Reklama

Wspomnienie o Jerzym Morawskim z Rogowa - matematyku z pasją

18 marca 2005 roku do naszej redakcji dotarł mail od Waldemara Koczkodaja z Kanady: "Studiowałem z Morawskim z Pałuk - bardzo ciekawa postać. Później został nauczycielem matematyki na Pałukach. Może go znacie?" Odpisaliśmy, że Jerzy Morawski nie żyje. Dziś, dzięki Waldemarowi Koczkodajowi, wspominają go koledzy z liceum i ze studiów, naukowcy z dwóch kontynentów.

  Pamięć o Jerzym Morawskim z Rogowa będę zawsze łączył ze zdarzeniem, które kojarzy mi się z historią wozu Drzymały. Za komuny odmówił uczenia się języka rosyjskiego, co było niewątpliwie wyczynem godnym podziwu. 
    Jurek Morawski urodził się w Żninie w 1951 roku. Był niezwykle uzdolnionym matematykiem. Przyjechał do Warszawy w 1967 roku jako zwycięzca olimpiady matematycznej dla szkół podstawowych z województwa bydgoskiego. W latach 1967-1971 uczył się w XIV Liceum Ogólnokształcącym w Warszawie im. Stanisława Staszica (w tamtych czasach Klementa Gottwalda). 
    Liceum Staszica miało burzliwą historię. Zostało zlikwidowanie przez Ministra Oświaty w 1950 roku, a później przemianowane na Gottwalda. Według Wikipedii, Klement Gottwald był czechosłowackim działaczem komunistycznym i pierwszym "robotniczym" prezydentem Czechosłowacji. Zmarł niedługo po Stalinie - podobno zaziębił się na jego pogrzebie.

Reklama

Jerzy Morawski, fot. Jacek Mielcarzewicz

     Jeden z przyjaciół Jurka, Marek Walczak, tak wspomina tamte lata: - "Mieszkałem z kolegami w bursie na Raszyńskiej, ale przez kilka miesięcy w pierwszej klasie jedliśmy wszystkie posiłki (łącznie ze śniadaniami i kolacjami) w szkolnej stołówce. Nie czuję się godny opisywania kolacji, w czasie których serwowaliśmy sobie np. resztkowe 2 wiadra kisielu. Ciekawe było używanie windy przeznaczonej do przesyłania talerzy z kuchni do stołówki do "transportu licealistów". Aha, zapomniałem dodać, że przy kolacji obowiązywała samoobsługa, tzn. klucze do kuchni, gdzie jedliśmy, pobieraliśmy i zwracaliśmy na portierni. Na stołach czekały na nas przygotowane porcje kolacyjne, w wiadrach resztki ze stołówkowego obiadu. Wszyscy przeżyli. Uczniów zamieszkałych w bursie szkoła otaczała szczególną opieką, już choćby z tego powodu, że utrudniony był kontakt szkoły z rodzicami. Jeśli sobie dobrze przypominam, moi rodzice odwiedzili szkołę w ciągu 4 lat tylko raz (w 1 klasie)".
    Marek Walczak napisał do mnie: "Jurek oczywiście przez wszystkie lata nauki w liceum był jedną z centralnych postaci w klasie i w internacie. Był przedmiotem zainteresowania pań z Komitetu Rodzicielskiego, z uwagi na swój wiecznie blady wygląd. Wzbudzał litość pań skromnym ubraniem, które nosił (a raczej nie nosił) w zimie. Panie nie wiedziały, że Jurek po prostu nie cierpiał szalików i czapek, nawet w największe mrozy. W internacie mimo to chorował bardzo rzadko, był najbardziej z nas zahartowany".
    Nauczycielami matematyki w Liceum Staszica byli asystenci z Wydziału Matematyki UW. Jednym z nich był Zbigniew Szurig, znany polski teoretyk i mistrz brydżowy, który w ramach zajęć pozalekcyjnych postanowił uczyć szesnastolatków podstaw teoretycznych brydża. Skończyło się wielką awanturą, gdy cała klasa zaczęła traktować brydż jako zajęcie główne. Pozostałe lekcje były dodatkiem do turniejów brydżowych. Przez długi czas brydż był zakazany w szkole, ale nie w bursie na Raszyńskiej, gdzie mieszkał Jurek wraz z innymi uczniami Staszica spoza Warszawy, m.in. ze Stanisławem Szarkiem, Bartoszem Milewskim, Edwardem Howorka, Markiem Wasiucionkiem i Markiem Walczakiem. W bursie można było grać całą noc, byleby nie widział wychowawca.
    Jurek reprezentował Polskę w 1970 r. na XII Międzynarodowej Olimpiadzie Matematycznej, która odbyła się na Węgrzech. Gimnazjum Staszica nadal słynie z największej liczby wychowanków w finałach olimpiad matematycznych. 
Jurka Morawskiego poznałem w trakcie wspólnych studiów na Politechnice Warszawskiej na wydziale znanym dziś jako Wydział Matematyki i Nauk Informacyjnych, a przed 1999 rokiem jako Wydział Fizyki Technicznej i Matematyki Stosowanej. Za naszych czasów było to Studium Podstawowych Problemów Techniki przy Elektronice i uważane było za najbardziej elitarne studia techniczne w Polsce. Nabór na te studia był bardzo rygorystyczny. Bardzo trudno było tam się dostać, a łatwo wyskoczyć przed czasem za oblanie tylko jednego przedmiotu. Jurka, jako laureata olimpiady matematycznej, przyjęli bez egzaminu. Zakwaterowali go do naszego akademika przy ulicy Księcia Janusza na Kole. Okazało się, że podobnie jak ja, był pasjonatem brydża. Zorganizowałem więc grupę zapaleńców i wkrótce w klubie studenckim "Remiza" graliśmy brydżowy maraton, który trwał 72 godziny. Przyniosło to "Remizie" rozgłos oraz zainteresowanie i dotacje finansowe ze Zrzeszenie Studentów Polskich. 
    Z okresu studenckiego pamiętam Jurka jako niesamowicie spokojnego człowieka, którego nie sposób było wyprowadzić z równowagi. Był wysoki i szczupły. W akademiku wsławił się spaniem w krawacie. Aby nie było nieporozumień, wyjaśniam, że nie chodził on w krawacie, by później zwalić się się w nim do łóżka, lecz zakładał ten krawat do spania. Podczas jednego z seansów brydżowych, a graliśmy często na zmiany, zapytałem Jurka dlaczego zakłada krawat do łóżka. Z wielkim spokojem odpowiedział: "bo w krawacie jest cieplej". Jak się sam później przekonałem, miał rację. W latach 70. ogrzewanie akademików studenckich pozostawiało wiele do życzenia. Węgiel najchętniej sprzedawany był na Zachód, stąd ciągle brakowało go na grzanie akademików. Zapewne władze wychodziły z założenia, że kto odporniejszy to przeżyje, a ci mniej odporni, mniej przydatni do budowy socjalizmu, nie muszą kończyć studiów.
    Pomimo nagminnego grania w brydża, Jurek radził sobie bardzo dobrze z niemalże wszystkimi przedmiotami na studiach. Większość z nich stanowiły przedmioty ścisłe, związane z matematyką. Na nieszczęście Jurka jednym z obowiązkowych przedmiotów był język rosyjski. Tego przedmiotu, głównie z uwagi na nieobecności na obowiązkowych lektoratach, nie udało mu się zaliczyć. Kłopotami Jerzego, o którym istniała zgodna opinia, że był jednym z najzdolniejszych studentów na naszym kierunku, zainteresował się ówczesny dziekan prof. Żakowski, znany polski matematyk i założyciel naszego kierunku studiów (zwany przez nas pieszczotliwie Żakiem). Dziekan wezwał Jerzego do swego gabinetu i po cichu, bo z tego powodu mógł mieć za komuny spore kłopoty, dał mu do zrozumienia, że tak naprawdę nie musi on znać tego rosyjskiego perfekt i wystarczy, aby pokazał się na egzaminie komisyjnym, a on, jako dziekan, dołoży wszelkich starań, aby mu ten rosyjski zaliczono. Do dziś nie wiem dlaczego, ale Jurek nie poszedł na ten komis i dziekan, z wielkim bólem serca, zmuszony był skreślić go z listy studentów. Osobiście przypuszczam, że Żak długo nie mógł pogodzić się ze stratą tak zdolnego studenta. 
    Naukę Jurek kontynuował na Wydziale Matematyki Uniwersytetu Warszawskiego. Po paru jednak latach zniechęcił się i wyjechał na Pałuki. Został nauczycielem matematyki w szkole w Rogowie i był nim tam do końca życia. Był doskonałym nauczycielem. Wielu jego uczniów wygrywało olimpiady matematyczne. Studia matematyczne Jurek kończył zaocznie dopiero po latach. 
    Ostatnie cztery lata swego życia Jurek poświęcił pracy w amerykańskiej firmie "Reliable Software", założonej przez Bartka Milewskiego. Poświęcał tej firmie każdą wolną chwilę. W szkole przez ten czas pracował 9 godzin tygodniowo. Znając go przypuszczam, że wynik jego pracy przyczynił się do sukcesu "Reliable Software", bo we wszystko czym się zajmował, wkładał cała swoja duszę i energię. Taki już był.
    W swoim czasie Jurek był mocno zaangażowany w działalność "Solidarności". Za nowych czasów Jurek działał w Unii Wolności.
    Zmarł przedwcześnie 3 listopada 2002 roku. Pozostawił ukochaną żonę Krystynę i dwie cudowne córki, Martę i Julię, które odziedziczyły po ojcu talent do nauk ścisłych. Wnuka nie zdążył już zobaczyć. Wieść o jego śmierci dotarła do mnie w Kanadzie dopiero teraz. Nadal jestem tym zaskoczony i wstrząśnięty. Jestem pewien, że mógł wykształcić jeszcze wielu dobrych matematyków w Polsce. 
    Jurek był człowiekiem, o którym się opowiadało. Był też bardzo dobrym obserwatorem życia, ale przede wszystkim był wspaniałym rozmówcą (pod warunkiem, że udało się go to tego zachęcić). Rozmów z Jurkiem nigdy nie zapomnimy, kształtowały one nasze intelekty i nasze charaktery. Cytując Stanisława Szarka, profesora matematyki na uniwersytetach w Paryżu i Case (USA): - "W pewnym sensie Twoja cząstka żyje w tych z nas, którzy mieli szczęście Cię znać". 
    Panie Jerzy, tym tekstem chciałbym Ci oddać hołd i złożyć podziękowania za to, że losy nasze skrzyżowały się przed laty.

Reklama

Waldemar W. Koczkodaj, Pałuki nr 689 (17/2005)

Waldemar W. Koczkodaj jest pełnym profesorem (odpowiednik polskiego profesora zwyczajnego) informatyki na Uniwersytecie Laurentian w Kanadzie.

DN2023

Aplikacja na Androida

Reklama

Komentarze opinie

Podziel się swoją opinią

Twoje zdanie jest ważne jednak nie może ranić innych osób lub grup.

Komentarze mogą dodawać tylko zalogowani użytkownicy.

Zaloguj się

Reklama

Wideo palukiznin.pl




Reklama
Najnowsze wiadomości