kozy. To ważne, bo rodzaj zwierzęcia określi dalszy sposób działania. Jeśli okazałoby się, że to zdziczały, wałęsający się pies, to będzie to zadanie gminy. Gdyby się okazało, że wilk - to właścicielowi stada kóz przysługiwałoby odszkodowanie, a jeśli hybryda - to nieodpłatnie elektryczny pastuch. Anna Gondek powiedziała, że na tym etapie teren jest dobrze zabezpieczony, bo są flandry i elektryczny pastuch. Teraz trzeba czekać na wynik z fotopułapki. Najprawdopodobniej w Ojrzanowie mamy do czynienia z wilkiem, który postanowił zatrzymać się w okolicy właśnie ze względu na dostępność pożywienia w postaci kóz. Może być to również osobnik chory, którego kusi łatwo dostępne pożywienie. 

Reklama

Zapytaliśmy naszych rozmówców czy takiego pojedynczego wilka można odstraszyć, a nawet odstrzelić. Nadleśniczy Grzegorz Gust wyjaśnił, że zwierzę musiałoby zaatakować człowieka. Zgoda może być wydana, ale nie na odstrzał tylko na uśpienie przesiedleńcze. Anna Gondek dodała, że jeśli jest to sztuka, która nie czuje strachu przed człowiekiem, to zgody w takich przypadkach wydaje Generalna Dyrekcja Ochrony Środowiska w Warszawie, więc decyzje na odstrzał zapadają w centrali. Najważniejsze jest to, że rolnicy i hodowcy, którzy mają problem z wilkami w pierwszej kolejności powiadamiali RDOŚ.

Remigiusz Konieczka

Reklama

Pałuki nr 1574 (15/2022)








Zobacz także:







Miejsce zdarzenia mapa Pałuki Żnin
Aplikacja na Androida

Źródło i opracowanie własne Aktualizacja: 16/06/2025 07:37
Reklama

Komentarze opinie

Podziel się swoją opinią

Twoje zdanie jest ważne jednak nie może ranić innych osób lub grup.

Komentarze mogą dodawać tylko zalogowani użytkownicy.

Zaloguj się

Reklama

Wideo palukiznin.pl




Reklama
Najnowsze wiadomości