Reklama

Nie chcieli, by im ubliżano

Paweł Sikorski, mimo braku doświadczenia, pracował na budowie kilka miesięcy. W pracy został porażony prądem. Postanowił więcej nie pojawiać się w gospodarstwie w Królikowie. Myślał, że będzie miał spokój. Twierdzi, że zaczął otrzymywać telefony
z wyzwiskami.

        fot. Remigiusz Konieczka

Kołaczkowo, Judym, pracownik, porażenie, prąd, wyzwiska, telefony
     Nie chcieli, by im ubliżano
     Mieszkańcy ośrodka Judym w Kołaczkowie skarżą się, że przez cały czas ich pracy u jednego z rolników w Królikowie byli obrażani i pracowali w niebezpiecznych warunkach. Puściliby to w niepamięć, gdyby nie telefony z wyzwiskami, jakie otrzymywali. Dlatego sprawą zajęła się inspekcja pracy, a policja wszczęła śledztwo.

     Mieszkańcy ośrodka dla bezdomnych Judym w Kołaczkowie w ciągu dnia pracują, albo na terenie ośrodka, albo wyjeżdżają do pracy tam, gdzie zostaną skierowani przez kierownika ośrodka. Od października do grudnia 2013 roku Paweł Sikorski wraz z kilkoma innymi mieszkańcami ośrodka Judym pracował w Królikowie. Jeździło tam sześć osób. Nasz rozmówca pracował przy budowie obory bez jakiegokolwiek przeszkolenia. - Byli tacy, którzy umieli stawiać mury. Ja się uczyłem - przyznał. Przyjeżdżali na 8:00 i pracowali przy budowie. Twierdzą, że podczas kilku miesięcy ich pracy rolnik, u którego stawiali oborę, ubliżał im.
     - Byliśmy obrażani, poniżani i zastraszani - mówi Paweł Sikorski. On sam podczas pracy w tym gospodarstwie został porażony prądem. - Urabiałem beton na zalanie posadzek. Deszcz padał, podszedłem do betoniarki i wtedy prąd mnie kopnął. Powiedziałem właścicielowi, że betoniarka mnie kopnęła i nie będę dalej pracował. Ubliżył mi i powiedział, że mam robić dalej.
     Pracownicy po zmianie prezesa stowarzyszenia Judym poskarżyli się nowym władzom. Od nowej prezes Katarzyny Jaskólskiej dowiedzieli się, że wcale nie muszą tam jeździć. I przestali. - To nie chodzi o to, że ta praca była dla nas za ciężka. My chcemy pracować, ale chcemy też być traktowani z godnością. Teraz nasi mieszkańcy pracują przy budowie ulicy w Kołaczkowie. Tam są traktowani jak ludzie i pracują - mówi Paweł Sikorski, który teraz w ośrodku Judym jest kierownikiem. - Myśleliśmy, że będzie spokój, ale zaczęły się telefony z wyzwiskami.
     Doszło do tego, że pracownicy ośrodka musieli zmienić numery telefonów, bo byli nękani wyzwiskami. Twierdzą, że to właśnie ze strony rolnika z Królikowa. Ta sytuacja przyczyniła się do skierowania przez nich sprawy do Okręgowego Inspektoratu Pracy w Bydgoszczy, do Prokuratury Rejonowej w Szubinie, do ZUS w Nakle, do Urzędu Skarbowego w Nakle i do naszej redakcji.
     W piśmie tym pięciu mieszkańców ośrodka Judym opisuje, jak ich traktowano podczas pracy w gospodarstwie w Królikowie. Dowiadujemy się, że mieli płacone dniówki, które były niewielkie i wystarczyły na kupno tytoniu. Napisali, że właściciel gospodarstwa nie odprowadzał składek ubezpieczenia społecznego i zdrowotnego. Napisali, że praca, oprócz stawiania obory, polegała na pracach polowych i gospodarczych.
     Praca ta zagrażała naszemu życiu, gdyż była wykonywana bez odzieży ochronnej. Każdy przypadek nieprawidłowości był zgłaszany właścicielowi. O tych faktach informowaliśmy też byłego prezesa stowarzyszenia „Judym”. Zarówno on, jak i właściciel gospodarstwa na nasze uwagi reagowali agresją i ubliżaniem. Czuliśmy się zastraszani i wykorzystywani - pisali mieszkańcy ośrodka w Kołaczkowie. Nadmienili, że według ich wiedzy w gospodarstwie pracują dwie osoby na czarno.
     Do gospodarstwa rolnego w Królikowie pojechał inspektor Okręgowej Inspekcji Pracy w Bydgoszczy. Kontrola nie potwierdziła tego, na co wskazywali mieszkańcy Judyma. Emilia Pankowska, zastępca okręgowego inspektora pracy w Bydgoszczy, potwierdziła, iż odbyła się kontrola dotycząca legalności zatrudnienia w gospodarstwie. Inspektor zastał na miejscu jednego pracownika, który wykonywał pracę na podstawie umowy-zlecenia. Był zgłoszony do ZUS i to wszystko, co zostało ustalone.
     Tematem zainteresowała się już Prokuratura Rejonowa w Szubinie. Dariusz Mańkowski, szef szubińskiej prokuratury, powiedział, iż sprawa została skierowana do Komisariatu Policji w Szubinie. Prowadzone są czynności sprawdzające, których celem jest wyjaśnienie, czy doszło do popełnienia przestępstwa.
     - Chciałbym, aby ten człowiek dał mi spokój. To, że z byłym prezesem można było takie rzeczy robić, nie znaczy, że teraz można. Jestem normalnym człowiekiem, a jak jest poważny, to niech da spokój. My tutaj mamy dużo na głowie spraw. Walczymy o spokój i chcemy go mieć - powiedział Paweł Sikorski.
     Byliśmy w gospodarstwie w Królikowie, jednak właściciela gospodarstwa nie zastaliśmy. Wyjechał. Jego mama nie chciała dać numeru telefonu syna. Zostawiliśmy numer telefonu komórkowego do nas. Mieszkaniec Królikowa tego samego dnia (7 października) miał zadzwonić. Telefon milczał i milczy do teraz.

Remigiusz Konieczka
Pałuki nr 1182 (41/2014)

Reklama

 

 

Komentarz

     Po prostu ludzkie podejście

     Do ośrodka Judym trafiają, jak podejrzewam, ludzie różni, i o niejednakowym usposobieniu. Bo też powód ich bezdomności bywa różny. Są osoby, które znalazły się w takim położeniu przez nadużywanie alkoholu, inni trafili, bo są niezaradni życiowo, jeszcze inni są tak długo, że sami nie pamiętają skąd, kiedy i dlaczego zamieszkali w Judymie. Różnorodność życiowych historii przekłada się też na stosunek do życia, do chwili obecnej. Są osoby, które mogą być w takim dole, że najchętniej nie ruszyłyby się z łóżka, ktoś inny czeka tylko, by zdobyć jakiś grosz, i uciec na kilka dni i napić się taniego wina. Ale znajdą się w tym gronie również tacy, którzy zajmą się pracą, czekają na przydział obowiązków, chcąc zrobić cokolwiek.
     W ośrodku Judym są osoby, które pracują w różny sposób. Jedni zajmują się trzymanym na miejscu inwentarzem, a część z mieszkańców kierowana jest do pracy poza Kołaczkowo. W ten sposób kilka osób trafiło do gospodarstwa w Królikowie. Kwestia pracy w trudnych warunkach, odzieży ochronnej, wynagrodzenia za pracę jest rzeczą, która nie powinna w dzisiejszych czasach być przedmiotem sporu między stronami. A jednak byli pracownicy twierdzą, że nie otrzymywali podstawowego wyposażenia, ale martwi inna rzecz. Sposób relacji na linii pracownik - pracodawca.
     To, czy w miejscu pracy jest odpowiedni sprzęt, dokumenty, można sprawdzić dość łatwo. Inspekcja pracy przychodzi i pyta. Jak są dokumenty, jest dobrze, jak nie ma, sypią się kary. Ten wątek, jak mniemam, inspekcja rozwiąże. Ale jak sprawdzić to, że pracodawca obraził swojego pracownika złym słowem? Nie chcę się tutaj wcielać w rolę adwokata podejrzanego, ale mogę się domyślać, bo takie sytuacje się zdarzają, iż do takiego, a nie innego zachowania pracodawca mógł być sprowokowany. Nie wytrzymał, palnął, i koniec. Jak wspomniałem, różni ludzie trafiają się w pracy, i różne mogą wywoływać emocje.
     Jednak z relacji pracowników, mieszkańców ośrodka Judym, wynika, że tego typu zachowań ze strony szefa było więcej i zdarzało się to częściej, nawet wtedy, gdy już u niego nie pracowali. Osobiście mam nadzieję, i wierzę w to, że ten wątek solidnie zbada policja i prokuratura, które już prowadzą czynności wyjaśniające. Nie można bowiem wykorzystywać i poniżać kogoś tylko dlatego, że w życiu wiedzie mu się gorzej. Każda ludzka jednostka wymaga szacunku, po prostu ludzkiego podejścia, nawet jeśli czasem bywa trudna w kontaktach. W takim świecie żyjemy i takie wypracowaliśmy na przestrzeni wieków wartości, że powinniśmy je szanować i przestrzegać.

Reklama

Remigiusz Konieczka
Pałuki nr 1182 (41/2014)

 

 

Więcej na ten temat:

Pomagałem, nie dyskryminowałem

Aplikacja na Androida

Reklama

Komentarze opinie

Podziel się swoją opinią

Twoje zdanie jest ważne jednak nie może ranić innych osób lub grup.

Komentarze mogą dodawać tylko zalogowani użytkownicy.

Zaloguj się

Reklama

Wideo palukiznin.pl




Reklama
Najnowsze wiadomości