Dlaczego Józefa Piłsudskiego trzeba cenić? Czy można mówić o cudzie nad Wisłą? Za co należy chwalić dwudziestolecie międzywojenne? Na te i inne pytania można znaleźć odpowiedź w rozmowie z dyrektorką szubińskiej dwójki i nauczycielką historii Gabrielą Rojek.
To miała być rozmowa o zakończonej właśnie historii 26 lat pracy Gabrieli Rojek na stanowisku dyrektorki Szkoły Podstawowej nr 2 w Szubinie. Miało być o sukcesach, o tym jak zmieniła się oświata, czy gimnazja były potrzebne. Nie udało się, rozmowa skręcała cały czas na historię, ale tę dużą. Wyszło w sam raz na dzisiejsze święto 15 sierpnia.
Remigiusz Konieczka: - Kiedy pani zaczęła pracę w oświacie?
Gabriela Rojek: - Moją przygodę jako nauczyciel historii zaczęłam w Szkole Podstawowej nr 1 w Nakle. Było to 1 września 1986 roku.
- Tak niedawno!
- Jak dzieciom czasami mówię, że to było w XX wieku, to zaczynają pojawiać się uśmiechy lub radość, bo często są roczniki, które już nie pamiętają XX wieku. Później przez chwilę uczyłam w Szkole Podstawowej numer 4 na ul. W. Łokietka w Nakle. W 1997 złożyłam dokumenty w konkursie na dyrektora do Szkoły Podstawowej numer 2 w Szubinie. I wygrałam ten konkurs, zostałam dyrektorem. Czyli było to…
- Też niedawno.
- 26 lat temu.
- Czy historia, jako kierunek studiów, była wyborem z miłości czy z konieczności?
- Z miłości. Na historię, poszłam wbrew rodzicom. Rodzice mieli dla mnie zupełnie inny pomysł na życie, natomiast ja się uparłam i chciałam być nauczycielem. Mam rodzeństwo, tylko ja jestem związana z oświatą. A dlaczego historia? Czasem się śmieję, że my jesteśmy genetycznie ukierunkowani na historię. Mój młodszy brat skończył archiwistykę i też się interesuje historią. Ja w klasie szóstej szkoły podstawowej byłam po raz pierwszy na gminnym konkursie historycznym. Przywiózł mnie tutaj mój wychowawca i nauczyciel historii ze Szkoły Podstawowej w Turze, bo ja ukończyłam podstawówkę w Turze.
- Do jakiego liceum pani uczęszczała?
- Do Krzywoustego w Nakle. I tam też historia była moim konikiem. Mam coś takiego, że nie pamiętam, abym musiała się uczyć historii, ponieważ jest to nauka bardzo logiczna jeżeli się rozumie powiązania przyczynowo-skutkowe.
- Tę wiedzę przyswajała pani naturalnie?
- Tak, naturalnie. Czytanie lektur na UMK w Toruniu, bo przecież to było normalne, że do egzaminu mieliśmy przygotować po dziesięć czy siedem lektur, zarówno z historii powszechnej jak również z historii Polski, przyswajałam szybko. Najgorszą ocenę jaką miałam w indeksie to 4,5. Pamiętam mój egzamin wstępny na studia w Toruniu. Trzeba było zdawać historię pisemną, język rosyjski, historię ustną i geografię ustną. Kandydowały cztery osoby na jedno miejsce. Na geografii był największy odsiew. Pamiętam, że pisałam pracę dotyczącą Stanisława Augusta Poniatowskiego: „Bohater czy zdrajca”. Nie zapomnę tego do końca życia, ponieważ było nas sporo, wielu wybrało ten temat, a ja jako jedna z nielicznych broniłam Stanisława Augusta Poniatowskiego.
- Dlaczego?
- Ten pogląd jeszcze dopiero jak gdyby kiełkował w źródłach, że ten nasz ostatni król, to nie był taki ostatni łamaga, że jednak trochę tej estymy mu się należy. Moja ocena Stanisława Augusta była wówczas niepopularna. Kiedy pojechałam na ogłoszenie wyników, oczywiście z sercem w gardle, to się okazało, że byłam dość wysoko na liście.
- Jaki jest pani ulubiony okres historii?
- To okres międzywojenny. Zdecydowanie. Dlatego mnie, jako nauczyciela historii, strasznie denerwowało to, że w gimnazjum historia kończyła się na 1918 roku. Ale nie lubię wojen, może dlatego, że jako dziecko nasłuchałam się od mamy o losach dziadka. Mój dziadek zginął w obozie KL Stutthof. Mama się wychowywała już po wojnie bez ojca i opowiadała ciągle jak to było. O tym jak przyszło SS, bo dziadek pomagał partyzantom, a partyzanci zgubili listę z adresami. Moja mama pochodzi spod Gdańska. Dziadkowie ze strony ojca spod Krakowa, więc historia rodzinna była ciągle żywa. Pamiętam te wieczorne dyskusje z dziadkiem, z mamą i z tatą. Dziadek i tata opowiadali o wojnie, to że niemieccy żołnierze nawet jak przegrywali, jak byli w rozsypce, to byli ogoleni i starali się o to, by ich mundury były w jakimś tam ładzie. Natomiast rosyjscy żołnierze byli obszarpani, brudni i w ogóle nie wyglądali jak armia. I tato, jako dziecko, przede wszystkim taki obraz zapamiętał. Mama opowiadała o wyzwoleniu Pomorza Gdańskiego przez Rosjan. Często opowieści bliskich różniły się z przekazem szkolnym.
- Czyli historia była w pani życiu obecna od dziecka?
- Dlatego my rodzinnie jesteśmy po prostu na nią skazani. Mój brat uczył się w liceum na profilu humanistycznym, ja także w humanistycznym, a moja siostra brała udział w konkursach historycznych. Poza tym w domu było dużo książek historycznych. I nie tylko książek. Dla dzieci w naszym domu zawsze był "Świerszczyk" i był "Płomyczek", takie czasopisma dla dzieci i młodzieży. Jeżeli były publikowane rozdziały książek , to je wycinaliśmy, a potem układaliśmy te książki i mieliśmy do nich szacunek. Teraz jak słyszę, że ktoś robi remont i pyta mi się, czy mogę do biblioteki przyjąć książki, bo one w domu są zbędne, to ja jestem przerażona.
- Ulubiony okres to dwudziestolecie międzywojenne, a pani ulubiona postać historyczna?
- Piłsudski.
- To kontrowersyjny idol. Nawet w dzisiejszych czasach. Ja na przykład mam z Piłsudskim pewien problem. Dzisiaj dla mnie Piłsudski to, obok ojca niepodległości, również zamachowiec, który w maju 1926 roku podniósł rękę na demokrację w Polsce. Doprowadził do ustąpienia legalnie działających władz.
- Dobrze, że pan nie mówi o jego życiu osobistym, bo niektórzy właśnie zarzucają kontrowersje z tą sferą jego życia. Piłsudski miał wyczucie polityczne. To jest jedno. Trochę jest tak, że zabrakło go w latach 30. Zabrakło go, kiedy już chorował. Natomiast Konstytucja Marcowa nie dawała szans na demokrację. Miał rację mówiąc, że to jest „konstytuta prostytuta”. On tak to określał, bo nie można było prowadzić takiego państwa jak Polska, po ponad wiekowym niebycie państwowym, gdzie naprawdę powinno się dziać dużo konstruktywnego, a była ciągła awantura w Sejmie.
- Sejmikowanie i awantury wychodziły nam najlepiej w pierwszej, drugiej i teraz trzeciej RP. Dopóki była silna władza centralna, w sensie dynastia Jagiellonów, to było dobrze. Sejmikowanie zaczęło się od wolnych elekcji.
- Nie do końca, bo Jagiellonowie byli królami elekcyjnymi. Musieli wydawać przywileje szlacheckie, by szlachta zatwierdziła ich wybór. Tak naprawdę ustrój polityczny od XVI wieku do XVII, kiedy zaczęła się anarchia, się nie zmienił. Zmieniła się tylko mentalność ludzi. My jako naród uwierzyliśmy, że jesteśmy przedmurzem chrześcijaństwa, że jesteśmy najlepsi, że nie musimy już wysyłać dzieci szlacheckich na studia zagraniczne, bo jest u nas już tak dobrze jak nigdzie indziej, że tolerancja już jest zbędna, że trzeba to zmienić. Już w XVI wieku można było korzystać z liberum i wybierano tak naprawdę króla, no bo każdorazowo trzeba było jednak przyklepać tego kolejnego Jagiellona, ale nie było tak źle jak w kolejnych wiekach. Mnie przeraża to, że Polacy się nie uczą na historii. Nie wyciągają z niej wniosków. Zamiast nie powielać tego co robiliśmy źle, to pamiętamy o tym w złych czasach, ale kiedy jest troszeczkę lepiej, wracamy do starych zwyczajów, przywar i mamy to co dzisiaj. Potrafimy się zarzynać za jedno zdanie, za jakieś poglądy polityczne.
- To jak jest u nas z tą znajomością historii?
- Tutaj muszę opowiedzieć pewną historię o wycieczce w Bieszczady i wizycie w Baligrodzie, ale po kolei. Jak jeszcze byłam nauczycielką z krótkim stażem zawodowym, musiałam zrobić kącik pamięci poświęcony gen. Karolowi Świerczewskiemu. Dyrektor, matematyk, był odporny na moje argumenty i kazał mi zrobić ze Świerczewskiego bohatera. Potem przyszła transformacja i ten sam dyrektor na radzie pedagogicznej powiedział, że nauczyciel historii przygotuje argumenty, aby zdjąć patrona Świerczewskiego z tej szkoły. I oczywiście je przygotowałam, bo uważam, że Świerczewski nie powinien być patronem żadnej szkoły. Zatem życiorys Świerczewskiego znam dobrze. I jak byłam w Bieszczadach [w Baligrodzie zginął gen. Świerczewski - przyp. rk], jakiś młody człowiek, a był z rodziną, pytał się gdzie jest ten pomnik Świerczewskiego. Ja powiedziałam, że słusznie, że go rozebrali. I niepotrzebnie to słusznie powiedziałam. Wyszłam naiwnie z założenia, że jednak ten młody człowiek już tą nową historię zna. I mówię, że Świerczewski nie powinien stać na cokole, na piedestale. Muszę panu powiedzieć, że moja siostra, z którą byłam, odeszła, bo myślała, że my się pobijemy. On mnie o ten pomnik mocno zaatakował. Stwierdził, że niepotrzebnie został zdjęty z piedestału, że to jest człowiek, który bronił Bieszczad i zarzucił mi, że to ja jestem niedouczona i kazał mi nauczyć się historii. Tłumaczyłam, że to nie jest bohater, ale on sobie nie dał nic powiedzieć. Stwierdziłam, że jednak ta historia u nas kuleje.
- Z czego to wynika? Z tego, że historii używa się jak narzędzia? Bierzemy fakty, które pasują nam do jakieś narracji?
- Nie z historii. Nie z faktów historycznych. Upolitycznia się interpretację faktów, gdyż fakty nie podlegają dyskusji. Historia jest nauką, a każdą naukę można wykorzystać politycznie, na przykład biologię, a z tej biologii różne dziedziny dotyczące na przykład płodności, niepłodności, genetyki itp.
- Też nad tym ubolewam. Ostatnimi czasy odnoszę takie wrażenie, ponieważ w dyskusji o polskim podziemiu wyłania się obraz taki, że Żołnierze Wyklęci byli lepsi niż całe AK w ogóle. Mówią o tym ludzie sympatyzujący czy związani z jedną opcją polityczną. Prawica ich gloryfikuje, a lewica wskazuje na ich rysy. Teraz jest taki trend, bo mówimy o 1 marca, o Dniu Żołnierzy Wyklętych, żeby o tym podziemiu po 1945 mówić i tych ludzi przypominać. I dobrze, bo dzisiejsi Polacy o nich, jeśli wiedzą, to mało, albo wcale. Ale też mam poczucie, że o historii dyskutujemy zero-jedynkowo, a przecież nie wszyscy Wyklęci, nie wszyscy generałowie Września, nie wszyscy AK-owcy byli krystaliczni.
- To jest też nasza cecha narodowa. Nie potrafimy wyciągnąć złotego środka. I tak jak pan mówi. Chodzi o odczarowanie postaci historycznej, bo to również byli ludzie. Tak jak Władysław Broniewski, patron naszej szkoły. Wie pan, że ja musiałam bronić Broniewskiego? Niekoniecznie to było w mojej naturze, ale ten człowiek musiał tutaj żyć, musiał funkcjonować, poszedł w alkohol, bo już nie mógł tego wytrzymać, nie wyjechał, próbował tworzyć, dał się trochę zmanipulować. I porównywanie go do Miłosza czy do jeszcze kogoś innego kto tworzył za granicą w okresie PRL-u, to jest nieporozumienie. Kiedy była weryfikacja patronów szkolnych po 1989 roku, to pojawiła się lista Polaków, których trzeba było zdetronizować. Ja to śledziłam i czekałam, szczerze mówiąc, kiedy się pojawi na tej liście Broniewski [notabene żołnierz 1 pułku piechoty Legionów Piłsudskiego, uczestnik wojny polsko-bolszewickiej - przyp. red]. Na szczęście się nie pojawił. Ja mam na szkolnym sztandarze cytat z twórczości naszego patrona, który właściwie pasuje do dzisiaj: - że mamy iść, że nie mamy się przejmować, że mamy pokonywać trudności. Oczywiście, że można to obśmiać, skrytykować i tak dalej, ale takie były czasy i tacy byli ludzie.
- Można zatem powiedzieć, że dzięki pani Broniewski jest jeszcze patronem tej szkoły?
- Natomiast w gimnazjum, jak zaczęliśmy mówić o patronie, ponieważ zostaliśmy zespołem szkół, a niekoniecznie chciałam, żeby Broniewski był też patronem gimnazjum, to zaproponowałam Piłsudskiego. Opór był o totalny. Pojawiały się argumenty, że przede wszystkim nie poparł Powstania Wielkopolskiego, nie pomógł i nie może być patronem. Z drugiej strony rozumiem, że to jest tak lokalnie postrzeganie. Natomiast dla mnie on jest fenomenem, bo miał tą intuicję polityczną i faktycznie nie zawsze wpasowywał się w oczekiwania społeczne, a mógł, to mimo wszystko...
- Mimo wszystko był państwowcem tak zwanym.
- Był patriotą po prostu.
- Co jeszcze panią fascynuje w okresie międzywojennym?
- To, że to trwało tylko 20 lat, a dużo zrobiliśmy jako Polacy. Dla państwowości to jest naprawdę malutko. Zrobiliśmy masę dobrych rzeczy: Gdynia, magistrala węglowa, centralny okręg przemysłowy, równouprawnienie kobiet i prawa wyborcze dla kobiet. Odbudowa państwa, którego nie było w niektórych przypadkach prawie 150 lat.
- Reforma monetarna, walka z hiperinflacją.
- I udana tak naprawdę walka. Fakt, że porażką była reforma rolna, ale patrząc na to co przez te 20 lat się udało zrobić, przy takim rozbiciu politycznym, to jest godne podziwu. Gdzie Piłsudski - a propos, właśnie zamachu stanu - Piłsudski nie wykorzystał stanowiska Naczelnika Państwa tylko do swojego celu. On od razu stworzył Małą Konstytucję, żeby przygotować wybory do Sejmu, więc zarzucanie mu, czy mówienie, że od razu chciał być dyktatorem jest niesprawiedliwe. No dobrze, proszę mi powiedzieć, bo jako historyk badam ten wątek. Dlaczego Polacy wolą Napoleona niż Piłsudskiego? No na litość boską, ja tego nie umiem wytłumaczyć.
- Bo mamy zafałszowany obraz Napoleona. Uczy się i mówi o nim patrząc tylko na jedną stronę medalu, jako męża stanu. Europa patrzy na niego jak na dyktatora, a my go gloryfikujemy.
- Ja przez 38 lat, jak uczę historii zawsze przeprowadzałam sąd nad Napoleonem i zawsze go ocenialiśmy. Nie był dobrym strategiem ani człowiekiem, a dla Polski nie zrobił totalnie nic. A tak naprawdę Piłsudski odmawiając złożenia przysięgi na wierność cesarzowi Austrii, ryzykował wszystko. Mógłby być zgładzony, ludzie mogli być wcieleni siłą do armii, on mógł nie wyjść z tego więzienia. Nie miał pewności, że to się wszystko ułoży. No i wojna polsko-bolszewicka. Możemy iść w stronę Endecji i powiedzieć, że miał szczęście. Bo zdarzył się cud. Jednak pan wie dokładnie, że ten cud nad Wisłą to wcale nie był cud, tylko Endecja po prostu obśmiała Piłsudskiego, że to nie jest jego zasługa. Przecież on też znowu ryzykował wszystko robiąc taki manewr. Nie mógł przewidzieć, że generałowie rosyjscy się nie porozumieją. Mogło to się skończyć naprawdę zdobyciem przez nich Warszawy. I możemy teraz powiedzieć, że to było szaleństwo, bo nie zostawił oddziałów w Warszawie. Nie wiem, czy by zdążył czy nie, ale te wszystkie szczegóły, które dopracował jako szef świadczą o tym, że naprawdę wiedział co robi. I był dobrym dowódcą.
- Według niektórych, bez delegacji francuskich by sobie nie poradził.
- A wie pan, jak potraktował delegację francuską? On ich wezwał i powiedział, że nie potrzebuj doradców, że sobie poradzi z dowództwem. On potrzebuje broni. To jest podobna sytuacja jak dziś w Ukrainie.
- Wojna polsko-bolszewicka, to też wątek ukraiński.
- Ta nasza historia musiałaby zostać odczarowana, m.in. też stosunki polsko-ukraińskie. Wrócę do Piłsudskiego. W 1920 roku z jednej strony byliśmy my i z drugiej strony Semen Petlura. Byśmy musieli zacząć od tego, że Piłsudski trochę oszukał ich, a nawet bardzo, bo my wyszliśmy z tego obronną ręką, a oni nie mieli państwa. Ale teraz czy my możemy mieć pretensje do Piłsudskiego? Nie, my powinniśmy być mu wdzięczni, bo dobry polityk to jest taki, który najpierw myśli o swoim kraju, a potem dopiero o sąsiadach, a nie odwrotnie. Mam wrażenie, że obecni politycy najpierw myślą o bieżących korzyściach a nie o dłuższej perspektywie. I skutkach takiego działania.
- Zgadza się. Spotkaliśmy się jednak w związku z zakończeniem przez panią pracy na stanowisku dyrektora SP nr 2 w Szubinie. Będzie miała pani do dyspozycji trochę więcej czasu. Jak pani lubi spędzać czas wolny?
- Kiedyś biegałam albo szłam na taki szybki spacer. Teraz po prostu biorę książkę, która przenosi mnie do zupełnie innego świata.
- Czy to są książki historyczne?
- Raczej są to książki historyczne. Na przykład historia polski Władysława Pobóg-Malinowskiego. Przeczytałam ją jak dobry kryminał.
- Co teraz będzie pani robić, będąc poza oświatą? Podróż dookoła świata?
- Nie. Sporo już zwiedziłam za granicą i doszłam do wniosku, że nie byłam w wielu miejscach w kraju. Dlatego odwiedziłam między innymi Bieszczady i byłam zachwycona. Można spokojnie powędrować, nie ma tych tłumów, nie ma deptania sobie po piętach. Co po szkole? Działka, odpoczynek i reset. Mam też mam kilka pomysłów na siebie.
- Dziękuję za rozmowę.
- Również dziękuję!
z Gabrielą Rojek, która kierowała ponad ćwierć wieku Szkołą Podstawową nr 2 w Szubinie rozmawiał Remigiusz Konieczka, sierpień 2023
DN2023
S2UFLADA
Twoje zdanie jest ważne jednak nie może ranić innych osób lub grup.
Komentarze mogą dodawać tylko zalogowani użytkownicy.
Komentarze