- Nie słyszałem z jego ust, aby o kimkolwiek mówił źle. Nie dawał się sprowokować. Potrafił milczeć i nic nie powiedzieć. Dlatego budził zaufanie, bo można było powierzyć mu różne sprawy. Starał się zobaczyć w drugim człowieku dobro, realizując w swoim życiu to, o czym mówił ks. kard. Stefan Wyszyński - mówi o ks. Januszu Mnichowskim proboszcz żnińskiej parafii farnej Tadeusz Nowak.
Ks. prałat Janusz Mnichowski przyszedł na świat 29 stycznia 1930 roku w Żninie jako drugi syn Piotra i Agnieszki Mnichowskich. Miał dwóch braci - starszego Lecha, młodszego Pawła. Później urodziła się siostra, która zmarła w wieku sześciu miesięcy podczas wysiedlenia w Pieninach. Rodzina Mnichowskich przed wojną mieszkała w kamienicy znajdującej się na rynku. Stamtąd kilkuletni Janusz Mnichowski chodził zapewne do szkoły powszechnej w Żninie, ale wojna przerwała naukę i sielski czas dzieciństwa. Na początku 1940 r. całą rodzinę Niemcy wysiedlili na południe Polski. Na Podhale trafiło wielu Pałuczan. Wśród nich m.in. późniejszy wybitny alpinista i taternik, autor przewodników górskich Józef Nyka z rodzicami i braćmi, późniejszy aktor krakowskich scen Tadeusz Malak i wielu innych. Mnichowscy trafili do Nowego Targu, potem do Rabki Zdroju, a następnie do Krościenka nad Dunajcem. To wtedy najprawdopodobniej formuje się powołanie u Janusza Mnichowskiego. Warto dodać, że wówczas był ministrantem w parafii w Krościenku.
Kiedy zakończyły się działania wojenne Mnichowscy wrócili do Żnina. Z racji tego, że w budynku, w którym mieszkali, mieściła się teraz komenda milicji, trafili do kamienicy przy ul. Śniadeckich. Janusz Mnichowski rozpoczął naukę w gimnazjum, a potem w Liceum im. Braci Śniadeckich w Żninie.
- Kolega Janusz był - żeby to nie zostało źle odebrane - niezbyt wyróżniający się. W dobrym tego słowa znaczeniu. Miał łagodne usposobienie. Mam jego wpis w dzienniczku. Ładnie rysował, o czym nie wszyscy wiedzą. Bardziej go jednak pamiętam z tych czasów późniejszych. Jak byliśmy absolwentami i spotykaliśmy się na naszych zjazdach. Były takie, które również on zorganizował. Był bardzo serdeczny. Podtrzymywał nas wszystkich na duchu. Jak prosiliśmy go o przysługę, wstawiennictwo, modlitwę, mszę, to mogliśmy na niego liczyć. Miał łagodne usposobienie jako człowiek i jako kapłan. Był po prostu fajny - wspomina koleżanka z klasy Grażyna Niemczynow-Burchart.
Był w tym roczniku, który zdawał maturę w 1950 r. Uczniowie tego rocznika byli poddawani represjom ze strony Urzędu Bezpieczeństwa. W związku z donosem jednego z uczniów na UB, że ich kolega narysował antypaństwową karykaturę, funkcjonariusze wszczęli śledztwo. Podczas przeszukania mieszkania Stanisława Bały, znaleziono u niego biografię Romana Dmowskiego i ulotki znalezione w gruzach powojennej Warszawy. Za wykonanie rysunku, posiadania zakazanej książki i za pochodzenie uczeń liceum trafił do aresztu. Był poddawany torturom fizycznym i psychicznym. W wyniku ubeckiej prowokacji do więzienia trafił też jego ojciec. Kolegów z klasy przesłuchiwano. Egzaminu dojrzałości gros uczniów z tego rocznika nie zdało. Z ponad trzydziestki nie zdała połowa.
Tak maturę w maju 1950 r. wspominał na naszych łamach ks. Janusz Mnichowski: - W komisji oprócz nauczycieli był pierwszy sekretarz partii. I mnie o dziwo obronił. Miałem pytanie o zasady programu marksistowskiego. Dwie wymieniłem i potem zacząłem stękać. A on przerwał i mówi: "Eee, tego nawet nasi członkowie partii nie wiedzą". I wtedy przestali mnie wałkować. Tym, którzy nie zdali, było przykro i nam również. Bo to też było tak, że maturę zdali wcale nie ci najlepsi.
Janusz Mnichowski postanowił po maturze pójść do seminarium duchownego. Nie mówił o tym nikomu. Nie dał po sobie poznać, że zostanie klerykiem. Jego koleżanka z klasy Grażyna Niemczynow-Burchart powiedziała, że nie zdradzał się z tym zamiarem. Opowiedział jej historię, jak jeden z kolegów mówił mu, że w przyszłości księża nie będą w Polsce potrzebni, bo nie będzie kościołów. A jednak nie dał się zwieźć podszeptom kolegów i poszedł za powołaniem. - Do seminarium się dostałem. Ale wcześniej musiałem w szkole podać, że będę studiował chemię - wyjaśnił w rozmowie z reporterem Pałuk 10 lat temu ks. Janusz Mnichowski.
Naukę w Prymasowskim Wyższym Seminarium Duchownym w Gnieźnie zwieńczyły święcenia kapłańskie, które odebrał 25 maja 1956 r. z rąk bp. Franciszka Jedwabskiego z Poznania. Wraz z nim wyświęceni zostali późniejsi biskupi: Jan Nowak, Jerzy Dąbrowski, a także późniejszy prymas Polski kard. Józef Glemp. Ksiądz Janusz Mnichowski mszę prymicyjną odprawił w kościele pw. św. Floriana w Żninie. Jego pierwszą parafią była znajdująca się w Rogowie parafia pw. św. Doroty. Po niej było Gniezno. Pełnił funkcje notariusza kurii gnieźnieńskiej. Dzięki niej mógł nieco bliżej poznać prymasa Polski kard. Stefana Wyszyńskiego. O tych kontaktach mówił m.in. podczas Dni Kultury Chrześcijańskiej w 2021 r. w Muzeum Ziemi Szubińskiej. Wspominał, że jego kontakt z ks. kard. Stefanem Wyszyńskim był serdeczny, bo nie był on przełożonym, który patrzy z góry na wszystkich, ale jego stosunek do ludzi był ojcowski.
- Był zawsze bardzo skromny, serdeczny i zawsze pełny takiego ojcowskiego stosunku. Kiedy mnie powoływał do pracy w seminarium duchownym, a byłem wtedy proboszczem w Powidzu, to zaprosił mnie i powiedział, że ma propozycję, aby przenieść mnie do Gniezna, i abym prowadził seminarium duchowne. Ja powiedziałem, że to niemożliwe. Byłem przerażony, bo to jest wielka odpowiedzialność. On odpowiedział, że mam wrócić do domu, przemodlić i za dwa dni dać odpowiedź. Taka była delikatność z jego strony - mówił ks. Janusz Mnichowski.
Zanim ksiądz prałat został ojcem duchownym w seminarium, został wysłany na Studium Życia Wewnętrznego do Warszawy. Później na krótko wrócił do Gniezna, a potem został skierowany do Powidza, gdzie objął funkcję proboszcza tamtejszej parafii. I właśnie będąc tam otrzymał propozycję pracy w prymasowskim seminarium w Gnieźnie. Pełnił tam funkcję od 1970 do 1982 r.
W czasie jego posługi, w latach 1975-1981 klerykiem był ks. Piotr Rutkowski, proboszcz parafii pw. św. Marcina w Żninie. Zapamiętał to, że ks. Janusz Mnichowski miał zmysł dekoracyjny. Wykonywał piękne afisze, plakaty, gazetki ścienne, które wszyscy chętnie oglądali. Do kleryków podchodził z ojcowską troską. Miał wiele zajęć i trudno się było z nim umówić, ale zawsze był dostępny dla kleryków. Ks. Piotr Rutkowski wyjaśnił, że rola ojca duchownego w seminarium jest bardzo trudna, bo z jednej strony wymaga wiedzy teologicznej, a z drugiej pedagogicznej, by pomóc klerykowi kształtować formację duchową, bo nikt do seminarium idealny nie przychodzi
- To jest jak z choinką na święta - wyjaśnia ks. Piotr Rutkowski. - Idziemy i wybieramy najładniejszą, ale po tym jak ją przyniesiemy i postawimy, to się okazuje, że jakaś gałązka zasłania telewizor, inna za długa i w okno wchodzi. Trzeba takie drzewko poprawić i każdy z nas ma takie gałązki, które trzeba przyciąć. To są cechy charakteru. Ja pochodzę ze Śląska i moją cechą charakteru jest wybuchowość. Rolą ojca duchownego jest pomoc klerykowi w pracy nad sobą. Jednemu się to udaje bardziej, innemu mniej. Ojciec duchowy służy radą, aby kandydat na księdza potrafił sobie z tym później poradzić. I taki był ks. Janusz Mnichowski. To, że tak długo żył, to błogosławieństwo od Pana Boga. Zasłużył sobie na nie.
Od 1 grudnia 1982 r. ks. Janusz Mnichowski został proboszczem parafii Miłosierdzia Bożego w Bydgoszczy. Pełnił tę funkcję do 1 października 2004 r. Wtedy po raz drugi w swojej posłudze został ojcem duchownym kleryków. W 2004 r. papież Jan Paweł II utworzył diecezję bydgoską, a jej ordynariuszem mianował ks. bp. Jana Tyrawę. W Bydgoszczy powstało seminarium duchowne, w którym ojcem duchownym został ks. Janusz Mnichowski. Pełnił tą funkcję do 2010 r. Warto dodać, iż 14 grudnia 1976 r. ks. Janusz Mnichowski został mianowany przez papieża Pawła VI Kapelanem Honorowym Jego Świątobliwości, a 6 maja 2009 r. papież Benedykt XVI wyniósł go do godności Prałata Honorowego Jego Świątobliwości.
Na emeryturze zamieszkał na terenie bydgoskiej parafii, którą kierował 22 lata. Chociaż przez cały czas utrzymywał kontakty ze Żninem i dawnymi kolegami, to na emeryturze mógł sobie pozwolić na częstsze wizyty. Ks. kan. Tadeusz Nowak, proboszcz żnińskiej fary przypomniał, że zmarłemu 1 stycznia prałatowi bliska była św. Tereska od Dzieciątka Jezus. Co roku starał się być w Lisieux we Francji, a także w sanktuarium maryjnym w Banneux w Belgii. Zatrzymywał się po drodze u sióstr urszulanek w Pniewach w sanktuarium św. Urszuli Ledóchowskiej. Jeszcze w wieku 90 lat, przed beatyfikacją ks. kard. Stefana Wyszyńskiego organizował wyjazdy śladami Prymasa Tysiąclecia (m.in. do jego miejsc internowania przez władze komunistyczne) i wyjazd na beatyfikację. Przygotowywał wiernych do beatyfikacji ks. kard. Stefana Wyszyńskiego, głosząc m.in. prelekcje, wykłady, kazania. Sołtyska Gogółkowa Maria Warda przypomniała, że był spowiednikiem jej stryja ks. Kazimierza Wardy. Bywał tez w kaplicy w Gogółkowie, gdzie odprawiał msze św.
- Nie słyszałem z jego ust, aby o kimkolwiek mówił źle. Nie dawał się sprowokować. Potrafił milczeć i nic nie powiedzieć. Dlatego budził zaufanie, bo można było powierzyć mu różne sprawy. Starał się zobaczyć w drugim człowieku dobro, realizując w swoim życiu to, o czym mówił ks. kard. Stefan Wyszyński - powiedział ks. proboszcz Tadeusz Nowak.
Ks. Janusz Mnichowski w żnińskiej farze obchodził 65-lecie święceń kapłańskich. Był najstarszym żyjącym kapłanem w diecezji bydgoskiej i ostatnim z rocznika 1956 seminarium w Gnieźnie. 4 grudnia pożegnał ostatniego kolegę z seminarium duchownego ks. Antoniego Siemanowskiego. Teraz najstarszym księdzem absolwentem prymasowskiego seminarium jest ks. Franciszek Misiewicz z rocznika 1957.
Ks. prałat Janusz Mnichowski zmarł 1 stycznia 2023 roku, niecały miesiąc przed swoimi 93 urodzinami. Żegnał go ordynariusz diecezji bydgoskiej ks. bp Krzysztof Włodarczyk. Msza żałobna została odprawiona w kościele pw. św. Floriana. Po niej uczestnicy udali się na cmentarz, gdzie odprowadzono trumnę na miejsce pochówku. Ks. prałat spoczął w grobie swoich rodziców.
Remigiusz Konieczka
1XI2023
S2UFLADA
Twoje zdanie jest ważne jednak nie może ranić innych osób lub grup.
Komentarze mogą dodawać tylko zalogowani użytkownicy.
Komentarze