Reklama

Nie chcą, żeby Janowiec zapłonął chemikaliami, jak zielonogórski Przylep

Pożar hali z toksycznymi odpadami w Przylepie (część miasta i osiedle administracyjne Zielonej Góry) wybuchł 22 lipca. Pomimo że ogień pojawił się w odległości ponad 160 km w linii prostej od Janowca Wlkp., mieszkańcy miasta z niepokojem obserwowali alarmujące doniesienia medialne, z tyłu głowy mając wypełniony chemikaliami magazyn przy ul. Nowej. Już kilka dni po katastrofalnym w skutkach zdarzeniu w województwie lubuskim reaktywował się komitet protestacyjny STOP niebezpiecznym odpadom w Janowcu Wielkopolskim. Na jego czele stanął Kamil Skarbiński, który zapoczątkował zbiórkę podpisów pod petycją do starosty żnińskiego, domagając się wykonania postanowienia SKO z 2020 r., a co za tym idzie wywiezienia i utylizacji zagrożenia. Pismo trafiło do rąk Zbigniewa Jaszczuka.

Od ponad dekady bez zmian

O sprawie związanej z porzuconymi przez spółkę Jędruś (a po zmianie nazwy Jendrus) z siedzibą w Budzyniu odpadami w Janowcu (i nie tylko) pisaliśmy na łamach Pałuk wielokrotnie. Pierwszy tekst został opublikowany ponad 10 lat temu. Od tamtego czasu beczki z toksycznymi substancjami zalegają w znajdującym się przy ul. Nowej magazynie, którego właścicielką jest Elżbieta Walkowiak. W usunięciu odpadów nie pomogła decyzja Samorządowego Kolegium w Bydgoszczy (wywalczył ją Komitet Protestacyjny STOP niebezpiecznym odpadom w Janowcu Wlkp.), które stwierdziło, że to na staroście ciąży obowiązek wykonania zastępczego, tzn. uprzątnięcia i zutylizowania chemikaliów.

Postanowienie zostało wydane w grudniu 2020 r. i nie wdrożono go w życie do tej pory. - Nie traktuję poważnie postanowienia SKO, bo ten, kto je wydał, rozpatrywał jedynie skargę na działalność starosty. Nie pofatygowali się, nie zapoznali ze sprawą. [...] Gdybym teraz miał pieniądze, których nie mam, na posprzątanie tego i zlecił usunięcie beczek to mógłbym być oskarżony nawet w trybie karnym, że naruszyłem przepisy prawa, a poza tym spotkałaby mnie odpowiedzialność dyscyplinarna za naruszenie dyscypliny finansów publicznych - przekazał gazecie w ubiegłym roku Zbigniew Jaszczuk, do dziś niezmiennie trwając przy swoim stanowisku.

Reklama

- Postanowienie mówiło o usunięciu padliny i odpadów radioaktywnych, których w magazynie nie było. Nie było zatem zgodnie z postanowieniem czego usuwać. Obok magazynu z odpadami (około 1,5 m) postawiono halę namiotową, w której pracują ludzie. Pewnie właściciele uznali, że odpady im nie szkodzą. Taka też była ekspertyza sprzed kilku lat - twierdzi starosta.

Pozostawionymi w mieście nad Wełną chemikaliami zajęły się też organy ścigania. W świetle prawomocnego wyroku ustalono sprawców porzucenia odpadów, wobec których sąd orzekł kary pozbawienia wolności oraz nałożył na nich grzywny. Aktualnie w Izbie Karnej Sądu Najwyższego toczy się postępowanie kasacyjne (skazani złożyli skargę kasacyjną od wyroku).

Reklama

Starostwo wniosło skargę do Sądu Rejonowego w Poznaniu na bezczynność ustanowionego dla brudzyńskiej spółki kuratora, argumentując, że to właśnie on (kurator) jest jej następcą, a co za tym idzie - jego obowiązkiem jest pozyskanie środków na usunięcie odpadów z miasta. Bezskutecznie. Mowa o nieosiągalnej kwocie rzędu 7-8 milionów złotych.

Spłonęła hala w Przylepie

 22 lipca bieżącego roku magazyn wypełniony beczkami z toksycznymi substancjami w Janowcu Wlkp. po raz kolejny znalazł się w centrum zainteresowania mieszkańców miasta, budząc poważne obawy o ich zdrowie i życie, w chwili, gdy podzieliłby los hali z zielonogórskiego Przylepu. Konkretne działania zmierzające do ponownego nagłośnienia tematu oraz zobowiązania starosty do wywiezienia odpadów podjął Kamil Skarbiński. Wspólnie z członkami komitetu STOP niebezpiecznym odpadom w Janowcu Wielkopolskim: Krystyną Janicką, Henrykiem Iglińskim, Łukaszem Zimnym, osobami prywatnymi i miejscowymi przedsiębiorcami rozpoczął zbieranie podpisów pod petycją o następującej treści: Wnioskujemy o wykonanie przez Starostę Żnińskiego punktu 3 postanowienia Samorządowego Kolegium Odwoławczego w Bydgoszczy nr SKO-433/35/2020 z dnia 7 grudnia 2020 r. Inicjatywę wsparli m.in. burmistrz Leszek Grzeczka, przewodnicząca Rady Miejskiej Aleksandra Walendowska, radny Sejmiku Województwa Kujawsko-Pomorskiego Wojciech Szczęsny oraz radny powiatowy Paweł Sikora. W rezultacie na biurko starosty żnińskiego trafiła petycja, pod którą podpis złożyło 1.077 osób.

Reklama

Starosta ma wątpliwości

W odpowiedzi na złożone pismo, po wstępnej weryfikacji podpisów przez pracowników starostwa oraz osobiście samego włodarza powiatu powstała wątpliwość, co do autentyczności ok. 140 z nich: Proszę o informację czy po zebraniu listy z podpisami były one weryfikowane. Jeżeli tak, kto dokonał weryfikacji? - dopytywał w oficjalnym piśmie Zbigniew Jaszczuk, dając inicjatorowi akcji czas na wyjaśnienia do 18 sierpnia.

Otrzymał odpowiedź: Szanowny Panie Starosto, petycja była zbierana przez kilkanaście osób. Podpisane petycje dostarczali zaniepokojeni mieszkańcy, którzy chcą, żeby wykonał Pan postanowienie SKO z 7 grudnia 2020 roku (30 dni od doręczenia na wykonanie). Pana odpowiedź traktuję jako zwykłą grę na czas. Być może się mylę, jeśli tak to z góry przepraszam, ale nie ma żadnej możliwości technicznej i prawnej weryfikacji podpisów przez osoby prywatne. Skoro 140 podpisów budzi Pana wątpliwości, to cieszę się, że 937 ich nie budzi - napisał za pośrednictwem wiadomości mailowej Kamil Skarbiński.

Reklama

Starosta uznał, że wiadomość ta nie zawiera podpisu osoby, która wysłała e-mail drogą elektroniczną i powołując się na art. 63 § 1 Kodeksu postępowania administracyjnego zaznaczył, że nie będzie rozpoznana, jeżeli nie zostanie w sposób prawidłowy sporządzona, tzn.  podpisana w wiarygodny sposób w nieprzekraczalnym terminie do 18 sierpnia. Oprócz tego, jeżeli złożone wyjaśnienia nie przekonają go - za swój obowiązek uznaje powiadomienie prokuratury o możliwości sfałszowania podpisów. Wówczas grafolog przeanalizuje podpisy 140 osób w celu sprawdzenia ich autentyczności.

Starosta prosi o wsparcie

Jeszcze przed otrzymaniem petycji Zbigniew Jaszczuk podjął działania polegające na rozesłaniu pism, m.in. do ministra środowiska, wojewody i premiera Mateusza Morawieckiego. Do szefa rządu zwrócił się z prośbą o podjęcie systemowych (ogólnopolskich) rozwiązań w kwestii likwidacji obiektów (obszarów) stwarzających poważne zagrożenie dla środowiska oraz rozważenie udzielenia pomocy finansowej, poprzez uruchomienie środków z rezerwy ogólnej budżetu państwa. Uwzględniając istniejące ryzyko zagrożenia dla życia lub zdrowia ludzi lub możliwość zaistnienia nieodwracalnych szkód w środowisku, np. pożar - konieczne jest natychmiastowe podjęcie działań i czynności zapobiegawczych i naprawczych w środowisku z uwagi na występujące zanieczyszczenia w związku z magazynowaniem odpadów niebezpiecznych na terenie przedmiotowej nieruchomości - napisał do premiera Zbigniew Jaszczuk, zaznaczając, że powiat nie dysponuje środkami, które wystarczyłyby na pokrycie kosztów pozbycia się niechcianych substancji. - To, że zapaliło się w Zielonej Górze może wyjść na dobre tym odpadom, bo podobnych składowisk w całym kraju jest 500 a może nawet 1.000. Chodzi o to, żeby spowodować rządowy program, jaki był w 2005-2007 roku, gdzie likwidowano tzw. mogilniki. Na terenie powiatu mieliśmy takie w Piastowie i Bożacinie. Z tych środków skutecznie zlikwidowano odpady, dlatego po raz kolejny pisząc do premiera wskazuję drogę. Samorządów na takie rzeczy nie stać - przekazał Pałukom Zbigniew Jaszczuk.

Reklama

Dodajmy, że również burmistrz Janowca wystosował pisma do Prezesa Rady Ministrów, Ministra Klimatu i Środowiska, Rzecznika Praw Obywatelskich oraz Wojewody Kujawsko-Pomorskiego, odnosząc się w nich do wspominanego już kilkukrotnie postanowienia Samorządowego Kolegium Odwoławczego w Bydgoszczy zobowiązującego starostę do usunięcia niebezpiecznych odpadów. Mamy 25 lipca 2023 roku, a więc około 2,5 roku od doręczenia Staroście Żnińskiemu w/w postanowienia,a odpady nadal znajdują się w Janowcu Wielkopolskim. Czy Państwo Polskie jest w stanie coś z tym zrobić? - czytamy. Jako pierwszy sprawą zainteresował się Rzecznik Praw Obywatelskich, który skierował do starostwa szereg pytań.

Postanowienie SKO - wg starosty - wadliwe

W rozmowie z gazetą starosta po raz kolejny podkreślił, że SKO rozpatrywało skargę na jego działalność, w treści której znalazła się nieprawda. Chodzi o wskazanie, że we wnętrzu hali składowano m.in. padlinę i odpady radioaktywne. - Oni tego nie sprawdzili i wydali postanowienie. W Polsce obowiązuje zasada dwuinstancyjności, zarówno w postępowaniach sądowych, jak i administracyjnych. W związku z tym jednak, że wydali decyzję zobowiązującą starostę żnińskiego, jako organ administracji publicznej właściwy w tej całej sprawie to nie przysługiwało mi odwołanie ani zażalenie. I w tym jest cała rzecz. To postanowienie jest obarczone wadą prawną - ocenił starosta.

Reklama

Próbowaliśmy skontaktować się z prezesem SKO w Bydgoszczy, jego zastępcą oraz osobą, która w grudniu 2020 r. znalazła się w składzie orzekającym, jednak ze względu na okres urlopowy nie zastaliśmy żadnej z ich. Próbę ponowimy.

Pożar = ewakuacja całego miasta

Po ponownym nagłośnieniu problemu, z jakim od lat boryka się Janowiec, na początku sierpnia na terenie magazynu przy ul. Nowej przeprowadzono ponowne rozpoznanie zanieczyszczenia.

W kontroli uczestniczyli inspektorzy WIOŚ, właścicielka nieruchomości i jej pełnomocnik, przedstawiciel starostwa i Państwowej Straży Pożarnej w Żninie. - Mamy nadzieję, że niebezpieczne odpady znikną z Janowca - komentował Kamil Skarbiński. - Już w przeszłości wokół magazynu była badana gleba. Wykryto masę niebezpiecznych związków chemicznych. Ewentualny wybuch, pożar grożą ewakuacją, zatruciem środowiska, wód gruntowych... skutki mogą być naprawdę katastrofalne dla nas wszystkich. Jeśli zaczęłoby się palić o 3.00 w nocy, każdy ma okno uchylone, ludzie mogą się tak szybko nie zorientować i po prostu ta najgorsza chemia wedrze się nam do domów, mieszkań. Możemy się ciężko zatruć. Janowiec jest na tyle mały, że praktycznie wszystkich może to dosięgnąć - mówił Pałukom Kamil Skarbiński.

Reklama

Jak szacują specjaliści, usuwanie skutków pożaru w Przylepie może kosztować 55 milionów złotych i będzie wiązało się z długofalowymi konsekwencjami nie tylko dla środowiska naturalnego, ale też zdrowia okolicznych mieszkańców.

Anonim

Z ostatniej chwili. Starosta podzielił się z nami wiadomością, że 14 sierpnia do Starostwa Powiatowego w Żninie trafił nadany pocztą anonim  (jeden z wielu, jakie w tej sprawie są wysyłane) z informacją, że z magazynu przy

ul. Nowej w 200-litrowych beczkach wywieziona została część odpadów niebezpiecznych. Miały trafić do żwirowni zlokalizowanej poza województwem kujawsko-pomorskim.  - Krótko mówiąc, przekażę to gdzie trzeba - usłyszeliśmy od włodarza powiatu. Podobny donos był już sprawdzany ponad rok temu, nie potwierdził się.

Reklama

Justyna Kulpińska








Miejsce zdarzenia mapa Pałuki Żnin
Aplikacja na Androida

Źródło i opracowanie własne Aktualizacja: 19/03/2025 09:40
Reklama

Komentarze opinie

Podziel się swoją opinią

Twoje zdanie jest ważne jednak nie może ranić innych osób lub grup.

Komentarze mogą dodawać tylko zalogowani użytkownicy.

Zaloguj się

Reklama

Wideo palukiznin.pl




Reklama
Najnowsze wiadomości