Reklama

Dziki tratują pola

Janek Kabaciński pokazuje kiełkujące ziarno ze zrytej przez dziki ziemi. Tam w czasie jednej nocy w święta wielkanocne dziki zryły 0,7 ha owsa i około 30 arów łąki położonej w sąsiedztwie tego pola.

      fot. Sylwia Wysocka

Gościeszyn, dziki, pole, problem, rolnik, szkody, uprawy
     Dziki tratują pola
    Problem niszczenia zasiewów narasta z roku na rok. Rolnicy grodzą, myśliwi dyżurują, a dziki czynią spustoszenia.

     Rolnicy z Gościeszyna znów mają problem, który powraca każdego roku jak bumerang, tyle że ze wzmożoną siłą. Mowa tu o szkodach w uprawach, jakie wyrządzają na ich polach i łąkach dziki. W jedną noc potrafią zniszczyć kosztowną i czasochłonną pracę rolnika.
     INTELIGENTNE DZIKI TRUDNO ODSTRASZYĆ
     Do zniszczeń doszło między innymi w gospodarstwie Mieczysława Kabacińskiego w Gościeszynie. Tam w czasie jednej nocy w święta wielkanocne dziki zryły 0,7 ha owsa i około 30 arów łąki położonej w sąsiedztwie tego pola.
     - Sąsiad widział w nocy w święta, jak wracał od rodziny, przechodzącą watahę kilkunastu dzików, uznał jednak, że przechodzą i nie alarmował, a one zryły nasze pole, posiany owies kilka dni wcześniej i to doszczętnie cały plac. Jakby było jeszcze mało, przeniosły się na łąkę i zryły ją niemal doszczętnie - mówi Mieczysław Kabaciński wybierając ze zrytej ziemi leżące na wierzchu kiełkujące ziarno.
     Rolnik opowiada, że to nie pierwszy taki przypadek, bo ze szkodami wyrządzanymi przez dziki boryka się już od kilku lat, jednak problem się nasila. Obecnie na podwórzu ma trzy psy i na każdy ich alarm w nocy zrywa się na równe nogi i wraz z nimi przemierza pole po drugiej stronie drogi.
     Opowiada jednak, że dziki są inteligentne i nawet kiedy pilnował całe noce i schodził z pola dopiero, kiedy robiło się jasno, to wówczas, po jego zejściu, pojawiały się dziki i niszczyły uprawy.
     Rolnik od strony zagajnika powbijał kołki, rozciągnął sznurek, a do niego poprzywiązywał butelki i puszki licząc, że hałas odstraszy dziki. Powycinał też przygraniczne zarośla i krzewy, jednak nic to nie dało. Porozstawiał również lampki solarne.

Na tym polu zasiany był owies, w jedną noc pole zryły dziki 

Reklama

       fot. Sylwia Wysocka

     POLE I ŁĄKA DO PONOWNEGO ZASIEWU
     - Przy samej drodze pozostawiłem pas ziemi na ziemniaki, ale boję się je sadzić, tym bardziej, że nabyłem nową odmianę. Obawiam się, że jak dziki wyczują, to zniszczą i to - mówi poszkodowany rolnik z Gościeszyna. Przyznaje, że w nocy nie spotkał jeszcze myśliwych na polach, a konieczne jest zmniejszenie populacji dzika w tym terenie. Dziki ryją, a zasądzone odszkodowania są znikome, rolnik mówi o znacznych zniszczeniach w poprzednich latach, za co otrzymał 75 zł odszkodowania za straty sporządzone przez dziką zwierzynę.
     Rolnik przyznaje, że dla wielohektarowych gospodarstw straty rzędu hektara czy trzech nie stanowią dużej wartości, ale przy małych gospodarstwach są to znaczące wielkości. Świąteczne zniszczenia wycenił na minimum 1.000 zł, w co wliczył koszty materiału siewnego, paliwa, robociznę i czas.
     Rolnik z Gościeszyna o stratach w uprawach poinformował pisemnie Zbigniewa Cichonia, leśniczego w Długim Borze i jednocześnie myśliwego Wojskowego Koła Łowieckiego Czapla z Bydgoszczy, w granicach obwodu którego leżą wspomniane pola w obrębie Gościeszyna. Mieczysław Kabaciński złożył pismo o powołanie i przybycie komisji, która by oszacowała szkody. - Zdaję sobie sprawę, że pole będę musiał zasiać ponownie, łąkę pewnie też, bo jest zryta i jeśli nawet trawa urośnie, to jej zbiór mechaniczny będzie utrudniony, jak i fakt, że siano zostanie zanieczyszczone ziemią - mówi rolnik.
     Zbigniew Cichoń przyznaje, że taki wniosek o szacowanie strat wpłynął i komisja uda się do rolnika jeszcze w tym tygodniu, zapewnił też, że obecnie takich zgłoszonych szkód mają około 28, zgłosiło je 22 rolników. Nie śpieszą się jednak z szacowaniem, oczekując aż wzejdą rośliny. - Mamy grafik, po dwóch myśliwych codziennie prowadzi dyżury, teren mamy bardzo rozległy i nie jesteśmy w stanie dyżurować na każdym polu. Do tego dzik w bezksiężycową noc potrafi zniszczyć uprawy na przeciwległym końcu pola, na którym prowadzimy dyżur - mówi Zbigniew Cichoń z koła Czapla. Zapewnia też, że w przypadku, kiedy zniszczeniu ulega powierzchnia 60-80% zasiewów i zasiewy nie rokują, wówczas rolnikowi wypłacane jest 100% odszkodowania.
     ODSZKODOWANIA NIE POKRYWAJĄ STRAT
     Zniszczenia w uprawach dziki powodują również u innych rolników. Jan Kubicki z Gościeszyna przyznaje, że jest to ogólnokrajowy problem, na naszym terenie dodatkowo występują bardzo sprzyjające dzikom warunki: lasy, zbiorniki wodne, urozmaicone uprawy na polach. - Problem narasta od kilkunastu lat, obecnie sytuacja jest tragiczna, dochodzi do tego, że każdą uprawę trzeba grodzić pastuchami, drutami kolczastymi. Rolnik oprócz uprawy i zasiewów teraz musi znaleźć czas na to, by ogrodzić każde pole, to jest nie tylko czas, ale i koszt paliwa, do tego ciągłe kontrole, obejścia, naprawy zerwanych drutów, uszkodzonych palików. Teraz to nawet w niedzielę zamiast odpocząć, to obchodzimy pola wzdłuż ogrodzeń, czy nie zostały gdzieś uszkodzone przez zwierzynę, która w jedną noc może spowodować ogromne straty - mówi Jan Kubicki.
     Populacja dzika zdaniem rolnika stała się zbyt duża. W okolicy krążą watahy po 12, 13 dzików i większe, pokoleniowe, których nie sposób zliczyć, tak są liczne. Jan Kubicki mówi, że był wraz z innymi rolnikami na proteście w Bydgoszczy, że padały tam obietnice i na tym się zawsze kończy, a pokrzywdzony jest rolnik, bo odszkodowania nie pokrywają nakładów i strat w produkcji rolnej. Do tego cała ta sytuacja jest chora, kiedy rolnik musi grodzić pola potrójnymi drutami kolczastymi (z którymi dziki też sobie radzą) i chronić je przed zwierzyną, która jest własnością Skarbu Państwa. Jan Kubicki uważa, ze jest to ingerencja Skarbu Państwa we własność rolnika.
     W jego uprawach doszło do zniszczeń w mieszankach zbożowych, kilka hektarów zdążył już ogrodzić, ale zapewnia, że wszystkiego się ogrodzić nie da. Nie sposób wszystkiego ogrodzić i to równolegle z zasiewem.
     Rolnicy czują się bezradni, sami z psami kontrolują swoje pola, ogradzają je, zawieszają elementy hałasujące, jednak dziki szybko się przyzwyczajają do tego typu straszaków i nie stanowi to dla nich przeszkody.
     DELEGAT POMOŻE
     W tym miejscu przypomnijmy wskazówki udzielane przed rokiem na zebraniu rolników z przedstawicielami koła łowieckiego Czapla przez radcę prawnego Izby Rolniczej Bartosza Frymarkiewicza. W kwestii dochodzenia odszkodowania zaznaczył, że rolnik ma prawo wystąpić do urzędu gminy czy Izby Rolniczej o przysłanie delegata do szacowania strat w uprawach. Przestrzegał rolników przed często popełnianym błędem, jakim jest niepodpisanie protokołu strat w sytuacji, kiedy rolnik nie zgadza się z opinią przedstawiciela koła łowieckiego. - To jest błędem, protokół należy podpisać, jednak jest na nim miejsce na wskazanie uwag co do jego treści i tam należy to uczynić, warto też wystąpić do Izby o skierowanie osoby na czas szacowania szkody, są to osoby znające się na tym, bezstronne, które zoptymalizują zapędy zarówno jednej, jak i drugiej strony - mówił radca.

Reklama

Sylwia Wysocka
Pałuki nr 1209 (15/2015)

 

Przejdź do forum.

Aplikacja na Androida

Reklama

Komentarze opinie

Podziel się swoją opinią

Twoje zdanie jest ważne jednak nie może ranić innych osób lub grup.

Komentarze mogą dodawać tylko zalogowani użytkownicy.

Zaloguj się

Reklama

Wideo palukiznin.pl




Reklama
Najnowsze wiadomości