Reklama

Dyrektor Jan Słomka twórca świetności żnińskiego gimnazjum

Pochodził z galicyjskiej rodziny chłopskiej. Podczas studiów w Krakowie współpracował z przywódcą endecji Romanem Dmowskim, a do Żnina przybył z doświadczeniem dyrektorskim zdobytym w kilku szkołach. Młodzież zawsze jest jednakowa, do nas należy obowiązek ją dobrze ułożyć, poprowadzić i wychować - mawiał do swoich nauczycieli dyrektor Jan Słomka, który dla finansowego zagwarantowania budowy hali gimnastycznej przy żnińskim gimnazjum zastawił swój prywatny majątek. Jego dziewięć lat dyrektorowania, to okres bujnego rozkwitu tej szkoły, z którą pożegnał się w atmosferze skandalu. W obronie czci profesora stanęli najwybitniejsi nauczyciele gimnazjum, którzy nie zapomnieli mu podziękować za owocne lata współpracy.

Dyrektor Jan Słomka jako przewodniczący egzaminu dojrzałości w żnińskim gimnazjum w maju 1937 roku fot. archiwum rodzinne Zofii Słomkowej Dyrektor Jan Słomka jako przewodniczący egzaminu dojrzałości w żnińskim gimnazjum w maju 1937 roku fot. archiwum rodzinne Zofii Słomkowej

     POD BOKIEM HRABIÓW TARNOWSKICH
     Rodzina Jana Słomki pochodziła z Dzikowa, wsi położonej nad Wisłą w powiecie tarnobrzeskim, niedaleko Tarnobrzega. Kiedy przychodził na świat, miejscowość ta znajdowała się w zaborze austriackim, czyli w Galicji, tuż przy granicy Królestwa Polskiego (tzw. Kongresówka) ustanowionego decyzją zaborców w 1815 r. na kongresie wiedeńskim po upadku cesarza Francuzów Napoleona Bonaparte.
     Na przełomie XIX i XX wieku wieś zamieszkiwana była przede wszystkim przez chłopów-rolników. Miejscową społeczność uzupełniali rzemieślnicy oraz pomocnicy kancelaryjni i urzędnicy pracujący w Tarnobrzegu. Odrębną część wsi stanowił majątek dworski należący do magnackiego rodu Tarnowskich.

Reklama

     UCIECZKA PRZED SŁUŻBĄ W ARMII CARSKIEJ
     Rodzina Słomków trafiła do Dzikowa, który jest obecnie integralną częścią Tarnobrzega, z Królestwa Polskiego po powstaniu listopadowym. Wówczas dziadek Jana Słomki - Józef, z dwoma braćmi - starszym Janem i młodszym Jackiem - opuścił wieś Radowąż (pow. sandomierski), gdzie do tej pory z siedmioma innymi gospodarzami zamieszkującymi wieś ich ojciec Walenty (pradziadek Jana Słomki) odrabiał pańszczyznę w miejscowym folwarku z około pięciomorgowej ziemi. Trzej bracia uciekali przed służbą w rosyjskiej armii, którą po upadku powstania listopadowego w roku 1831 trzeba było odbywać w różnych częściach Cesarstwa Rosyjskiego przez 25 lat, co było traktowane niczym wyrok, gdyż rzadko komu udawało się z niej wrócić do domu. Tym bardziej, że Rosja jak ówczesny żandarm Europy była zaangażowana w konflikty zbrojne nie tylko z sąsiadami.
     Opuszczając Radowąż, bracia nie oddalili się nazbyt daleko. Przenieśli się bowiem na drugą stronę Wisły. Wystarczyło to jednak do zmiany terytorium państwa, gdyż rzeka ta była wtedy naturalną granicą między zaborami rosyjskim i austriackim. Osiedlili się zatem w austriackiej Galicji, we wspomnianym Dzikowie. Młodsze rodzeństwo dziadka Jana Słomki - Józefa, czyli Feliks, Piotr, Walenty i Maria pozostali po stronie rosyjskiej. Na ojcowiźnie w Radowężu pozostał Feliks, natomiast pozostali po ożenku zamieszkali w kilkumorgowych gospodarstwach we wsiach Sośniczany, Łukowiec i Krzcin.

Hala gimnastyczna żnińskiego gimnazjum wzniesiona z inicjatywy dyrektora Jana Słomki w latach 1931-1934 fot. ze zbiorów Zbigniewa Zwierzykowskiego Hala gimnastyczna żnińskiego gimnazjum wzniesiona z inicjatywy dyrektora Jana Słomki w latach 1931-1934 fot. ze zbiorów Zbigniewa Zwierzykowskiego

Reklama

      DZIECIŃSTWO I MŁODOŚĆ OJCA
     W Dzikowie 22 czerwca 1842 r. w rodzinie chłopskiej jako pierworodny syn Józefa i Jadwigi z Gierczyków przyszedł na świat ojciec przyszłego dyrektora żnińskiego gimnazjum Jana Słomki, także o imieniu Jan. Był najstarszym z sześciorga rodzeństwa, na które składało się trzech braci i trzy siostry.
     Po rychłej śmierci rodziców był wychowywany przez babcię Kunegundę z Miśkiewiczów Gierczykową. Jako najstarszy z rodzeństwa przejął gospodarstwo rodzinne, które z czasem musiał spłacić młodszym braciom i siostrom dochodzącym do pełnoletności. Z czasem dzięki funduszom uzyskanym z działalności pozarolniczej rozszerzył swoje gospodarstwo z czterech mórg do trzynastu.
     Miałem rok 19-ty, jak po raz pierwszy byłem drużbą na weselu, gdy żenił się stryj opiekun. (...) Na tem to weselu babka upatrzyli mi narzeczoną, zmówiwszy się z rodzicami jej przy stole. Gdy rzecz między sobą uradzili, przywołali do stołu nas młodych, którzyśmy się dotąd zupełnie nie znali i objawili nam swoją wolę. Było wtedy powszechnie przyjęte, że rodzice lub opiekunowie sami stanowią o związkach małżeńskich swoich dzieci czy wychowanków, i chyba tylko starszy kawaler sam sobie wyszukiwał przyszłą towarzyszkę życia; dziewczyna zaś zawsze prawie musiała iść za wolą starszych a jeżeli się upierała, to ją nawet pasem po plecach przetrzepali i musiała się zgodzić - pisał w Pamiętnikach włościanina - od pańszczyzny do dni dzisiejszych Jan Słomka.
     Ową wskazaną przez rodzinę przyszłą żoną była Maria Tworek z pobliskiego Machowa, której rodzina trafiła na ten teren z tych samych powodów co Słomkowie do Dzikowa, czyli uciekając przed poborem do carskiego wojska. Ojciec panny młodej, Jan Tworek, był gospodarzem w Machowie, gdzie posiadał 12 mórg ziemi, a Maria była najstarszą z ośmiorga żyjącego rodzeństwa.
     Sakrament małżeństwa Jan i Maria przyjęli 30 stycznia 1861 r. w kościele parafialnym w Miechocinie. Zorganizowane następnie w Machowie wesele było bardzo huczne i trwało cały tydzień, jako że oboje państwo młodzi jako pierwsi i zarazem najstarsi spośród swojego rodzeństwa brali ślub. Obydwie rodziny nie żałowały więc środków na uczczenie tego wyjątkowego wydarzenia.

Społeczność żnińskiego gimnazjum przed budynkiem szkoły ze sztandarem poświęconym w 1930 roku fot. archiwum rodzinne Zofii Słomkowej Społeczność żnińskiego gimnazjum przed budynkiem szkoły ze sztandarem poświęconym w 1930 roku fot. archiwum rodzinne Zofii Słomkowej

Reklama

     WOJSKO NA KWATERZE W CZASIE POWSTANIA
     Rodzinna sielanka i spokój w Dzikowie zostały zakłócone niespełna dwa lata później, lecz nie z powodu kłótni małżeńskich, ale z racji wybuchu powstania styczniowego w 1863 r. W Dzikowie i innych nadgranicznych miejscowościach pojawiło się wojsko cesarsko-królewskiej monarchii Austro-Wegier.
     Gdy coraz więcej narodu szło do powstania, i rósł zapał, rząd austriacki nasłał konnicę i piechotę i obstawił granicę od Królestwa Polskiego. Wojsko rozkwaterowane było po wsiach i miasteczkach najbliższych granicy, więc i w Dzikowie stało pewnie przez półtora roku. U mnie stało na kwaterze dwóch huzarów z końmi, a ku ostatkowi żołnierze z piechoty, i ci po większej części byli Polacy. U mnie jedni i drudzy zachowywali się dobrze, ja też z nimi nawzajem dobrze się obchodziłem. Co było w domu, tym ich często poraczyłem i oni również ze mną swoim się dzielili, więc jak odchodzili, to pożegnanie było dobre. Natomiast na innych kwaterach bywały częste awantury, gospodarze skarżyli się na żołnierzy, a ci na gospodarzy, najwięcej o wikt. Za kwatery te coś płacili, ale nie przypominam sobie, ile na dzień wychodziło, pamiętam tylko, że za obiady zwracali tyle, ile kosztowało mięso, pół funta na żołnierza. Obiady te na każdą kwaterę nosili ze wsi, jak wójt poprzedniego dnia rozporządził, on zaś co dzień po kolei naznaczał domy, na które w danym dniu przypadał ten obowiązek - pisze we wspomnieniach o skutkach powstania dla swojej wsi Jan Słomka.
     Początkowo zadaniem austriackiego wojska, w którym jako poddani cesarzowi służyli także Polacy, było pilnowanie granicy, celem uniemożliwienia powstańcom jej przekraczania. W miarę rozszerzania się terenu walk i wzrostu powstańczych sił, działania żołnierzy nabrały ostrzejszego charakteru, co przejawiało się stawianiem wart na drogach, rewidowaniem chłopskich wozów i legitymowaniem chłopów, podejrzewanych o przewóz amunicji bądź powstańców. Rewizje nie ominęły też szlacheckich dworów, a za wykrycie związków z powstaniem groziło więzienie lub kara pieniężna.
     Z mieszkańców Dzikowa w powstaniu wziął udział 21-letni hr. Juliusz Tarnowski, któremu w tym samym oddziale towarzyszyło kilku mieszczan z Tarnobrzega. W pełnej konspiracji przeprawili się przez Wisłę do Królestwa Polskiego, jednak wskutek zdrady zostali zdziesiątkowani 20 czerwca 1863 r. pod Komarowem przez przygotowane do ataku wojsko rosyjskie. Wśród poległych był Juliusz Tarnowski, wielu dostało się do niewoli, a tylko niektórym udało się ujść z życiem.
     Pierwsza wieść o tym była bardzo tajemnicza i nic pewnego nie można się było dowiedzieć, aż za kilka dni wiadomość stawała się coraz głośniejszą i dokładniejszą, a w Dzikowie największe wrażenie wywołała śmierć Juliusza Tarnowskiego. Żałowali go, że w tak młodym wieku zginął, mówili, że był dobry dla ludzi, i różnie opowiadali o jego bohaterskiej śmierci - wspomina Jan Słomka.
     Ciało Juliusza Tarnowskiego przewieziono przez Wisłę na stronę zaboru austriackiego, po czym zostało złożone w grobowcu klasztornym dominikanów w Tarnobrzegu.
     Powstanie upadło jesienią 1864 r., a wśród przyczyn klęski wymienia się brak większego zaangażowania w czyn zbrojny ze strony warstwy chłopskiej, co potwierdza zresztą we Wspomnieniach włościanina także Jan Słomka: Chłopi w sprawie powstania byli wtenczas zupełnie obojętni, tylko odzywały się głosy, że „dobrze by było, żeby Moskala pobili a wygnali“.

Okolicznościowy dyplom przekazany przez nauczycieli żnińskiego gimnazjum dyrektorowi Janowi Słomce w dowód uznania jego zasług w pracy na rzecz rozwoju szkoły fot. archiwum rodzinne Jolanty Kret

Reklama

     Z KAGANKIEM OŚWIATY
     Niespokojny czas powstania i toczące się walki tuż za granicą austriacko-rosyjską nie wpłynęły znacząco na codzienne życie mieszkańców Dzikowa. Poza obowiązkiem kwaterunku wojska, życie toczyło się normalnym rytmem, tym bardziej, że walki powstańcze nie objęły samej Galicji, czyli zaboru austriackiego. Mieszkańców nie dotknęły też popowstaniowe represje i prześladowania. W domu małżeństwa Jana i Marii Słomków na świat przychodziły kolejne dzieci. Od roku 1861 do 1885 w domu rodziny Słomków pojawiło się 7 córek i 5 synów. Dwoje z nich zmarło wkrótce po narodzinach, a dwoje w latach młodzieńczych. Dorosłości doczekało trzech synów i pięć córek.
     Przyszły dyrektor żnińskiego gimnazjum na świat przyszedł 1 listopada 1877 r. w Dzikowie. Brak dostatecznej ilości ziemi, ale i świadomość, że tylko dobre wykształcenie może zapewnić dzieciom łatwiejszy start w dorosłe życie, sprawiły, iż Jan Słomka dużą wagę przywiązywał do posyłania swoich pociech do odpowiadających ich aspiracjom i zainteresowaniom szkół. Choć rodzina była włościańska, praca na roli w tamtym czasie nie była widziana jako gwarancja godnego życia.
     W miarę tego, jak Pan Bóg dawał dzieci, zastanawiałem się, jak im przyszłość zabezpieczyć. A że gruntu i dla jednego byłoby niewiele postanowiłem każdemu dać naukę, do jakiej które było chętne i zdolne. Ponieważ na miejscu była już dobra szkoła ludowa, więc przede wszystkim posyłałem jedno za drugim do tej szkoły tak, że każde ukończyło w Tarnobrzegu szkołę 4-klasową, która później została zamieniona na 7-klasową. Następnie pięcioro kształciło się dalej w Krakowie, mianowicie: jeden z synów ukończył gimnazjum i uniwersytet, drugi wykształcił się w malarstwie dekoracyjnym; z córek jedna ukończyła seminarium nauczycielskie, dwie wykształciły się w krawieczyźnie. Najstarszy z synów jest sekretarzem gminnym i posiada ładny ogród z pasieką.
     Jan Słomka przekonanie o doniosłej roli wykształcenia w życiu każdego człowieka przejawiał nie tylko w stosunku do własnych dzieci, ale ogółu lokalnej społeczności, na czele której jako wójt Dzikowa stał przez 40 lat (z krótkimi przerwami w latach 1873-1918), ciesząc się dużym autorytetem. Aktywnie uczestniczył w pracach rady szkolnej w Dzikowie. Poza tym przez trzy kolejne kadencje (lata 1877-1890) zasiadał w Radzie Powiatowej w Tarnobrzegu, gdzie był zastępcą członka w wybieranym z jej grona Wydziale Powiatowym. Należał do wszystkich miejscowych towarzystw działających na rzecz podniesienia poziomu oświaty, kultury i życia mieszkańców. Był m.in. współzałożycielem Towarzystwa Oświaty Ludowej na teren powiatu tarnobrzeskiego, którego zasługą było utworzenie czytelni i wypożyczalni książek.
     Jednocześnie był mocno zaangażowany w działalność na polu gospodarczym. Świadczy o tym fakt, iż w Dzikowie wybudował cegielnię i wypalarnię wapna, uruchomił rzeźnię, założył kółko rolnicze. Poza tym zasiadał w zarządzie Spółkowej Kasy Oszczędności i Pożyczek w Tarnobrzegu.
     W takiej atmosferze, przepełnionej działaniami w myśl pozytywistycznych haseł pracy u podstaw i pracy organicznej wychowywały się dzieci Jana Słomki, w tym przyszły dyrektor żnińskiego gimnazjum.
     W ENDECKIM DUCHU
     Pełnienie funkcji w samorządowych gremiach, mimo skupienia się przez Jana Słomkę w głównej mierze na sprawach kulturalno-oświatowych i gospodarczych, siłą rzeczy nie pozwalało pozostawać obojętnym w kwestiach czysto politycznych, zwłaszcza w obliczu rodzącego się w XIX w. wśród warstwy chłopskiej poczucia świadomości narodowej.
     Jan Słomka nie aspirował wprawdzie do działalności w jakiejkolwiek z tworzących się na przełomie XIX i XX w. partii politycznych, ale z późniejszych losów członków rodziny, głównie syna Jana, można domniemywać, iż najbliżej mu było do Narodowej Demokracji, na czele której stał twórca tego stronnictwa Roman Dmowski.
     Okazuje się bowiem, iż przyszły dyrektor żnińskiego gimnazjum związał się z tą formacją i jej przywódcą, co zaowocowało bardzo bliską współpracą nie tylko w sferze politycznej, ale i pośrednio włączyło przywódcę endecji niejako w krąg rodziny Słomków. Pisze o tym na swoim blogu prawnuk po kądzieli wójta z Dzikowa Jana Słomki, mieszkający obecnie w Jeleniej Górze Jacek Jakubiec, który dzieli się następującymi informacjami na temat swoich przodków: Czy można go zaliczyć do formacji endeckiej? Wątpię, by jego postawę kształtowała myśl Dmowskiego. Może to raczej dokonania słynnego pamiętnikarza, cenionego galicyjskiego samorządowca były inspiracją dla Dmowskiego? To luźna hipoteza, ale nie aż tak wydumana: syn dzikowskiego wójta Jan Słomka II [przyszły dyrektor gimnazjum w Żninie - przyp. bw] był już z Narodową Demokracją związany osobiście: był rówieśnikiem i osobistym sekretarzem Romana Dmowskiego. Łączyły ich bliskie związki, Dmowski był ojcem chrzestnym jego syna, Jana Słomki III (zmarły kilka lat temu podróżnik, klimatolog, geofizyk).
     Jan Słomka zetknął się z Romanem Dmowskim będąc studentem Uniwersytetu Jagiellońskiego w Krakowie. W tym czasie student z Dzikowa włączył się w prace konspiracyjnego Związku Młodzieży Polskiej Zet, założonego w 1887 r. przez jednego z przywódców endecji Zygmunta Balickiego, którego celem było m.in. krzewienie oświaty wśród ludności wiejskiej.
     Wstąpienie Jana Słomki do tej organizacji nastąpiło prawdopodobnie pod wpływem spotkania w jednym z prywatnych mieszkań w Krakowie, podczas którego odbywał się wykład Romana Dmowskiego. - Podobały mu się przede wszystkim poglądy Dmowskiego na kwestię chłopską, w których głosił potrzebę wydobycia tej warstwy z powszechnej wtedy nędzy. Był chłopomanem i jako studenta pochodzenia włościańskiego poruszyły go słowa Dmowskiego, bo sam zaznał biedy w czasach głębokich zaborów. Z tego powodu długo studiował, bo musiał przerywać naukę, aby zarobić na kolejny rok studiów - opowiada Zofia Słomkowa, synowa przyszłego dyrektora żnińskiego gimnazjum.
     Od momentu spotkania w Krakowie Jan Słomka zbliżył się do ruchu narodowego, co z czasem przerodziło się we współpracę z jego przywódcą, która była najbliższa na przełomie XIX i XX w.
     Zofia Słomka przekazała nam informację, iż natrafiła kiedyś wśród pamiątek rodzinnych na list od Romana Dmowskiego do Jana Słomki, ale nie jest w stanie powiedzieć, gdzie aktualnie on się znajduje. - Z tego co pamiętam w treści listu Dmowski ubolewał, że Jan Słomka musi odejść na urlop dla poratowania zdrowia. Dziękował mu za dotychczasową współpracę i ma nadzieję, że wróci z powrotem. Wspominał też, że zatrudnił nowego sekretarza, ale to już nie jest to samo. Czyli był to bardzo przyjemny list - wspomina Zofia Słomkowa.

Obraz namalowany w 1934 r. na pamiątkę przez nauczyciela rysunku w żnińskim gimnazjum Władysława Piekutowskiego dla dyrektora Jana Słomki. Obraz przedstawia jeden z domów, w którym mieszkała rodzina Słomków w Żninie (nie udało się ustalić, czy jeszcze istnieje). fot. zbiory rodzinne Jolanty Kret

Reklama

     OD SZKOŁY LUDOWEJ PO UNIWERSYTET
     Jan Słomka, zanim został sekretarzem przywódcy ruchu narodowego, zgodnie z wolą ojca przebył gruntowną ścieżkę edukacyjną. Rozpoczął od szkoły ludowej w Tarnobrzegu. Następnie w 1890 r. trafił do Cesarsko-Królewskiego Gimnazjum im. św Jacka w Krakowie prowadzonego przez oo. dominikanów, które ukończył w roku szkolnym 1897/98 pozytywnie zaliczonym egzaminem dojrzałości. - Przez ojca był przewidywany do stanu duchownego, dlatego trafił do szkoły dominikanów, ale się temu sprzeciwił mówiąc: „Moim zadaniem jest uczyć dzieci chłopskie. Uczyć tam, gdzie ksiądz nie dotrze“ - wspomina Zofia Słomkowa.
     Przez następny rok przebywał w Królestwie Polskim u rodziny Wolskich w Marszałkowie na guwernerce, czyli jako domowy nauczyciel i wychowawca dzieci w zamożnej rodzinie. Po rocznej pracy, która była zarazem okazją do zarobienia pieniędzy na studia, dostał się na Uniwersytet Jagielloński w Krakowie, na którym w latach 1899/1900 i 1890/1901 ukończył trzy półrocza na Wydziale Prawniczym. W latach akademickich 1901-1902 i 1903-1904 uczęszczał w grupie historyczno-geograficznej na Wydziale Filozoficznym. Na lata 1905-1906 przerwał studia i wrócił na wieś dla poratowania zdrowia. Po roku wrócił na Uniwersytet Jagielloński, by uzupełnić studia, odbywając naukę przez dwa półrocza w roku 1909/1910. W międzyczasie w Dzikowie i okolicy udzielał lekcji dzieciom wiejskim w latach 1904-1906 i 1909.
     3 listopada 1911 r. złożył do Cesarsko-Królewskiej Komisji Egzaminacyjnej Krakowskiej podanie o egzamin dla nauczycieli szkół gimnazjalnych i realnych z przedmiotów historii i geografii. Wśród zadanych tematów prac, które musiał złożyć, były następujące: Baskowie - ich siedziby, pochodzenie i kultura; Koniec wojen polsko-tureckich od śmierci Jana III; Święci Cyryl i Metody - ich działalność i znaczenie dla cywilizacji i Słowiańszczyzny; Wojna trzynastoletnia i jej skutki w polityce wewnętrznej i zewnętrznej; Zasługi Arabów w historii geografii.
     Do egzaminu końcowego ustnego na studiach Jan Słomka przystąpił 28 listopada 1913 r. przed komisją w składzie: przewodniczący prof. Czerny oraz prof. Krzyżanowski - historia i geografia, prof. Łoś - język polski, prof. Simko - greka i łacina, prof. Dybowski - język niemiecki. Uzyskał następujące oceny: geografia (dobry), historia (dobry i dostateczny), język polski (dostateczny), greka (dostateczny), łacina (dobry), język niemiecki (dostateczny). Na podstawie osiągniętych wyników komisja egzaminacyjna przyznała mu tytuł nauczyciela szkół gimnazjalnych i realnych.
     NA SZKOLNYCH PLACÓWKACH
     Jeszcze podczas studiów, w latach 1907-1908 był zatrudniony w Społecznej Szkole Rolniczej dla Młodzieży Włościańskiej w Pszczelinie. Oficjalnie uczył tam młodych ludzi rolniczego fachu, ale przy okazji zaangażował się w tajne nauczanie języka polskiego, historii i geografii. Po dwóch latach, wskutek choroby musiał zrezygnować z pracy i wrócił w rodzinne strony. Miał wtedy czas na opracowanie wspomnień swojego ojca, wydanych po raz pierwszy w 1912 r. - Przy tym syn mój, gdy odbywał studia uniwersyteckie, przysłuchując się moim opowiadaniom o dawniejszych czasach, zachęcał mię niejednokrotnie do pisania Pamiętników - a skoro zabrałem się do tej pracy, porządkował wzrastający materiał, uzupełniał miejscami na podstawie moich wyjaśnień, zaopatrywał w przypisy, słowem, przygotował do druku - pisał wójt z Dzikowa Jan Słomka w przedmowie do II wydania Pamiętników włościanina z 1929 r.
     W czasie I wojny światowej jako profesor pracował w Państwowym Gimnazjum w Brzeżanach i Cesarsko-Królewskiej Wyższej Szkole Realnej w Tarnobrzegu.
    Wkrótce po odzyskaniu przez Polskę niepodległości został kierownikiem powstałego jeszcze w czasie wojny w 1917 r. z inicjatywy włościan Gimnazjum Realnego im. Bartosza Głowackiego w Opatowie, gdzie na tym stanowisku spędził lata 1918-1924. Trafił tam na prośbę Komitetu Włościańskiego Ziemi Opatowskiej, niezadowolonego z pracy dotychczasowego kierownika szkoły. Zaczynał w skromnych warunkach, ale przy wsparciu rodziców i społeczności lokalnej pozostawił po sobie szkołę rozbudowaną o kolejne budynki i salę gimnastyczną.
     - Mało kto podnosi, że przygotowanie narodu do wolności nastąpiło na uniwersytetach w Krakowie i Lwowie. Tam wykształcono kadrę nauczycielską do nauczania na wysokim poziomie już w wolnej Polsce. Przy zatrudnianiu nauczycieli teść przeprowadzał selekcję, biorąc pod uwagę względy moralne. Nigdy nie zatrudnił nauczyciela, który był rozwodnikiem, bo uważał, że taka osoba nie może dobrze wpływać na wychowywanie młodzieży. Nie był przez to mile widziany przez piłsudczyków - mówi Zofia Słomkowa.
     Jako historyk, któremu była bliska tradycja powstania styczniowego chociażby z jego rodzinnych stron, zadbał o kultywowanie tego zbrojnego zrywu na opatowskiej ziemi i spisywanie wspomnień na ten temat. Polecał m.in uczniom wykonanie zadania domowego, polegającego na spisywaniu wspomnień o tym powstaniu. Podobnie było odnośnie utrwalania wydarzeń z przebiegu wojny polsko-bolszewickiej z 1920 r., w której uczestniczyli uczniowie opatowskiego gimnazjum. Zadbał również o spisanie przez świadków relacji z pożaru, jaki wybuchł w nocy 21/22 grudnia 1927 r. na zamku Tarnowskich w Dzikowie, gdzie podczas ratowania m.in. dzieł sztuki, książek i rękopisów Pana Tadeusza Adama Mickiewicza zginęło kilka osób.
     W 1923 r. Jan Słomka zainicjował w szkole powołanie koła krajoznawczego, co uznawane jest za początek działalności oddziału PTTK w Opatowie.
     - Do dzisiaj mówi się w tej szkole, że kierunek jej nadany na początku do dzisiaj się odczuwa. Rodzice oddawali dzieci do szkoły z pełnym zaufaniem. Były to dzieci wiejskie, w których panował analfabetyzm. Były na to pięknie napisane programy i regulaminy, zawierające też pedagogizację rodziców. Ponieważ dzieci były różnych narodowości, Polacy, Ukraińcy, Rusini, Żydzi, chodziły osobno na religię, ale też na etykę. Kiedy po pierwszym egzaminie dojrzałości jeden z uczniów go nie zdał, zorganizowano naradę mającą określić, kto z nauczycieli zaniedbał ucznia. To nie było uznawane za winę ucznia, ale nauczyciela - opowiada synowa Jana Słomki o charakterze pracy w opatowskiej szkole, podkreślając, że kierownik szkoły był w tamtym czasie organizatorem życia kulturalno-duchowego w danej miejscowości.
     OPATOWSKA MIŁOŚĆ
     Z pracą w tym mieście wiąże się także osobisty wątek w życiu Jana Słomki. W opatowskim gimnazjum poznał bowiem swoją przyszłą żonę Stanisławę Demkow, która była tam nauczycielką języka polskiego po ukończeniu Uniwersytetu Jagiellońskiego w Krakowie.
     - Pewnego dnia wezwał ją do swojego gabinetu i w takich stanowczych, ale zacnych słowach powiedział, że bardzo mu się podoba i zapytał czy nie chciałaby zostać jego żoną. Była trochę speszona, ale powiedziała, że odpowie jutro. Ostatecznie się zgodziła - przedstawia okoliczności oświadczyn Zofia Słomka, dodając, iż wybranka dyrektora była od niego o 19 lat młodsza.
     Ślub odbył się 1 września 1920 r. w Opatowie. Jan miał wtedy 43 lata, a Stanisława 24. Ślub był bardzo skromny, świadkami na nim byli ojcowie - Jan Słomka i Jan Demkow.
     W 1924 r. w Dzikowie na świat przyszedł ich pierwszy syn, który otrzymał imię Jan. - Nie po to mamy dziecko, żeby ktoś nam je wychowywał. Przekazanie mu naszych wartości jest bardzo ważne, więc tylko ty możesz je wychowywać - wspomina Zofia Słomka przekaz, jaki otrzymała jej teściowa od przyszłego dyrektora żnińskiego gimnazjum. Tym samym oznaczało to dla Stanisławy Słomki przerwanie nauczycielskiej pracy na rzecz wychowywania dzieci. W 1925 r. ojcem chrzestnym małego Jana, któremu jako drugie imię nadano Roman, został Roman Dmowski, co świadczyłoby o stałym utrzymywaniu kontaktu między dawnymi współpracownikami.
     HISTORII UCZYŁ JASIENICĘ
     W okresie kierowania przez Jana Słomkę szkołą w Opatowie, w 1920 r. trafił do niej, jak się po wielu latach okazało nie byle kto, bo 11-letni wówczas Lech Leon Beynar (później piszący pod pseudonimem literackim jako Paweł Jasienica). Uczęszczał do opatowskiej szkoły razem z o dwa lata starszym bratem Januszem. Rodzina Beynarów pojawiła się tam po krótkim pobycie w Warszawie, do której trafiła z Rosji, skąd wyjechała po wybuchu rewolucji bolszewickiej.
     Do Opatowa rodzinę Beynarów przywiodła praca, jaką otrzymał w urzędzie powiatowym ojciec chłopców Mikołaj Beynar, z wykształcenia agronom. Nie było to jego jedyne zajęcie, jakiemu poświęcał się w tym mieście. Dyrektor Jan Słomka zatrudnił bowiem Mikołaja Beynara jako nauczyciela śpiewu, któremu dodatkowo powierzono prowadzenie chóru i orkiestry szkolnej.
     Beynarowie w 1924 r. opuścili Opatów, przeprowadzając się do Grodna, jednak pobyt późniejszego Pawła Jasienicy w opatowskiej szkole prawdopodobnie nie pozostał bez wpływu na jego zainteresowania w życiu dorosłym. - Być może pasję do zajmowania się historią wpoił mu właśnie Jan Słomka jako nauczyciel tego przedmiotu - przypuszcza wnuczka dyrektora Jolanta Kret.
     Z TARNOBRZEGA DO ŻNINA
     Jan Słomka przestał być dyrektorem szkoły w Opatowie w tym samym 1924 roku, po czym został nauczycielem w Państwowym Gimnazjum im. Hetmana Jana Tarnowskiego w Tarnobrzegu. Jak wynika z corocznych sprawozdań dyrekcji tegoż gimnazjum, Jan Słomka nie zawsze wykonywał swoją pracę w macierzystej szkole, choć był ujmowany w jej kadrze nauczycielskiej. Urlopowano go bowiem z pracy w tarnobrzeskim gimnazjum, przydzielając funkcję dyrektora w innych szkołach, co może świadczyć o dużym autorytecie Jana Słomki, jakim musiał się cieszyć wśród władz oświatowych.
     I tak, w sprawozdaniu dyrekcji gimnazjum w Tarnobrzegu za rok szkolny 1926/1927 znajduje się informacja, że przebywa na urlopie, celem kierowania Prywatnym Seminarium Nauczycielskim Żeńskim w Tarnobrzegu. Wziął zatem na siebie obowiązek ważnego zadania, jakim było wykształcenie kadry nauczycielskiej, która w odrodzonej po zaborach Polsce nadal w wielu miejscach kraju była niewystarczająca w stosunku do potrzeb.
     Z kolei w sprawozdaniu dyrekcji za rok szkolny 1928/1929 wśród członków kadry nauczycielskiej wymieniony jest profesor Jan Słomka z informacją, iż rozporządzeniem Ministra Wyznań Religijnych i Oświecenia Publicznego z 8 sierpnia 1928 r. został skierowany na urlop z tarnobrzeskiej szkoły, celem objęcia funkcji dyrektora Gimnazjum Samorządowego w Żninie.

Społeczność żnińskiego gimnazjum przed budynkiem szkoły ze sztandarem poświęconym w 1930 roku fot. archiwum rodzinne Zofii Słomkowej W pracowni zajęć praktycznych żnińskiego gimnazjum, czerwiec 1937 rok fot. archiwum rodzinne Zofii Słomkowej

Reklama

     JAN SŁOMKA NA PAŁUKACH
     W tym momencie rozpoczyna się okres życia Jana Słomki związany z pałucką ziemią. Przyniósł on zaraz na początku szczęście w życiu osobistym, gdyż rodzinie Słomków urodził się drugi syn Stanisław. Przyszedł on na świat w 1928 r. w Bydgoszczy, gdzie rodzina przebywała akurat u rodziców Stanisławy Słomki.
     Dla nauczycieli był to czas, kiedy w dużych miastach trudno było zdobyć pracę w gimnazjum, ale mniejsze miejscowości nadal wymagały kadrowego wsparcia. Dzięki temu na prowincję trafiali często wybitni profesorowie, którzy skutecznie zacierali dysproporcje na polu oświaty między miastem a wsią. Jan Słomka objął stanowisko dyrektora żnińskiego gimnazjum po Stanisławie Michalskim, który od października 1927 r. kierował nim w zastępstwie odchodzącego wówczas Franciszka Szychlińskiego. Zachowane Sprawozdanie Dyrekcji Miejskiego Gimnazjum im. Braci Śniadeckich w Żninie za lata szkolne 1923/24-1928/29, daje możliwość poznania działalności szkoły w pierwszym roku kierowania nią przez Jana Słomkę, czyli ostatnim ujętym w sprawozdaniu.
     W dalszym rozwoju zakładu szczególnie ważnym był rok 1928/29 - tymi słowami rozpoczyna się opis działalności szkoły, od kiedy zaczął nią kierować Jan Słomka. Na podstawie przytoczonych w sprawozdaniu informacji i wydarzeń z życia żnińskiego gimnazjum można stwierdzić, iż wspomniane zdanie to nie samochwalstwo ze strony nowego dyrektora, ale skierowanie szkoły na drogę szybkiego rozwoju. Ma to znaczenie zwłaszcza w kontekście faktu, że zaledwie półtora roku przed przybyciem do Żnina Jana Słomki, na podstawie wizytacji przeprowadzonej 24 marca 1927 r. przez dr. Stanisława Węckowskiego kuratorium nie wydało zgody na dalsze funkcjonowanie żnińskiego gimnazjum, argumentując tę decyzję małą liczbą uczniów, niskim poziomem nauczania i brakiem wykwalifikowanej kadry nauczycielskiej.
     Zatem przed Janem Słomką stanęło duże wyzwanie. Można przypuszczać, że właśnie w tym celu jako kierownik z doświadczeniem w innych szkołach został on sprowadzony niemal z drugiego końca Polski do Żnina, aby na nowo zorganizować miejscowe gimnazjum, które zostało powołane zaledwie kilka lat wcześniej, bo z rokiem szkolnym 1923/24, jako Męskie Prywatne Gimnazjum Klasyczne im. Braci Śniadeckich w Żninie.
     ZMIANA OBLICZA SZKOŁY
     Do tej pory żnińskie gimnazjum funkcjonowało niejako w zawieszeniu. W styczniu 1928 r . Kuratorium Okręgu Szkolnego Poznańskiego wydało pozwolenie miastu Żnin na prowadzenie kursów przygotowawczych gimnazjalnych typu humanistycznego dla klas I-III i klasycznego dla klas IV-V, ale tylko do końca roku szkolnego.
     Stan tymczasowości skończył się wraz z objęciem funkcji dyrektora przez Jana Słomkę, o czym świadczą kolejne wydarzenia, które zaistniały już w pierwszym roku jego kadencji. Jednym z najważniejszych było poszerzenie bazy szkolnej o kolejne pomieszczenia poprzez nadbudowanie drugiego piętra w budynku szkolnym, którym była wówczas obecna siedziba Centrum Kształcenia Ustawicznego (wcześniej internat, a w czasach zaborów niemiecka szkoła średnia). Z nadejściem Jana Słomki w żnińskim gimnazjum zostali zatrudnieni wybitni nauczyciele, którzy w komplecie posiadali kwalifikacje zawodowe wymagane do szkół średnich. W szkole pojawili się i uczyli przez co najmniej kilka lat m.in.: Włodzimierz Guszta (przyroda, geografia, gimnastyka), dr Janina Mermonówna (język polski), Stanisław Miracki (fizyka, matematyka), Władysław Piekutowski (matematyka, rysunek, prace ręczne), Jadwiga Piotrowicz (język polski), Roman Piotrowicz (matematyka, astronomia, rysunek), Stanisław Synak (język łaciński, język grecki, język niemiecki), Weronika Wygocka (język niemiecki, język francuski). Jednocześnie wprowadzono naukę śpiewu kościelnego z zamiarem utworzenia szkolnego chóru pod kierunkiem organisty Pawła Piwkowskiego. Nauczycielom zapewniono odpowiednie warunki pracy, wzbogacając wyposażenie szkolne o wiele sprzętów i pomocy dydaktycznych, zakupionych dzięki wsparciu finansowemu ze strony budżetu miejskiego i Koła Przyjaciół Gimnazjum.
     Dobre warunki pracy stworzone pod kierownictwem Jana Słomki zaowocowały dużym zaangażowaniem grona pedagogicznego na rzecz rozwoju gimnazjum, ze szczególnym naciskiem na osiągnięcie wysokiego poziomu nauczania i odpowiedniego wychowania młodzieży. Osiągnięciu tego celu służyły częste zebrania konsultacyjne nauczycieli zwoływane przez dyrektora. Poza tym każdego miesiąca przeprowadzano pokazowe lekcje z poszczególnych przedmiotów z uwzględnieniem najnowszych wymagań metodycznych. Wzrostowi poziomu nauczania służył też znaczący przyrost książek zakupionych do szkolnej biblioteki, który w roku 1928/29 wyniósł około 50%, a w następnym 12%, co dotyczyło także egzemplarzy metodycznych dla nauczycieli.
     Zapał nauczycieli udzielił się także uczniom, którzy z ochotą przystępowali do licznych kół zainteresowań i organizacji powstających na terenie szkoły, których celem było wspieranie procesu nauczania i wychowania. Dyrektor Słomka czuwał nad ich statutową działalnością, uczestnicząc w comiesięcznych zebraniach, na których spotykali się przewodniczący grup. W samym tylko roku szkolnym 1928/29 utworzono kółka: romanistyczne, klasyczne, krajoznawcze, miłośników sztuki, Koło Ligi Obrony Powietrznej i Przeciwgazowej, Koło Komitetu Floty Narodowej, akcję oszczędnościową przy współpracy z Bankiem Ludowym.
     W podnoszenie poziomu nauczania zaangażowani zostali najzdolniejsi uczniowie z wyższych klas, spośród których w marcu 1930 r. utworzono komisję lekcyjną. Jej głównymi zadaniami było zapewnienie pomocy w nauce uczniom słabszym oraz dostarczenie zajęć uzdolnionym uczniom z niezamożnych rodzin, którzy poszukiwali pracy zawodowej.
     Zrzeszali się również pedagodzy i sympatycy szkoły. W październiku 1929 r. zostało powołane koło Towarzystwa Nauczycieli Szkół Średnich i Wyższych. Miesiąc wcześniej oficjalnie zarejestrowano w sądzie Koło Przyjaciół Miejskiego Gimnazjum w Żninie, które działało od 26 listopada 1926 r.
     Zaangażowanie społeczności szkolnej sprawiło, że Gimnazjum im. Braci Śniadeckich zyskiwało coraz większy prestiż i znaczenie, co potwierdzało uzyskiwanie z każdym rokiem coraz większych uprawnień nadawanych przez władze oświatowe. Ministerstwo Wyznań Religijnych i Oświecenia Publicznego decyzją z 11 czerwca 1929 r. przyznało niepełne prawa gimnazjów państwowych.
     Przed rokiem szkolnym 1929/30 żnińska szkoła uzyskała pozwolenie na otwarcie klasy VII, a z początkiem roku szkolnego 1930/31 klasy VIII. Kierownictwo szkoły dużą wagę przywiązywało także do odpowiedniego wychowania młodzieży. Sprawy wychowawcze omawiane były niemal na każdym zebraniu nauczycieli, a odbyło się ich w roku szkolnym 1928/29 aż 28, z czego 3 dotyczyły wyłącznie kwestii wychowawczych i prowadzone były w formie wieczorów naukowo-dyskusyjnych. W przypadku problemów dyrektor wraz z członkami grona pedagogicznego organizowali dodatkowo konferencje z rodzicami w sprawie ich dzieci. Poza tym w poważniejszych sprawach natury wychowawczej odbywały się ogólne zbiórki wszystkich uczniów, którym przewodniczył osobiście Jan Słomka. W roku 1929/30 odbyło się ich 14.
     W pierwszych miesiącach pracy Jana Słomki w Miejskim Gimnazjum im. Braci Śniadeckich w Żninie podjęto także działania w kierunku pozyskania sztandaru szkoły. W tym celu w styczniu i lutym 1930 r. uczniowie przeprowadzili zbiórkę pieniędzy na ten cel, która przyniosła 803,30 zł. Już 22 czerwca 1930 r. miało miejsce poświęcenie sztandaru żnińskiego gimnazjum z udziałem licznych delegacji władz, instytucji, towarzystw i partii politycznych. Podczas uroczystości Jan Słomka wygłosił historyczny wykład na temat znaczenia sztandarów, omawiając zarazem symbolikę nowego sztandaru szkoły: - Na sztandarze tym jaśnieje z jednej strony wizerunek Matki Boskiej Żnińskiej, czczonej od wieków w kościele dominikańskim, a dziś w kościele parafialnym - wokół wizerunku napis ze starodawnej pieśni żnińskiej - „Mocarstw niebieskich wielowładna Pani - módl się za nami“ Nadto stronę tę zdobią motywy z dawnych haftów zachowanych w kościele parafialnym. Z drugiej strony sztandaru widnieje odwieczne godło narodowe i państwowe - Orzeł Biały, w narożnikach herb miasta Żnina, pochodnia - znamię oświaty, daty założenia gimnazjum i poświęcenia sztandaru.
     W maju 1931 r. do egzaminu dojrzałości przystąpili pierwsi abiturienci, którzy w komplecie zaliczyli go pozytywnie, co było nie tylko ich sukcesem, ale też dyrekcji i nauczycieli. Uroczyste pożegnanie pierwszych maturzystów miało miejsce na koniec roku szkolnego 27 czerwca 1931 r. Już w kwietniu 1932 r. powstało Koło Absolwentów Gimnazjum w Żninie.
     Zainteresowanie sztuką ze strony dyrektora Jana Słomki sprawiło, że postanowił zorganizować w Żninie wyjątkową wystawę. Na zaproszenie żnińskiego gimnazjum pozytywnie odpowiedziała Akademia Sztuk Pięknych w Warszawie, której studenci w dniach 1-8 stycznia 1933 r. wystawili w Żninie swoje prace. Wystawa cieszyła się dużym zainteresowaniem ze strony mieszkańców stolicy Pałuk i nie tylko, o czym może świadczyć liczba zwiedzających, która sięgnęła 600 osób. Jak nas poinformowała wnuczka Jana Słomki - Jolanta Kret, niektóre obrazy z tej wystawy znajdują się u niej w domu i cieszą oko domowników.
     Janowi Słomce zależało nie tylko na osiągnięciu wysokiego poziomu nauczania w żnińskim gimnazjum, ale także na sprawności fizycznej uczniów, gdzie sport był traktowany jako forma kształtowania charakterów młodych ludzi. Wkrótce po objęciu przez niego funkcji kierownika szkoły została bowiem wynajęta w Domu Polskim (obecnie Żniński Dom Kultury) sala gimnastyczna na potrzeby zajęć wychowania fizycznego, co nastąpiło w październiku 1929 r. Jak ważną było to dla niego sprawą niech świadczy fakt, iż już w następnym roku przy okazji obchodów 100. rocznicy śmierci Jana Śniadeckiego głównym wyzwaniem stała się budowa hali gimnastycznej.
     Co ciekawe, realizację tej inwestycji Jan Słomka gwarantował własnym majątkiem z domem pozostawionym w rodzinnym Dzikowie przy ówczesnej ul. Ogrodowej (obecnie Jasińskiego). Stanowił on zabezpieczenie dla wykonawcy hali w formie wystawionych przez dyrektora weksli.
     Cały czas zachodziły też zmiany organizacyjne w żnińskim gimnazjum. 23 maja 1934 r. został zatwierdzony nowy statut szkoły, której nazwa brzmiała - Miejskie Gimnazjum Koedukacyjne im. Braci Śniadeckich w Żninie. Koedukację we wszystkich klasach wprowadzono rok później.

Dom przy ulicy Szkolnej w Żninie, w którym mieszkała rodzina Słomków fot. archiwum rodzinne Jolanty Kret Dom przy ulicy Szkolnej w Żninie, w którym mieszkała rodzina Słomków fot. archiwum rodzinne Jolanty Kret

Reklama

     W ROCZNICOWYM KOMITECIE
     Walor wychowawczy miał również udział społeczności gimnazjum w różnego rodzaju uroczystościach o charakterze narodowym i  państwowym, które umacniały ducha patriotyzmu w odrodzonym po 123 latach zaborów państwie polskim.
     Nie brakowało także okazji do obchodzenia rocznic związanych z małą ojczyzną, poświęconych wybitnym postaciom pochodzącym z terenu Pałuk, jak Klemens Janicki, czy patroni szkoły bracia Śniadeccy.
     Na okres kierowania żnińskim gimnazjum przez Jana Słomkę przypadła 100. rocznica śmierci Jana Śniadeckiego. W związku z tym 5 października 1930 r. odbyło się zebranie, na którym powołano Obywatelski Komitet obchodu 100. rocznicy śmierci Jana Śniadeckiego w Żninie, celem opracowania programu jubileuszowych uroczystości.
     Dyrektor gimnazjum Jan Słomka zajął miejsce w składzie komitetu jako sekretarz. Oprócz niego władze komitetu stanowili: starosta Marian Szczerbiński - przewodniczący, ks. Kazimierz Kinastowski i Maksymilian Ratajski - zastępcy przewodniczącego i Władysław Balski - skarbnik. W ramach komitetu wyłoniono dwie sekcje. Pierwsza zajmowała się wyłącznie kwestią organizacji uroczystości 100. rocznicy śmierci Jana Śniadeckiego w Żninie, którą zaplanowano na 21 listopada 1930 r. W jej skład weszli: ks. dr Lucjan Wilhelm - przewodniczący, Władysław Piekutowski - sekretarz, Ignacy Derech, Alfred Krzycki, Adam Jagodzki, dr Janina Mermonówna, Władysław Wydra - członkowie. Druga sekcja skupiła się na projekcie budowy Miejskiej Hali Gimnastycznej im. Barci Śniadeckich, a znaleźli się w niej: inż. Zygmunt Kittel - przewodniczący, Józef Alwin - zastępca przewodniczącego, Jan Słomka - sekretarz, Franciszek Kotowski, Maksymilian Ratajski, Julian Smorowski, kap. Tański. Sekcja ta działała do czasu ukończenia budowy hali w Żninie, czyli do 1934 r. Poza tym w skład komitetu organizacyjnego weszli: Józef Braciszewski, Józef Bukowski, Władysław Heliński, Józef Piątkowski, Czesław Robiński, D. Wicherkiewiczówna.
     Oficjalne uroczystości rocznicowe rozpoczęły się 20 listopada 1930 r. akademią w Domu Polskim, po której przy dźwiękach orkiestry wojskowej uczestnicy przemaszerowali ulicami miasta. Tego dnia przybyły z Uniwersytetu Wileńskiego prof. Kazimierz Sławiński przekazał w darze na rzecz gimnazjum portrety Jana i Jędrzeja Śniadeckich. Następnego dnia dokonano aktu wmurowania kamienia węgielnego pod halę gimnastyczną przy gimnazjum, którego poświęcenia dokonał bp pomocniczy gnieźnieński Antoni Laubitz. W wygłoszonym przemówieniu dyrektor Jan Słomka podkreślał, że hala jest swego rodzaju hołdem wobec Jana Śniadeckiego w 100. rocznicę jego śmierci i ma służyć wychowaniu fizycznemu zarówno młodzieży z gimnazjum, jak i innych szkół, stowarzyszeń i związków w Żninie, mających w swoim programie prowadzenie sportowych zajęć. Licznie przybyli goście mieli okazję zwiedzić gimnazjum, uczestniczyć w obiedzie z delegacją mieszkańców zorganizowanym w hotelu Władysławy Smorowskiej oraz obejrzeć program słowno-muzyczny w Domu Polskim. Obchodom towarzyszyła atmosfera narodowego święta, domy w całym Żninie były przystrojone biało-czerwonymi barwami, a okna ozdobiono specjalnie na tę okoliczność wydanymi nalepkami. Zwieńczeniem uroczystości była iluminacja żnińskiej architektury.
     Kilka miesięcy później, 28 maja 1931 r. rozpoczęła się budowa hali, której uroczyste poświęcenie nastąpiło 10 czerwca 1934 r.  
     KRAJOZNAWCZA PASJA
     Jan Słomka jako dyrektor nie ograniczał się do administrowania gimnazjum i wytyczania kierunków jego rozwoju. Prowadził również lekcje historii. Według zachowanego sprawozdania, w pierwszym roku dyrektorowania uczył tego przedmiotu w klasach VI i VII, w których miał 6 godzin tygodniowo. W kolejnych latach było zapewne podobnie.
     Poza tym, z racji swoich zainteresowań Jan Słomka założył w gimnazjum Koło Krajoznawcze Młodzieży Szkolnej, które rozpoczęło działalność 10 stycznia 1929 r. W roku szkolnym 1929/30 należało do niego 31 uczniów. Celem działalności koła było przede wszystkim gromadzenie materiału krajoznawczego dotyczącego Żnina, czego efekty miały być zebrane w jednym z numerów czasopisma Orli Zlot. W zasobach koła był album widoków Żnina i okolicy, a w perspektywie planowano utworzyć szkolne muzeum krajoznawcze. Dyrektor był pełen optymizmu, jeśli chodzi o zdobywanie i poszerzanie wiedzy o ziemi pałuckiej jako odrębnym terenie etnograficznym.
     Na bazie tego koła 3 kwietnia 1929 r. między innymi z inicjatywy Jana Słomki powołano w Żninie oddział Polskiego Towarzystwa Krajoznawczego. Pierwszym prezesem zarządu został ówczesny burmistrz stolicy Pałuk Józef Bukowski, po którym funkcję tę objął Jan Słomka, a po nim Irena Matyklasińska. Dyrektor gimnazjum, choć nie był już później prezesem, nadal uczestniczył w pracach zarządu. Pod auspicjami PTK działało wspomniane wyżej koło krajoznawcze, do którego należeli uczniowie gimnazjum. Zarząd żnińskiego PTK organizował piesze, rowerowe i kolejowe wycieczki, występował z wykładami i przygotowywał kulturalne imprezy. Celem zarządu były także dużo dalej idące przedsięwzięcia, jak zorganizowanie Muzeum Ziemi Żnińskiej, czy wyremontowanie Baszty, której wnętrze miało być zaadaptowane na muzeum i siedzibę PTK.  
     Motorem napędowym dla działalności pałuckiego PTK stało się niewątpliwie odkrycie w 1933 r. przez Walentego Szwajcera osady prehistorycznej w Biskupinie, co dało asumpt do rozwoju ruchu turystycznego w regionie i samej organizacji krajoznawczej. W pamięci członków rodziny Słomków utrwalił się przekaz, jakoby w nawiązaniu kontaktu przez Walentego Szwajcera z prowadzącym później badania archeologiczne w Biskupinie prof. Józefem Kostrzewskim pośredniczył Jan Słomka, co zważywszy na jego kontakty i pozycję było całkiem możliwe.
     W grudniu 1934 r. w żnińskim gimnazjum ukazał się pierwszy numer szkolnej gazetki Z teki uczniowskiej, która w dużej mierze poruszała zagadnienia krajoznawcze, co wskazywałoby na wyjście inicjatywy jej wydawania ze strony dyrektora Jana Słomki. Świadczyć o tym może również zawarty w gazetce obszerny felieton Kochaj ojczyznę - zapisz się na członka Koła Krajoznawczego, w którym autor o pseudonimie Krajoznawca opisując regiony Polski zachęca do włączenia się w prace prężnie działającego szkolnego koła. Nie wiadomo jak długo wydawana była gazetka, gdyż nie zachowały się jej kolejne numery.
     Realizowanie krajoznawczej pasji przez Jana Słomkę w ramach PTK zaowocowało także tym, iż atrakcjom turystycznym Pałuk został poświęcony cały numer wydawanego w Warszawie Ilustrowanego Miesięcznika Krajoznawczego Ziemia z września 1936 r. Zawarte w nim zostały m.in. informacje o walorach turystycznych ziemi pałuckiej, wykopaliskach w Biskupinie i wybitnych ludziach, jak choćby Klemens Janicki. Wkład Jana Słomki w owy numer czasopisma polegał na opublikowaniu metryk Jana i Jędrzeja Śniadeckich, które do publikacji osobiście przetłumaczył z języka łacińskiego.
     POŻEGNANIE ZE ŻNINEM
     Z końcem roku szkolnego 1936/1937 miasto Żnin zrezygnowało z prowadzenia gimnazjum, co oznaczało poważne zmiany w sposobie zarządzania szkołą. Właścicielem placówki zostało powołane na zasadach spółdzielni Towarzystwo Szkolne w Żninie, które uzyskało na to zezwolenie Kuratorium Okręgu Szkolnego Poznańskiego. Wówczas zmieniono też nazwę na Prywatne Gimnazjum Koedukacyjne im. Braci Śniadeckich w Żninie oraz Prywatne Liceum Koedukacyjne im. Braci Śniadeckich.
     Zmiana w strukturze właścicielskiej poniosła za sobą zmianę na stanowisku dyrektora szkoły. Ze stanowiskiem musiał pożegnać się zasłużony dla rozwoju gimnazjum Jan Słomka, który kierował szkołą przez 9 lat.
     Jak można wnioskować z listu, który po tej decyzji napisali do zarządu Towarzystwa Szkolnego w Żninie nauczyciele gimnazjum (tekst poniżej), rozstanie z dyrektorem odbyło się w nie najlepszej atmosferze. Wybitni profesorowie postawili bowiem nowemu właścicielowi warunki pod groźbą nie przystąpienia do pracy w nowym roku szkolnym. Prawdopodobnie zostały one spełnione, biorąc pod uwagę, że nauczyciele ci rozpoczęli pracę w szkole od września 1937 r., a nowym dyrektorem został zaproponowany przez Towarzystwo Szkolne - Roman Piotrowicz, jeden z sygnatariuszy listu. - Musieli to być wspaniali ludzie - mówi o żnińskich nauczycielach Jolanta Kret, czytając ich pismo skierowane w obronie czci Jana Słomki.
     Na podstawie informacji pochodzących ze wspomnień udało się ustalić, że jedną z przyczyn jego odwołania mogło być przekroczenie budżetu na zakup książek i pomocy dydaktycznych dla szkoły. Z zachowanych dokumentów wynika jednak, że ocena pracy dyrektora dokonana przez żniński Magistrat była pozytywna, a z protokołu zdawczego przy przekazywaniu stanowiska dyrektora wynika tylko, że w bibliotece brakowało trzech książek.
     Inna z wersji, którą przekazała nam Zofia Słomkowa, głosi, że toczyło się przeciwko niemu postępowanie dotyczące niezbyt gorliwego obchodzenia świąt związanych z marszałkiem Józefem Piłsudskim już po jego śmierci, co miałoby podtekst polityczny, biorąc pod uwagę, że Jan Słomka współpracował kiedyś z Romanem Dmowskim. Kuratorium w Poznaniu nie dopatrzyło się jednak jakichkolwiek nieprawidłowości w tej sprawie.

Klasa IV żnińskiego gimnazjum przed lekcją gimnastyki, kwiecień 1934 r. fot. archiwum rodzinne Zofii Słomkowej Klasa IV żnińskiego gimnazjum przed lekcją gimnastyki, kwiecień 1934 r. fot. archiwum rodzinne Zofii Słomkowej

Reklama

     PROFESOR W ROLI SPRZEDAWCY
     Jak by nie było Jan Słomka wrócił w rodzinne strony do Tarnobrzega. Na drogę otrzymał od nauczycieli żnińskiego gimnazjum pamiątkowy dyplom i album z fotografiami przedstawiającymi Żnin i okolice oraz wydarzenia z życia szkoły. Zabrał też obraz przedstawiający jego dom, a narysowany przez nauczyciela rysunku Władysława Piekutowskiego.
     W Tarnobrzegu nie kontynuował pracy w szkole, ale otworzył sklep spożywczy, który jednak w dłuższej perspektywie chciał przekazać na rzecz szkoły handlowej, którą zamierzał stworzyć, organizując nawet komitet założycielski. Plany te pokrzyżowała wojna i wkroczenie Niemców do Polski. Jak się okazało, sklep rodziny Słomków został wytypowany przez Niemców jako ten, w którym ludność miała realizować kartki żywnościowe. Być może praca na stanowisku sprzedawcy uratowała Janowi Słomce życie, biorąc pod uwagę, że Niemcy w swojej polityce eksterminacyjnej wobec narodu polskiego w pierwszej kolejności likwidowali przedstawicieli inteligencji. W tym przypadku mogli nie wiedzieć, z kim mają do czynienia.
     - W czasie okupacji do sklepu dostarczane były przez partyzantów produkty żywnościowe pochodzące z okolicznych wsi od rolników, którzy zdawali sobie sprawę z panującego głodu w mieście. Było to duże ryzyko, ale coś trzeba było jeść - mówi Zofia Słomkowa.
     Na pracy w sklepie minął rodzinie Słomków czas okupacji. Kiedy w lipcu 1944 r. na ziemie polskie wkraczała Armia Czerwona, Jan Słomka już zaczął myśleć o organizowaniu życia szkolnego, aby zdążyć przed początkiem września. Po wyparciu Niemców w sierpniu pojawił się w miejscowej szkole. - Werbował nauczycieli, dzieci przynosiły krzesła, nikt z nich nie pytał o wynagrodzenie, bo najważniejsze było, żeby dzieci uczyć. Przewidywał jednak, że dotychczasowa okupacja zostanie zastąpiona kolejną - opowiada Zofia Słomkowa.
     Powrotu do pracy w szkole już nie doczekał. Pewnego zimowego dnia do domu rodziny Słomków wtargnęli funkcjonariusze NKWD, którzy dokonywali rewizji mieszkania. - Był duży mróz, a oni mu kazali stać całą noc w piżamie. Nie był dostatecznie ubrany, mieszkał w dość spartańskich warunkach, przeziębił się, rozchorował i to było później przyczyną jego śmierci - wspomina Zofia Słomkowa. Jan Słomka zmarł 21 stycznia 1945 r.  
     DOBRA PAMIĘĆ I KONTYNUACJA
     Potrafił zaszczepić we mnie zamiłowanie do historii i z regionu wydobyć wartości. Jestem temu wdzięczny i znajduję w tym zadowolenie. Gratuluję też udanych synów, wówczas miłych blondasków, obecnie dobrze służących ojczyźnie - takie m.in. słowa 28 lipca 1977 r. kierował w listownej korespondencji do żony Jana Słomki - Stanisławy, ks. proboszcz parafii pw. św Mikołaja w Łabiszynie Tadeusz Błażejewski, uczeń Jana Słomki w żnińskim gimnazjum (absolwent roku 1936).
     List ten powstał pod wpływem odsłonięcia 22 maja 1977 r. w Tarnobrzegu tablicy poświęconej ojcu dyrektora żnińskiego gimnazjum. Ksiądz proboszcz chciał się dowiedzieć, czy to wydarzenie ma rodzinny związek z dyrektorem Janem Słomką i przy okazji napisał kilka ciepłych słów ze swoich wspomnień z czasów nauki w Żninie. Z treści listu wynika, że był to już drugi z kolei list, a żona Jana Słomki na pierwszy odpowiedziała rozwiewając pozytywnie jego wątpliwości.
     Ksiądz Tadeusz Błażejewski wspominając synów Jana i Stanisława jako dobrze służących ojczyźnie nie mylił się, gdyż nie tylko oni, ale także wnuki i prawnuki Jana Słomki wzięły sobie do serca wpajane w rodzinie z pokolenia na pokolenie wartości, jakie wiążą się ze zdobywaniem wiedzy i wykształcenia. Kolejni z nich kończyli i kończą edukację na różnego rodzaju kierunkach uniwersyteckich w kraju i za granicą.


     Niżej podpisani członkowie Grona Nauczycielskiego Miejskiego Gimnazjum im. Braci Śniadeckich w Żninie zebrani do omówienia sytuacji, wywołanej przejściem od nowego roku szkolnego administracji gimnazjum w ręce Towarzystwa Szkolnego w Żninie niniejszym wyrażamy serdeczne ubolewanie nad krzywdą moralną, wyrządzoną przez Towarzystwo Szkolne Panu Dyrektorowi Słomce, którego, bez względu na wielkie zasługi, położone podczas dziewięcioletniego kierownictwa uczelnią, wyprowadzenia jej ze stanu upadku do stanu dzisiejszego i uzyskania przez nią pełnych praw państwowych, usunięto bezpodstawnie od możności kontynuowania swej owocnej i bezinteresownej pracy dla dobra Gimnazjum.

Reklama

     Jednocześnie obecni uchwalają wystąpić do Zarządu i Rady Nadzorczej Towarzystwa Szkolnego z następującymi żądaniami:

     1) Towarzystwo Szkolne da Panu Dyrektorowi Słomce pełne zadośćuczynienie za wyrządzoną mu krzywdę moralną oraz za wieloletnią, pełną poświęcenia pracę na rzecz Gimnazjum.

     2) Towarzystwo Szkolne zobowiąże się do zlikwidowania w najbliższym czasie weksli, podpisanych przez Pana Dyrektora Słomkę w związku z budową hali gimnastycznej.

     Od spełnienia tych postulatów członkowie Grona Nauczycielskiego uzależniają swoją gotowość do rozpoczęcia swoich rokowań o podjęcie pracy nauczycielskiej w Gimnazjum Żnińskim w następnym roku szkolnym.

Reklama

     Niniejszą uchwałę, redagowaną na piśmie zebrani doręczają Panu Dyrektorowi Słomce jako swemu przełożonemu z wyrażeniem głębokiej czci i uznania dla Jego pracy oraz podziękowania za zawsze przychylny i życzliwy stosunek do całego grona.

     Żnin dnia 26 kwietnia 1937 roku

     Poniżej podpisy nauczycieli: Włodzimierz Guszta, Jadwiga Krzeszówna, Henryk Malak, Stanisław Miracki, Jadwiga Piotrowiczowa, Roman Piotrowicz, Stanisław Synak, Zofia Świerczewska, ks. Stanisław Wiśniewski, Weronika Wygocka.

 

 

Bartosz Woźniak,

Pałuki nr 1259 (13/2016)

 

Dawniej i dziś. 90 lat Gimnazjum i Liceum Ogólnokształcącego im. Braci Śniadeckich w Żninie, Bydgoszcz 2013.
Hoffman A., Początki żnińskiego gimnazjum, Wzrok Ludu nr 41/1993. Wydanie specjalne - 70 lat Liceum Ogólnokształcącego im. Braci Śniadeckich.
Księski J., Zapomniana gazetka, Pałuki nr 49 z 18 grudnia 1997 r.
Słomka J., Pamiętniki włościanina. Od pańszczyzny do dni dzisiejszych, Kraków 1929.
W 100. rocznicę śmierci Jana Śniadeckiego, Pałuczanin nr 131 z 16 listopada 1930 r.
70 lat PTK - 45 lat PTTK w Żninie. 1929-1945-1999, Żnin 1999.
Żnin. 750 lat dziejów miasta. Praca zbiorowa pod redakcją Tadeusza Janickiego, t. 1, Żnin 2013.
Zbiory archiwalne rodziny Słomków.

 

DN2023

 

S2UFLADA

Aplikacja na Androida

Źródło i opracowanie własne Aktualizacja: 05/07/2025 07:00
Reklama

Komentarze opinie

Podziel się swoją opinią

Twoje zdanie jest ważne jednak nie może ranić innych osób lub grup.

Komentarze mogą dodawać tylko zalogowani użytkownicy.

Zaloguj się

Reklama

Wideo palukiznin.pl




Reklama
Najnowsze wiadomości