Jego dziennik zaczyna się w momencie, w którym wojna pod postacią rosyjskich Czerkiesów zbliża się do (austriackiego wtedy) Sambora, a cywile znoszą cenne sprzęty do piwnic, zamurowując je cegłami. Czytając wiersze Balickiego widzimy, że korzysta z obecnych w jego czasach literackich form - młodopolskich, ekspresjonistycznych, futurystycznych. W refleksjach - jak Jerzy Liebert, w przeczuciach - jak Miłosz z „Trzech zim”. Tytuł książki „Gdy jest się silnym, żyć nie trzeba” to prowokacyjna, ironiczna teza, dająca się tłumaczyć zarówno jako pochwała, jak i zaprzeczenie filozofii Nietzschego. Wiele wierszy Balickiego prowokuje nas do zgody lub niezgody z tym co pisze - tak, jak do tego prowokuje tytuł tomu. Najnowsza książka wydawnictwa Wulkan - do kupienia na Allegro i w redakcji "Pałuk" w Żninie.
Koniec roku, rozdanie świadectw. Gdy jest się uczniem gimnazjum czy liceum, nauczyciel jawi się wyłącznie od frontu, z urzędu, jako źródło wiedzy i wymagań. Są nauczyciele, o których pozaszkolnym życiu uczniowie coś czasem wiedzą - że na przykład Stefan Balicki pisze książki. Może nawet uczniowie przedwojennego Prywatnego Gimnazjum Humanistycznego im. Adama Mickiewicza w Poznaniu czytali wydawane przez niego mniej więcej co dwa lata powieści, szczególnie, że w jednej z nich „Chłopcy. Szkice z życia szkoły” mogli odnaleźć znane sytuacje czy pierwowzory bohaterów - uczniów szkoły, w której Balicki był nauczycielem, a mijał wejściowe drzwi budynku przy Głogowskiej 92 od chwili jego wybudowania aż do wybuchu II wojny światowej.
Ale proza potrafi szczelnie zasłonić autora. Autora, w biurku którego spokojnie spoczywały juwenilia. Zapisane zeszyty, kryjące dziennik z czasów pomiędzy ukończeniem przez niego gimnazjum w Samborze pod Lwowem i podjęciem studiów na poznańskim uniwersytecie. Co wtedy robił? Mówiąc najkrócej - ich późniejszy nauczyciel polskiego, historii, francuskiego i filozofii w szeregach 12 Dywizji Piechoty walczył z bolszewikami.
Jego dziennik zaczyna się w momencie, w którym wojna pod postacią rosyjskich Czerkiesów zbliża się do (austriackiego wtedy) Sambora, a cywile znoszą cenne sprzęty do piwnic, zamurowując je dla pewności cegłami. Dziennikowa narracja prowadzona jest z pozycji cywila, który wie tyle, co widzi, notuje opowieści innych i przekazuje, co piszą gazety. Autor ma wtedy 15 lat, ale widać, że nauczyciel z gimnazjum w Samborze poprawiał mu wypracowania nie na darmo.
Rok 1920 to już dziennik żołnierza. Notuje zdarzenia, refleksje, to co myśli o opisywanych osobach. Nie przedstawia ich nam - pisze dla siebie, podane nazwisko niesie dla niego kontekst, którego my nie znamy. Dla nas są to ludzie, których poznajemy tylko na tyle, na ile część ich życia Balicki przez chwilę oświetla, wydobywa z mroku uśmiech, celne zdanie, pretensje, żart, obrazę, szwindel. Gdy czytamy te notatki z życia na tyłach, a potem w okopach - co raz z pamięci wydobywają się karty „Dziennika” Izaaka Babla, który po drugiej stronie frontu wraz z Armią Konną przemierzał te same biedne miasteczka. W obu dziennikach pojawiają się te same motywy. Refleksje nad swoim miejscem na ziemi, intrygi kancelaryjne, kwatery u przerażonych wojskiem cywili, piękna pogoda, zakłuwanie Żydów, utrata niewielkiego ruchomego dobytku, bo „nieprzyjaciel ogarnął tabory”, konflikty wśród żołnierzy, krzywdzenie kobiet. Babel wyraźnie rozróżnia, kiedy jest na obcym terenie (zabór austriacki), towarzysze Balickiego wioski zaboru rosyjskiego traktują jako wrogie. Balicki pisze w lipcu: „Cała ofensywa nasza wzięła w łeb”. Babel we wrześniu: „Przegraliśmy kampanię” .
Dziennik Balickiego i Dziennik Babla komentują się wzajemnie i żal wielki, że zeszyt dokumentujący najgorętsze walki 12 Dywizji z Armią Konną Budionnego (25 lipca - 15 sierpnia 2020) zaginął. Ten okres (kluczowa dla powstrzymania bolszewików bitwa o Brody) Babel dokumentuje niezwykle intensywnie, gdyby zeszyt Balickiego się zachował, może udałoby się nawet ustalić, jak daleko od siebie byli obaj pisarze? Jeśli zeszyt był w zdobytych przez Budionnego taborach, może nie został wdeptany w błoto, jak znajdowane przez Babla zapiski, lecz znajdziemy go na Łubiance?
Obaj pisali szczerze to, co widzieli. Obaj pisali „nie do druku”. Poczytajmy zapiski Balickiego z Kraczków koło Kupiela, 9 lipca 1920: „Wczoraj wieczorem daliśmy się poznać w jednej wsi jako bolszewicy. Wydobyliśmy mnóstwo zeznań, pogróżek, a z powodu zapału miejscowych mołojców, którzy chcieli do nas przystać, trochę broni. Wieś puściliśmy z dymem”.
Babel przedestylował niektóre fragmenty dziennika w swoje słynne opowiadania, Balicki nie. Zamknął zeszyty w szufladzie i to, co w nich pisał, w dalszej jego twórczości jest niewidoczne.
Jak więc doszło to tego, że ten dziennik ukazał się drukiem po 102 latach od zwiastującego początek studiów w Poznaniu ostatniego postawionego w nim zapisu?
Po wybuchu II wojny światowej Balicki uczestniczył w poznańskim tajnym nauczaniu. Nie wiadomo, co było przyczyną jego aresztowania, ale wtrącono go do Fortu VII. Torturowany zmarł w więzieniu, najprawdopodobniej popełniając samobójstwo. Osierocił syna Andrzeja (rocznik 1936). I oto w roku 2003 wdowa po tym synu, Elżbieta Balicka zjawia się w Domu Literatury poznańskiej Biblioteki Raczyńskich przynosząc plik zeszytów, które spokojnie przeleżały przez wojnę, komunę i czas Polski przedUnijnej.
Po ocenie wartości Dziennika i zeszytów z wierszami (o wierszach za chwilę) zapadła decyzja, że nie można tego włożyć do archiwalnej teczki i schować na święty nigdy. Przepisania prozy na postać komputerową podjęła się Alicja Przybyszewska, a wierszy - Eugeniusz Biały. A ponieważ Stefan Balicki był poznańskim polonistą - jego młodzieńcza twórczość stała się czwartą książką serii „Poezja i proza poznańskich polonistów” (poprzednio wydane zostały poezje Wojciecha Kowalczyka, Mariana Grześczaka i Witolda Różańskiego).
Ponad połowę miejsca w wydanej w 2023 roku książce „Gdy jest się silnym, żyć nie trzeba” zajmują wiersze. Oto jedna strofa z wiersza „Styczeń”, napisanego w 1924 roku:
Mróz wytoczył swe ślepia jak dwie kule ze szkła
Patrzy na mnie uparcie z czarnej nędzy dna
Wtem ożyła zdeptana, dawno już zamierzchła
Wróżba zimnego losu, wieść jaszczurcza, zła.
Czy tu słyszymy rytm Micińskiego? Nie, prędzej Jasieńskiego. Czytając wiersze Balickiego widzimy, że korzysta z obecnych w jego czasach literackich form - młodopolskich, ekspresjonistycznych, futurystycznych. W refleksjach - jak Jerzy Liebert, w przeczuciach - jak Miłosz z „Trzech zim”. Epigon Młodej Polski i jednocześnie prekursor katastrofizmu? Wypada tu zgodzić się z Eugeniuszem Białym, że wtedy, gdy Lechoń widzi wiosnę, Balicki dostrzega już jesień z jej rozterkami, melancholią, żalem za przemijaniem, ale i spinaniem się do przetrwania zimy.
Wydobyte z rękopisów liryki są nierówne. Czasem krzywo mi zabrzmi metafora. Czasem obraz poetycki pęka od dosłowności. Pamiętajmy jednak, że autor tego nie przeznaczył do druku. Wierszy za życia wydrukował niewiele - nie chciał być poetą. To my - nieco przemocą - wyciągamy na światło dzienne jego strofy. A robimy to, gdyż - niezależnie od tego, co powyżej zauważyłem - jest to rzeczywiście poezja: potrafiąca wywołać emocje, estetycznie i filozoficznie ciekawa. Proza potrafi szczelnie zasłonić autora, ale przez poetyckie linie często bardzo wyraźnie widać to, co w środku - duszę.
Uczniowie Balickiego nie poznali go od tej strony. Tego, co Małgorzata Okulicz-Kozaryn w posłowiu nazwała ironicznym pamiętnikiem duszy - nie było dane przeczytać jego uczniom, którym nauczyciel jawił się wyłącznie od frontu, z urzędu.
My mamy możliwość poznania tej wczesnej twórczości prozaika dwudziestolecia międzywojennego, dopełniającej znajomość jego powieści, które - choć nie wznawiane i zapomniane - potrafią i dziś dać czytelnikowi radość czytania. Gdybyście mnie zapytali, jakbym określił ten główny, powieściowy nurt twórczości Balickiego, powiem krótko: w połowie drogi między Korczakiem i Scott-Fitzgeraldem.
Tytuł książki - „Gdy jest się silnym, żyć nie trzeba” - to prowokacyjna, ironiczna teza, dająca się tłumaczyć zarówno jako pochwała, jak i zaprzeczenie filozofii Nietzschego. Wiele wierszy Balickiego prowokuje nas do zgody lub niezgody z tym co pisze - tak, jak do tego prowokuje tytuł tomu. W efekcie my - dzisiejsi czytelnicy, biegnący „wśród próżni ziem i nieba” - odkrywamy w czasie lektury także swoją duszę.
Dominik Księski
Stefan Balicki, Gdy jest się silnym, żyć nie trzeba, Żnin 2023, Wydawnictwo Dominika Księskiego Wulkan
Recenzja ukazała się w tygodniku Pałuki nr 25/2024. Książką "Gdy jest się silnym, żyć nie trzeba" zainteresował się podcast "Czarne niebo", który zajmuje się polityką wschodnią i wojną na Ukrainie. Posłuchaj, co mówią na YT w rozmowie z Pawłem Bobołowiczem:
Książka jest do kupienia na portalu Allegro.
Dotąd w serii "Poezja i proza poznańskich polonistów" ukazały się następujące pozycje:
Niezależnie od powyższej serii Wydawnictwo Dominika Księskiego Wulkan wydało między innymi:
PPPP
[DK-BEST]
Twoje zdanie jest ważne jednak nie może ranić innych osób lub grup.
Komentarze mogą dodawać tylko zalogowani użytkownicy.
Komentarze