Reklama

Tysiąc ton chemikaliów, właściciel nieosiągalny

Zawartość magazynu przy ul. Nowej w Janowcu

      fot. Sylwia Wysocka

Janowiec, chemikalia, odpady, firma
     Tysiąc ton chemikaliów, właściciel nieosiągalny
    Tarkowo Dolne (powiat bydgoski), Potulice (powiat nakielski), Janowiec Wielkopolski - w tych miejscach scenariusz jest taki sam: zmieniający się właściciele firmy zajmującej się zbieraniem odpadów wynajmują magazyn, wypełniają go towarem, najczęściej chemicznym, i znikają. Telefony milczą, korespondencja wraca, kontakt się urywa. Pozostają odpady, których utylizacja to wyzwanie za miliony.

     Beczki, pojemniki, worki, kartony i big-bagi, nie wiadomo z czym, niektóre beczki z zacementowanymi pokrywami, na innych opakowaniach oznakowania ostrzegające. Ustawione po sufit, wypełnione nimi też pomieszczenie socjalne i łazienka - tak wygląda hala magazynowa, którą Elżbieta Walkowiak w 2007 roku wynajęła firmie Jędruś z Budzynia, należącej wówczas do Andrzeja Nadolińskiego.
     FIRMA ZWOZI ODPADY
     - Daliśmy ogłoszenia w 2006 roku, że do wynajęcia mamy hale w Janowcu. Hale stały puste, za nie trzeba było odprowadzać podatek od nieruchomości 15.000 zł rocznie, dlatego postanowiliśmy je wynająć. Znalazł się zainteresowany, zanim jednak udostępniliśmy mu hale, zrobiliśmy tam remont: okna, posadzki, pomieszczenie socjalne, łazienkę - mówi Leszek Walkowiak reprezentujący interesy swojej matki.
     Właściciele hali z zainteresowanym Andrzejem Nadolińskim podpisali umowę wynajmu. W umowie zawarty został punkt, który nie zezwalał na składowanie odpadów niebezpiecznych dla zdrowia i życia ludzi oraz materiałów chemicznych i padliny.
     Do 2011 z firmą nie było problemów, transporty przyjeżdżały, wyjeżdżały, firma wywiązywała się z płatności. Leszek Walkowiak mówi, że pod koniec 2011 dało się zauważyć, że transporty tylko przyjeżdżają, że zwożony jest materiał i nim wypełniana hala. W tym samym czasie właściciel firmy poinformował, że jednoosobowa spółka została przekształcona w spółkę z o.o., zmienił się NIP firmy i nazwa z Jędruś na Jędrus. - Powstał nowy podmiot, który wystąpił do nas o aneksowanie umowy najmu hali, jednak z tego co nam wiadomo, nikt z ochrony środowiska na kontrolę tu nie przyjechał. Wówczas my monitowaliśmy najemcę, że hala jest dewastowana, powybijane są szyby, magazyn jest wypełniany beczkami, z których zaczyna śmierdzieć, a co jest niezgodne z umową - mówi Leszek Walkowiak.
     Ponadto na placu za magazynem znajdowało się około 60-70 ton odpadów, co było niezgodne z umową najmu magazynu, dlatego właściciel obciążył najemcę dodatkową fakturą za zajęcia placu i towar został z placu uprzątnięty.
     FIRMA ODPADÓW NIE WYWOZI
     W 2012 roku poinformowano właściciela magazynu, że firma została sprzedana panu Białkowskiemu. - W związku z tym, że działalność budziła nasze zastrzeżenia, wymagaliśmy uprzątnięcia części towaru, bo hala, jak się okazało, zaczęła przypominać szczelnie wypełniony po sam sufit magazyn, a wywieziono zaledwie część. Zmieniali się właściciele. Wypowiedzieliśmy najem lokalu zgodnie z umową z 3-miesięcznym okresem wypowiedzenia. Do 31 lipca firma miała opróżnić halę i ją opuścić - opowiada Leszek Walkowiak. Najemca zwrócił się do właściciela hali o wydłużenie terminu do września, gdyż nie jest w stanie uprzątnąć wszystkiego do końca lipca. Właściciel zalegającego towaru zobowiązał się pisemnie do opróżnienia magazynu i uregulowania należności. Za 2012 rok i 2013 nie zapłacił dzierżawy za magazyn, a właściciel musi płacić podatek od nieruchomości, wystawiane są faktury za najem, od nich wynajmujący płaci VAT i podatek obrotowy, a spłaty zobowiązań doczekać się nie może.
     - W 2012 roku we wrześniu i październiku kilka transportów towaru wyjechało, dało to nadzieję, że zalegający towar opuści naszą halę, jednak wywieziono zaledwie około 20%, choć termin na uprzątnięcie magazynu wydłużyliśmy na wniosek najemcy do końca roku. W styczniu 2013 pojawił się następny właściciel firmy, pan Sobczak, który firmę wraz z taborem nabył za 1.000 zł na podstawie danych w aktu notarialnego. Uzgodniliśmy z nim, że do marca towar zostanie wywieziony, otrzymał też pismo informujące, że od roku firma nie ma najmu lokalu a pozostało zadłużenie i wówczas kontakt się urwał - opowiada Leszek Walkowiak.
     Telefoniczne próby kontaktu, pisma kierowane za pośrednictwem poczty nie przynoszą skutków, bo telefony nie są odbierane, a poczta wraca. W lipcu pan Sobczak za pośrednictwem wiadomości SMS poinformował właścicieli magazynu, że odpady zabierze, ale na chwilę obecną nie ma takich możliwości.
     STAROSTWO WZYWA WŁAŚCICIELA, ALE BEZSKUTECZNIE
     W lipcu właściciele magazynu skierowali pismo do starostwa o przeprowadzenie kontroli, 1 sierpnia odbyła się wizja lokalna, urzędnicy wykonali zdjęcia, obejrzeli magazyn i sporządzili protokół.
     - Obecnie mamy w ponad 80%  zawaloną halę o powierzchni 1.000 m2, wstępnie szacuje się, że utylizacja takiej hałdy to koszt około 2.500.000-3.000.000 zł, a dochodu z tego nie mamy ani złotówki - mówią właściciele magazynu, podkreślając, że zgodnie z umową firma nie miała pozwolenia na magazynowanie odpadów chemicznych, szkodliwych dla zdrowia i życia ludzi.
     Wiesław Rumel - kierownik wydziału ochrony środowiska, rolnictwa i leśnictwa w Starostwie Powiatowym w Żninie - informuje, że na wniosek starosty w 2010 roku w Janowcu przeprowadzona została kontrola Wojewódzkiego Inspektoratu Ochrony Środowiska. - Starosta wydał tej firmie zezwolenie na zbieranie odpadów, a częścią zbierania jest ich częściowe gromadzenie celem zebrania odpowiedniej partii i przekazania do unieszkodliwienia, jednak takie magazynowanie nie może trwać dłużej niż rok. Firma ta nie miała wydanego pozwolenia na żadne gromadzenie, magazynowanie czy też utylizację. Wnioskodawca posiadał umowę najmu lokalu, spełniał wymogi formalne i na tej podstawie starosta wydał pozwolenie nie zbieranie odpadów. Podkreślam - na zbieranie, a nie magazynowanie czy utylizację - mówi Wiesław Rumel.
     Urzędnik zapewnia, że przed miesiącem odbyła się wizja na miejscu w Janowcu, temat został rozeznany, wezwano właściciela firmy dzierżawiącej magazyn celem ustalenia, jakiego rodzaju odpady są tam zgromadzone, jaki jest jego stosunek prawny względem firmy. Został wezwany do przedstawienia dokumentów obiegu odpadów, przedstawienia kart przekazywania odpadów z informacją, skąd pobrał i komu je przekazał, karty ewidencji odpadów. W wymaganym terminie właściciel firmy się nie stawił, ponownie skierowano wezwanie i starostwo czeka na informację z poczty, czy wezwanie zostało dostarczone, czy też po dwukrotnym awizowaniu powróci. Na chwilę obecną podmiot prawny istnieje, a w sytuacji braku z nim kontaktu sprawa przekazana zostanie organom ścigania, gdyż na podstawie ustawy o odpadach grozi mu kara.
Starostwo wszczęło również postępowanie zmierzające do cofnięcia tej firmie zezwolenia na zbieranie odpadów.
     WIOŚ PODEJMIE DZIAŁANIA
     Małgorzata Witkowska, naczelnik wydziału inspekcji WIOŚ w Bydgoszczy potwierdza, że kontrola PW Jędruś w miejscu tymczasowego magazynowania odpadów przy ul. Nowej w Janowcu Wielkopolskim, przeprowadzona była przez Wojewódzki Inspektorat Ochrony Środowiska w Bydgoszczy między 23 listopada a 8 grudnia 2010 roku, w odpowiedzi na wniosek starosty żnińskiego. Zgodnie z ustawą z dnia 20 lipca 1991 r. o Inspekcji Ochrony Środowiska do zadań Inspekcji Ochrony Środowiska należy m.in. kontrola podmiotów korzystających ze środowiska w rozumieniu ustawy z dnia 27 kwietnia 2001 r. - Prawo ochrony środowiska (Dz. U. z 2008 r. Nr 25, poz. 150, z późn. zm.) w zakresie przestrzegania przepisów o ochronie środowiska. W związku z powyższym takiej kontroli podlegał również PW „Jędruś” - czytamy w odpowiedzi naczelnik na pytanie o przyczynę kontroli.
     Poinformowano nas ponadto, że WIOŚ nie kontroluje systematycznie takich miejsc składowania odpadów, jak to w Janowcu. Natomiast naruszenia stwierdzone w toku prowadzonej w 2010 r. kontroli skutkowały wydaniem zarządzeń pokontrolnych.
     W odpowiedzi z WIOŚ czytamy również, że z informacji, którymi dysponuje WIOŚ w Bydgoszczy, nie wynika, czy pozwolenie na prowadzenie działalności w tej lokalizacji zostało cofnięte. Bez zweryfikowania obecnie obowiązującej strony formalnoprawnej nie ma możliwości rozstrzygania, kto i w jakim trybie będzie zobowiązany do usunięcia odpadów.
     W związku z doniesieniami medialnymi bydgoski inspektorat w najbliższym czasie podejmie z urzędu działania mające na celu sprawdzenie stanu faktycznego w przedmiotowej sprawie.
     OBAWY
     Swoje zaniepokojenie sytuacją wyraża wiceburmistrz Janowca Jadwiga Chojnowska. - Jesteśmy zaniepokojeni, monitorujemy, interesujemy się tą sprawą, trudno nam mówić o wielkości zagrożenia, nie znamy nawet rodzaju zgromadzonych tam substancji od strony chemicznej. Z zapewnień wiem, że jest to zgromadzone pod dachem w zamkniętych pojemnikach - mówi Jadwiga Chojnowska.
     Z halą, w której gromadzone są odpady, sąsiaduje posesja Henryka Iglińskiego, który przyznał, że z zaskoczeniem oglądał materiał w telewizji wskazujący na to, że w jego sąsiedztwie mieści się magazyn z chemikaliami. - Jest to prawie centrum miasta i dziwię się, że ktoś wydał zgodę na składowisko takich substancji, odpadów w takiej lokalizacji w dodatku nie sprawdzając, co to dokładnie jest. Zgadzam się z tym, że sprawcę tego zdarzenia trzeba znaleźć i ukarać kosztami związanymi z likwidacją tych środków, ale oczekuję tu wręcz natychmiastowych działań, bo czujemy się jak na bombie - mówi Henryk Igliński. Dodaje, że oczekuje działań od władz gminy, starostwa i województwa jako od władz publicznych. - Nie wiem, do kogo to należy, ale nie możemy pozwolić, by ta sprawa została zamieciona pod dywan. Nie możemy czekać, aż dojdzie do tragedii - mówi Henryk Igliński.
     Mieszkaniec Janowca sugeruje, by w magazynie przeprowadzić kontrolę i sprawdzić, co tam jest zmagazynowane, i czy, i w jakim stopniu zagraża.
     - Władze publiczne nie powinny odwlekać tego w czasie, bo muszą dbać o nasze bezpieczeństwo jako mieszkańców, tym bardziej, że wydały zgodę na działalność - uważa Henryk Igliński. Mówi, że z uwagi na położenie jego posesji i zachodnie wiatry nie czuł niepokojących zapachów, w przeciwnym razie by niezwłocznie interweniował. Uważa też, że współodpowiedzialnym za zaistniałą sytuację jest właściciel magazynu.
     Właściciele magazynu bardziej niż rosnącymi kosztami związanymi z brakiem wpływów za wynajem lokalu, koniecznością odprowadzania podatku od 1.000 m2 nieruchomości i kosztami związanymi z podatkiem obrotowym i VAT-em od wynajmu, który nie jest regulowany od kilkunastu miesięcy, niepokoją się, kiedy uda im się pozbyć chemicznych odpadów zgromadzonych pod ich dachem.
     - W planie mamy odnowę elewacji wszystkich trzech hal, wymianę pokrycia dachowego, bo na dachu zalega eternit, jednak hala po dach wypełniona jest beczkami, pojemnikami i big-bagami. Mamy tylko nadzieję, że ten problem uda się szybko rozwiązać, bo zdajemy sobie sprawę, czym to grozi chociażby w przypadku pożaru - mówi Leszek Walkowiak. Zastanawia go również fakt, że firma zajmująca się - jak się okazało - tak niebezpiecznym tematem mającym wpływ na środowisko nie była kontrolowana przez służby do tego uprawnione. Dodaje, że oprócz beczek z chemikaliami do magazynu trafiał również towar spożywczy, taki jak cukier czy słodycze.
     TEN SAM SCHEMAT, SPRAWY W PROKURATURZE
     W podobny sposób jak w Janowcu, firmy działały w Tarkowie Dolnym, Potulicach czy Pile. Wszystko oparte było o ten sam schemat: wynajmowany był magazyn, zmieniali się właściciele firm, ostatecznie pozostawiali pełne magazyny i ślad się urywał. W przypadku wspomnianych magazynów sprawy trafiły do prokuratury.
     W Tarkowie Dolnym magazyny wynajmowała firma Jędrus, kontakt z firmą się urwał, pozostały odpady. Sprawa została skierowana do prokuratury. W Potulicach, jak dowiedzieliśmy się w Starostwie Powiatowym w Nakle, początkowo firma nazywała się Jędruś, później zmieniła nazwę na Jędrus. Starostwo ostatecznie skierowało do prokuratury skargę na ową firmę i prowadzone jest postępowanie karne wobec niej. - Jesteśmy na końcu tej drogi, kontaktu z firmą nie ma, zmienia ona swoje siedziby. W ustawie o zapobieganiu szkodom w środowisku znaleźliśmy zapis, że w przypadku, kiedy odpady mogą szkodzić zdrowiu i życiu ludzi, a taką ekspertyzę też już posiadamy w związku z materiałami zgromadzonymi w Potulicach, dalsze działanie prowadzi Regionalny Dyrektor Ochrony Środowiska i z tym się do niego zwróciliśmy i czekamy na dalsze działania, mając na uwadze fakt, że unieszkodliwienia nie doczekamy się od właściciela tych odpadów - informuje Alicja Woźna, dyrektor wydziału ochrony środowiska w starostwie w Nakle.

Sylwia Wysocka
Pałuki nr 1125 (36/2013)

Reklama

 

 

Więcej informacji na ten temat:

Zagraża zdrowiu i życiu

Radni mobilizują dyrektora RDOŚ

Aplikacja na Androida

Reklama

Komentarze opinie

Podziel się swoją opinią

Twoje zdanie jest ważne jednak nie może ranić innych osób lub grup.

Komentarze mogą dodawać tylko zalogowani użytkownicy.

Zaloguj się

Reklama

Wideo palukiznin.pl




Reklama
Najnowsze wiadomości