Reklama

Zwolnienia, otwierane listy i brak chęci współpracy

Przedstawiciele Związku Zawodowego Elżbieta Rydlewska i Zenon Tyburek mają wiele do zarzucenia dyrektor Szkoły Podstawowej w Mamliczu Wiesławie Mikołajczak

     fot. Magdalena Kruszka

Mamlicz, szkoła podstawowa, dyrektor, Wiesława Mikołajczak, zwolnienia, konflikt, interwencja
     Zwolnienia, otwierane listy i brak chęci współpracy
     W szkole w Mamliczu trudno ukryć konflikt, jaki istnieje między dyrektor a niektórymi pracownikami i rodzicami. Radni stwierdzili, że chęci porozumienia nie ma, a formuła rozwiązania konfliktu poprzez regularne spotkania wyczerpała się, choć odbyły się zaledwie dwa takie spotkania. Osoby składające skargę opowiadały o swoich zarzutach wobec dyrektor. Dyrektorka nie zdecydowała się zmierzyć z zarzutami osobiście na posiedzeniu komisji. Swoje stanowisko zawarła w piśmie.

     O sytuacji panującej w Szkole Podstawowej w Mamliczu pisaliśmy kilkakrotnie, między innymi o pierwszej skardze, jaką złożyli pracownicy szkoły na działania swojej przełożonej. Wiosną tego roku pisaliśmy o zwalnianiu niektórych pracowników. Sytuacja panująca w tej szkole wcale się nie uspokaja, wręcz przeciwnie. Pod koniec września do Rady Miejskiej w Barcinie wpłynęły dzień po dniu dwie skargi na dyrektor Szkoły Podstawowej w Mamliczu Wiesławę Mikołajczak. Objęła ona tę funkcję w 2013 roku, a wrześniowe skargi nie są pierwszymi, jakie zostały na nią złożone. Członkowie komisji rewizyjnej na posiedzeniu 15 października rozpatrywali obie skargi i rozmawiali z osobami, które zdecydowały się je złożyć.
     Skarga byłego pracownika
     Jedna ze skarg została złożona przez byłą już pracownicę Szkoły Podstawowej w Mamliczu Ewę Zalewską. Informuje ona w niej, że
13 sierpnia złożyła skargę na dyrektorkę do Państwowej Inspekcji Pracy. Jako już były pracownik tej szkoły pragnę poinformować o niedopuszczalnych zachowaniach byłego pracodawcy, które miały miejsce od momentu objęcia funkcji dyrektora w stosunku do mojej osoby oraz innych nieakceptowanych pracowników szkoły - pisze Ewa Zalewska. Pani dyrektor notorycznie wystosowywała błahe pisma, na które żądała natychmiastowej odpowiedzi. Ciągle bezpodstawnie obwiniała o wszystko, a w pracy czułam się nękana i mobbingowana. Jednym z dowodów jest fakt, że oskarżyła mnie o kradzież stroju historycznego, gdzie po rozpatrzeniu sprawy przez sąd, zostałam uniewinniona. Zwracam się z prośbą, aby komisja rewizyjna Rady Miejskiej w Barcinie dostrzegła w końcu problem istniejący w Szkole Podstawowej w Mamliczu, który został zauważony przez Państwową Inspekcję Pracy, Kuratorium Oświaty, a wciąż lekceważony jest przez organ prowadzący szkołę.
     Organ prowadzący interweniuje
     Ewa Zalewska na posiedzeniu komisji rewizyjnej miała okazję szczegółowo opowiedzieć o tym, co działo się w szkole, kiedy jeszcze pracowała w niej jako sprzątaczka. Zanim to jednak zrobiła, przewodniczący komisji rewizyjnej Henryk Popławski podkreślił, że organ prowadzący nie lekceważy sytuacji, jaka zaistniała w Szkole Podstawowej w Mamliczu. - Podjętych zostało szereg działań zmierzających do tego, żeby sytuację rozwiązać - powiedział Henryk Popławski i wyjaśnił, że organ prowadzący musi posługiwać się dokumentami, nie może opierać się tylko na opiniach. Poprosił o przedstawienie ciągu zdarzeń, które doprowadziły do tego, że Ewa Zalewska musiała się w tym roku rozstać ze szkołą w Mamliczu.
     Stołówka w szatni
     Ewa Zalewska wyjaśniała, że otrzymała wypowiedzenie z powodu zmiany organizacji pracy szkoły, podobnie jak cztery inne osoby. Opowiadała, że jeszcze w czasie wakacji pracowała w szkole będąc na okresie wypowiedzenia, a w tym czasie dyrektor Wiesława Mikołajczak zamknęła stołówkę, tłumacząc, że nie ma osoby odpowiedzialnej za to pomieszczenie.
     - Z dnia na dzień zostałyśmy wyproszone ze stołówki, która została zamknięta na klucz, nie miałam ani kubka, ani żadnego widelczyka, talerzyka, żeby móc zjeść śniadanie - opowiadała Ewa Zalewska. - Pani dyrektor nakazała nam korzystać z pomieszczenia socjalnego. Jej zachowanie w te wakacje było straszne, a takie potraktowanie człowieka, że wygania się go do szatni, jest dla mnie upokarzające. Wtedy właśnie napisałam do inspekcji pracy.
     Oskarżenie o kradzież i uniewinnienie
     Henryk Popławski pytał także, jak to się stało, że Ewa Zalewska stanęła przed sądem. Była pracownica wspominała, że wszystko zaczęło się od tego, kiedy wypożyczyła strój historyczny od nauczyciela historii dla syna, który wówczas chodził do Szkoły Podstawowej w Mamliczu. Nauczyciel, od którego wypożyczany był strój, był wtedy na zwolnieniu lekarskim. Wiedziała, że może ten strój wypożyczyć, bo rozmawiała na ten temat wcześniej z nauczycielem. Jednak dyrektor wezwała policję i zgłosiła kradzież tego stroju. Kiedy Ewa Zalewska przyjechała do pracy, została zaskoczona przez tych policjantów, którzy mówili, że została oskarżona o kradzież stroju z epoki. Miała dostać mandat w wysokości 200 zł.
     - Policjanci pytali, czy ten strój wzięłam, więc powiedziałam, że wzięłam, ale za pozwoleniem nauczyciela historii - opowiadała Ewa Zalewska.
- Pani dyrektor nie pozwalała mi dojść do słowa. Wystarczyłoby wtedy, żeby pani dyrektor zadzwoniła do nauczyciela, który potwierdziłby moje słowa. Ja w tym ferworze podpisałam, że wzięłam ten strój, ale tłumaczyłam, że za pozwoleniem. Pan policjant stwierdził, że się przyznałam, więc złożyłam wniosek do sądu o uniewinnienie.
Ewa Zalewska wspomina też, że w tym czasie dyrektor Wiesława Mikołajczak przyniosła jej pismo, w którym kierowała do niej zapytanie, dlaczego dokonała kradzieży stroju i zażądała natychmiastowej odpowiedzi. Wobec skierowanego do sądu wniosku, odbyła się rozprawa, na której zeznawali między innymi nauczyciel, który strój wypożyczył i sekretarka, która próbowała wyjaśniać, że o tym wypożyczeniu wszyscy wiedzieli. Ewa Zalewska została uniewinniona.
     - Skarga w moim odczuciu pokazuje jednoznacznie, że tak naprawdę problemy stwarzane były tam, gdzie tych problemów nie ma - stwierdził Henryk Popławski. - Trudno wzywać policję do pracownika, który za zgodą osoby odpowiedzialnej wypożycza strój czy cokolwiek.
     Radny Krzysztof Harenda pytał, czy przed tym incydentem zdarzały się już jakieś nieprzyjemności. Wówczas Ewa Zalewska wspomniała o oburzeniu dyrektor Wiesławy Mikołajczak na wieść o tym, że krótko po objęciu przez nią stanowiska pracownicy chcą się z nią spotkać i porozmawiać. Mówiła też o tym, że dyrektor przeszukiwała szafki, między innymi szafkę jednej z nauczycielek stwierdzając, że musi sprawdzić, czy kurze są należycie wytarte.

Ewa Zalewska, była pracownica Szkoły Podstawowej w Mamliczu szczegółowo opowiadała członkom komisji rewizyjnej (na zdjęciu jej przewodniczący Henryk Popławski) o warunkach swojej pracy

Reklama

      fot. Magdalena Kruszka

     Podwładni żegnają się z pracą
     Henryk Popławski pytał, ile osób rozstało się z pracą w szkole, odkąd Wiesława Mikołajczak objęła nad nią rządy, czyli w ciągu dwóch lat. Ewa Zalewska wyliczyła, że tych osób mogło być około dziesięciu. Wspominała, że w ostatnim czasie, kiedy zwalniane były osoby, to jedyną osobą, która o zwolnieniach została poinformowana, była logopeda, której dyrektor przekazała informację o planach zwolnieniowych na stołówce. W kuchni była informacja o zwolnieniu sprzątaczki, a nauczyciele informację o zwolnieniach mieli wywieszoną w pokoju nauczycielskim.
     Radny Bartłomiej Uszko pytał, jak zmieniła się atmosfera w pracy, odkąd dyrektorem szkoły została Wiesława Mikołajczak, pytał o stosunki między nauczycielami.
     - Przeszłam swoje i mam twardy charakter, ale miałam chwile załamania - przyznała Ewa Zalewska. - Gdyby nie koleżanki i rodzina, to skończyłabym chyba w psychiatryku. Współczuję nauczycielom, bo nie wyobrażam sobie czuć taką presję na sobie i uczyć jednocześnie dzieci. Teraz są podziały. Są zwolennicy pani dyrektor i jej przeciwnicy.
     Na to stwierdzenie radny Henryk Popławski zapytał, czy jest tego pewna. Ewa Zalewska stwierdziła wówczas, że być może część pracowników boi się po prostu stracić pracę.
     Przewodniczący komisji rewizyjnej stwierdził, że przedstawiciele tej komisji nie mogą wnioskować o jakieś prawne rozwiązania, mogą jedynie sugerować pewne rzeczy. Wspomniał, że po pierwszej skardze, jaka wpłynęła, a która była skierowana przez radę pedagogiczną, sprawa wyciszyła się na ponad rok.
     Szkoła pod lupą radnych
     - Ta skarga, którą pani napisała, jest dla nas potwierdzeniem naszych obserwacji, bo tą szkołą interesujemy się od dłuższego czasu, ale nie mieliśmy formalnego potwierdzenia tych nieprawidłowości - mówił Henryk Popławski. - Dopiero skarga rodziców, która wpłynęła przed samymi wakacjami, spowodowała, że podjęliśmy próbę mediacji i rozwiązania konfliktu. Niestety wszyscy dochodzimy do wniosku, że ta próba była bezskuteczna i nie wynika to z braku dobrej woli ze strony mediatorów czy rodziców.
     Zanim na posiedzeniu pojawili się kolejni skarżący, przewodniczący komisji stwierdził, że problem jest coraz większy, a wszyscy zrobili dużo, żeby go rozwiązać, poza najbardziej zainteresowaną osobą - dyrektor Wiesławą Mikołajczak.
     Związki zawodowe protestują
     Na posiedzenie komisji przybył współautor kolejnej skargi Zenon Tyburek, pracownik Szkoły Podstawowej w Mamliczu i wiceprzewodniczący Zarządu Ogniska Związku Nauczycielstwa Polskiego przy Szkole Podstawowej w Mamliczu oraz Elżbieta Rydlewska, prezes oddziału ZNP w Barcinie. Skargę podpisała także Elżbieta Latos z mamlickiego oddziału ZNP. W skardze czytamy, że Zarząd Ogniska Związku Nauczycielstwa Polskiego przy Szkole Podstawowej w Mamliczu w porozumieniu z Zarządem Oddziału ZNP w Barcinie w związku z licznymi zwolnieniami pracowników pedagogicznych i niepedagogicznych protestuje przeciwko polityce kadrowej prowadzonej przez Wiesławę Mikołajczak, dyrektor tej placówki.
     Jednocześnie informujemy, że zwolnienia były przeprowadzane bez konsultacji, jedynie przedstawiono lakoniczne pisma informujące o zamiarze wypowiedzeń - apelują przedstawiciele związku. - Nadmieniamy, że nie ma żadnej współpracy dyrektora z naszą organizacją na linii pracodawca - związki zawodowe.
     Henryk Popławski stwierdził, że w tym przypadku pojawiły się konkretne zarzuty, które nie opierają się wyłącznie na relacjach interpersonalnych, ale na kodeksie pracy, podczas kiedy pracodawca w tym przypadku ma bezwzględny obowiązek konsultowania pewnych posunięć ze związkami zawodowymi. Pytał przybyłych, czy z pracownikami szkoły był na przykład uzgadniany pomysł, żeby przenieść bibliotekę. - Pani dyrektor miała swoją wizję - mówiła Elżbieta Rydlewska.
- Od samego początku, jak tylko konkurs się odbył, to z mojej wiedzy wynika, że ta pani jeszcze nie miała powołania na dyrektora placówki, a już w czerwcu sztorcowała pracowników. Wydaje mi się, że ona ma swoją wizję, nie słucha nikogo.
     Dyrektor ma zawsze rację
     Zenon Tyburek dodał, że obowiązywała taka zasada, że pani dyrektor zawsze ma rację, odpowiada za wszystko, i z nią się nie dyskutuje. Podkreślał, że na ostatnim spotkaniu mediacyjnym w Mamliczu przypomniał, że podczas rady pedagogicznej tuż przed zwolnieniami nauczyciele prosili dyrektor o jeden dzień zastanowienia, pytali, czy istnieje możliwość przesunięcia jakichś etatów czy godzin. Ich prośba nie spotkała się jednak z przychylnością.
     - Jednym słowem prowadzi bardzo autorytarne rządy, nieuwzględniające praw pracowniczych ani sytuacji życiowych i rodzinnych tych, których te sytuacje dotyczyły? - pytał Henryk Popławski i stwierdził, że z tego, co dociera do komisji i z tego, co wynika ze spotkań mediacyjnych, które zostały zainicjowane przez komisję rewizyjną, a teraz w opinii tej komisji utraciły rację bytu z powodu braku dobrej woli, wynika, że sytuacja nie jest wesoła, a w szkole nie dzieje się dobrze.
     Kserowanie cudzych listów
     Elżbieta Rydlewska opowiedziała także o jeszcze jednym incydencie, który miał miejsce już po skierowaniu do rady skargi. Mianowicie komisja rewizyjna wysłała Zenonowi Tyburkowi i Elżbiecie Latos pismo będące zaproszeniem na posiedzenie komisji. Było one adresowane imiennie i z zaznaczeniem, że kierowane jest do Zarządu Ogniska ZNP przy Szkole Podstawowej w Mamliczu. Pismo to otworzyła dyrektor Wiesława Mikołajczak. Skserowała je, przystawiła pieczątkę, że ono wpłynęło i przyniosła Zenonowi Tyburkowi to pismo, aby podpisem potwierdził, że ono faktycznie wpłynęło.
     - Pani dyrektor tłumaczyła się, że się pomyliła - mówiła Elżbieta Rydlewska. - Powinna pieczątkę przybić na kopercie, że to pismo wpłynęło. Rozmawiałam już z inspektorem pracy, co zrobić z tym kwiatuszkiem i on powiedział wyraźnie, żeby zgłosić to na policję.
     Komisja jednak kwestią otwieranej prywatnej korespondencji w placówce się nie zajmowała, gdyż nie to było przedmiotem skargi. Radnym trudno było jednak powstrzymać się od komentarzy i podkreślali, że jeśli Wiesława Mikołajczak już otworzyła list zaadresowany na nazwisko kogoś innego przez pomyłkę, to zwyczajnie mogła osobę zainteresowaną przeprosić, a nie kserować pismo kierowane do tej osoby.
     Mediacje pogłębiły wiedzę, ale sytuacji nie poprawiły
     Radny Rafał Rydlewski, przewodniczący komisji oświaty powtórzył, że spotkania mające na celu mediacje między dyrektorką, pracownikami szkoły i rodzicami odbywały się z inicjatywy przewodniczącego komisji rewizyjnej i były dobrym pomysłem, ale swoją formułę wyczerpały. Zwrócił jednak uwagę na to, że spotkania te pozwoliły radnym pogłębić wiedzę na temat placówki i wyrobić pogląd dotyczący tego, jak ona funkcjonuje.
     - Bardzo dobrze się stało, że przybyli na to spotkanie panowie radni, wysłuchali co mają do powiedzenia rodzice i nauczyciele - podkreślał Zenon Tyburek. - Wszystko to było jednak negatywne. Mnie to martwi i boli, że dyskutujemy już 2,5 roku, przyjeżdżają z Poznania mediatorzy, a do tej pani nic nie dociera. Już dziesięć osób straciło przez tę panią pracę na 25 osób. Nie bardzo to rozumiem, czy wszyscy są niedobrzy? Do końca kadencji z tych starych nikt nie zostanie.
     Henryk Popławski przypomniał, że w Mamliczu odbyła się już seria spotkań. Skargi rozpatrywane są też seriami, a ta, nad którą pochylali się członkowie komisji rewizyjnej w ostatnim czasie, była czwartą skargą złożoną na dyrektorkę szkoły w Mamliczu, przy czym jedna została wycofana po mediacji, kiedy to radni wierzyli jeszcze, że uda się uzdrowić sytuację.
     - Koła sprawiedliwości bywają powolne, bardzo ciężko się je w ruch wprowadza, ale jak już zaczynają mielić, to mielą bardzo skutecznie - podkreślał przewodniczący komisji rewizyjnej i przyznał, że radni zapoznawali się z dwoma protokołami z Państwowej Inspekcji Pracy dotyczącymi szkoły w Mamliczu i zarysowuje się negatywny obraz tego, co się dzieje.
     Dyrektor jest zmęczona
     Wiesława Mikołajczak została zaproszona na posiedzenie komisji rewizyjnej na 22 października. Miała wówczas ustosunkować się do zarzutów zawartych w obu skargach. Na posiedzenie komisji przybyła, ale wystosowała pismo z prośbą, aby udostępnić jej treści skarg i umożliwić ustosunkowanie się do zarzutów. Henryk Popławski próbował nakłonić ją, aby ze skargami zapoznała się na posiedzeniu komisji. Zaproponował, że głośno jej je odczyta, jednak Wiesława Mikołajczak poinformowała, że zaproszenie na posiedzenie komisji otrzymała 16 października, ale musiała wyjechać na szkolenie.
     - Wróciłam dopiero dzisiaj do pracy, w związku z tym nie miałam okazji zapoznać się z treścią skarg - mówiła dyrektor Szkoły Podstawowej w Mamliczu i złożyła wniosek, aby ze względu na jej pobyt na szkoleniu i montowanie tablic interaktywnych w szkole przełożyć posiedzenie komisji do czasu zapoznania się przez nią ze skargami w celu ustosunkowania się i przygotowania wyjaśnień.
     - Zapoznać może się pani ze skargami w każdej chwili, jesteśmy w stanie udostępnić pani dowolną ilość czasu, oczywiście w granicach zdrowego rozsądku, jeżeli jest w stanie przygotować się pani dzisiaj. Chyba że to przerasta pani możliwości - stwierdził przewodniczący komisji rewizyjnej.
     - Jestem po prostu bardzo zmęczona - mówiła dyrektor Wiesława Mikołajczak i poprosiła o tydzień na przygotowanie się. Radni wyznaczyli kolejne posiedzenie komisji rewizyjnej z udziałem Wiesławy Mikołajczak na 3 listopada. Dyrektor na tym kolejnym posiedzeniu komisji nie zjawiła się. Wysłała natomiast pismo z wyjaśnieniami.
     Udział w posiedzeniu komisji uważa za zbyteczny
     Uznała ona za bezpodstawne zarzuty kierowane przez Ewę Zalewską.
     Kierowane pisma dotyczyły niewłaściwego wykorzystania czasu pracy przez pracownika oraz wyjaśnienia przyczyny niedopełnienia obowiązków, w związku z zaginięciem stroju historycznego - wyjaśniła Wiesława Mikołajczak. - Uogólnianie, że pisma kierowane były do wielu pracowników, jest absurdalne i bezpodstawne.
     Dyrektor tłumaczyła również, że sprawa zaginięcia stroju historycznego została skierowana do rozpatrzenia przez policję, a następnie przez sąd, który wydał ostateczny wyrok w tej sprawie. Poinformowała ponadto, że Ewa Zalewska zlekceważyła ustne polecenie, aby środki czystości przechowywać w szafie w piwnicy i trzymała je w nieodpowiednim miejscu.
     Wiesława Mikołajczak napisała również, że organizacja polityki kadrowej była odpowiedzią na otrzymany audyt, a praca szkoły została dostosowana do przedstawionych zaleceń. Poinformowała jednocześnie, że obecnie na 17 nauczycieli, 15 jest pełnozatrudnionych i zauważyła, że zlikwidowała swoje pół etatu socjoterapeuty. Ponadto zaznaczyła, że z uwagi na stosunkowo dużą jak na małą szkołę liczbę dzieci ze specjalnymi potrzebami edukacyjnymi zatrudniła terapeutę pedagogicznego, a arkusz organizacyjny został w czerwcu tego roku pozytywnie zaopiniowany przez radę pedagogiczną oraz zatwierdzony przez organ prowadzący.
     Odnosząc się do zarzutów kierowanych przez ognisko ZNP stwierdziła, że wysłała pismo, w którym zawiadamia związek o zamiarze wypowiedzenia umowy o pracę, ale na to pismo nie otrzymała odpowiedzi, co według niej wiąże się z akceptacją proponowanych zmian.
     Bezpodstawne działania osób, które kierują nieuzasadnione zarzuty wobec mnie odbieram jako próbę zastraszenia - czytamy w piśmie Wiesławy Mikołajczak. - Przyjmują również formę nękania i w znaczący sposób utrudniają prawidłowe realizowanie powierzonych zadań. Ma to również bezpośredni wpływ na relacje interpersonalne wśród pracowników. Priorytetem w mojej pracy jest dbałość o przestrzeganie przepisów prawa oraz właściwa organizacja pracy szkoły, która ma wpływ na całokształt efektów jej pracy. Z ubolewaniem przyjmuję fakt, że nie jest to dla wszystkich do zaakceptowania. W związku z jednostronnym rozpatrywaniem kierowanych skarg, które przejawia się w braku zrozumienia sytuacji oraz kategorycznej oceny mojego działania, nie mam możliwości uzyskania merytorycznej pomocy, co powoduje eskalację tego problemu. W tej sytuacji mój udział w kolejnym posiedzeniu komisji rewizyjnej traktuję jako zbyteczny - uznała dyrektor Szkoły Podstawowej w Mamliczu.
     Pismo to radni z komisji rewizyjnej odczytali na posiedzeniu, podczas którego mieli rozmawiać z dyrektor Wiesławą Mikołajczak.
     - Panowie, macie okazję zapoznać się ze stylem pracy pani dyrektor - stwierdził przewodniczący Henryk Popławski. - Ja nie czuję się w jakikolwiek sposób negatywnie nastawiony do pani dyrektor, biorąc pod uwagę, że jest to już trzecia i czwarta skarga, która wpłynęła. Nie wiem, gdzie tu jest nasze negatywne nastawienie. Na poprzednie spotkanie pani dyrektor przyszła nie zapoznając się wcześniej ze skargą, a miała na to tydzień czasu. Nie chciała w ogóle się zapoznać na posiedzeniu. Lekceważąco podeszła do całej sprawy. Mieliście możliwość wysłuchać jednej strony, wykładnia drugiej strony została przytoczona.
     Radni z komisji rewizyjnej jednogłośnie uznali obie skargi za zasadne, a Henryk Popławski zapowiedział, że przygotuje pisemne uzasadnienie, które zostanie przedstawione na najbliższej sesji Rady Miejskiej.

Reklama

Magdalena Kruszka
Pałuki nr 1238 (44/2015)

 

Przejdź do forum.

Aplikacja na Androida

Reklama

Komentarze opinie

Podziel się swoją opinią

Twoje zdanie jest ważne jednak nie może ranić innych osób lub grup.

Komentarze mogą dodawać tylko zalogowani użytkownicy.

Zaloguj się

Reklama

Wideo palukiznin.pl




Reklama
Najnowsze wiadomości