Reklama

Patriotyczne manifestacje na Pałukach w dobie Powstania Styczniowego, Aleksander Guttry

Choć Powstanie Styczniowe nie miało objąć swoim zasięgiem Pałuk, nastroje przed jego wybuchem były tutaj takie same, jak na pozostałych polskich ziemiach. Gdy więc nastąpił sygnał do walki, mieszkańcy ziemi pałuckiej nie pozostali obojętni i w różnej formie pospieszyli powstańcom z pomocą. Jedną z głównych ról w organizowaniu tej pomocy odgrywał pochodzący z Paryża pod Żninem Aleksander Guttry.

Tablica na grobowcu rodziny Guttrych w Juncewie fot. Bartosz Woźniak

     W dobie Powstania Styczniowego Pałuki znajdowały się w obrębie trzech powiatów: szubińskiego, wągrowieckiego i mogileńskiego. Z sześcioma innymi powiatami tworzyły one regencję bydgoską, a ta wspólnie z regencją poznańską składała się na prowincję poznańską, określaną jako Wielkie Księstwo Poznańskie, będące pod władaniem Królestwa Prus.

NADZIEJA W BOGU

     Obszar ten, podobnie jak i pozostałe dwa zabory, na początku lat sześćdziesiątych XIX wieku przepełniała atmosfera patriotycznych wystąpień i manifestacji. Nastroje te przybrały na sile w wyniku śmierci 5 Polaków podczas demonstracji, która miała miejsce w Warszawie pod koniec lutego 1861 roku. Wydarzenie to wywołało liczne protesty na ziemiach polskich, w tym i na Pałukach, które przejawiały się wówczas poprzez organizowanie nabożeństw w intencji ofiar.
     Na ziemi pałuckiej pierwsze tego rodzaju żałobne nabożeństwo odbyło się w Łabiszynie (11 marca), zaś dwa dni później w Żninie, Mogilnie, Wągrowcu i Szubinie. Z kolei 16 marca w intencji pięciu poległych modlono się w Kcyni, Juncewie i Rogowie.
     Sytuacja ta zaniepokoiła władze pruskie, czego wyraz można znaleźć w raporcie landrata (starosty) szubińskiego, który 15 kwietnia 1861 roku pisał do nadprezydenta prowincji poznańskiej Gustava von Bonina, iż tego rodzaju nabożeństwa odbyły się także w Gąsawie, Chomętowie, Brzyskorzystwi i Samoklęskach Dużych. Uczestniczyli w nich właściciele majątków ziemskich, mieszczanie, a także, co wzburzyło starostę najbardziej, urzędnicy państwowi. Z kolei w Gołańczy w powiecie wągrowieckim demonstracja zorganizowana po nabożeństwie przez właścicieli ziemskich z Dobieszewa (Karłowski) i Dobieszewka (Kantak) przybrała charakter procesji, w której większość uczestników stanowili chłopi. Sprawa ta na wniosek burmistrza Gołańczy znalazła swój finał w prokuraturze.

Reklama

Rodzinny grobowiec Guttrych znajdujący się przy kościele parafialnym pw. św. Małgorzaty w Juncewie, fot. Bartosz Woźniak

     Innym pretekstem do organizowania narodowych manifestacji w 1861 roku była śmierć Joachima Lelewela (29 maja) i Adama Czartoryskiego (15 lipca), za których w lipcu modlono się w Łabiszynie, a 5 września w Żninie. W tym drugim przypadku nabożeństwo przybrało charakter swego rodzaju zjazdu, w którym uczestniczyło 14 księży, wielu właścicieli majątków ziemskich i duża liczba zwykłych mieszkańców. Na żnińskim rynku, jak i w kościele, rozdawano kartki z wydrukowanymi na nich tekstami pieśni Boże coś Polskę i Matko Chrystusowa. Jednym z kolporterów tych ulotek był żninianin o nazwisku Skowroński.
     Okazją do wzbudzania patriotycznych nastrojów stała się również rocznica zwycięstwa Jana Sobieskiego pod Wiedniem. Szerokim echem odbiła się uroczystość z tej okazji w parafii farnej w Wagrowcu, gdzie w symbole i barwy narodowe został przyozdobiony miejscowy kościół. Do księdza proboszcza Macieja Bukowieckiego burmistrz Alberti przysłał nawet zakaz wystawiania polskich godeł w kościele. Ksiądz nie przyjął dokumentu, gdyż był on napisany w języku niemieckim, wobec czego posłaniec pruskiej policji przybił zakaz na drzwiach kościoła. Zignorowanie zarządzenia burmistrza proboszcz przypłacił dwoma miesiącami więzienia.
     Podczas wszystkich nabożeństw intonowano zawsze pieśń Boże coś Polskę, która w rejencji bydgoskiej w sierpniu 1861 roku została objęta zakazem nauczania w szkołach elementarnych pod groźbą zwolnienia z pracy nauczycieli łamiących to zarządzenie. Motywacją do jego wydania było uznanie tej pieśni przez władze pruskie za buntowniczą.
     Pod wpływem narastającej fali polskich wystąpień religijno-patriotycznych władze prowincji poznańskiej 25 października 1861 roku wydały obwieszczenie, w którym przypomniano polskiej ludności Wielkopolski, w tym i Pałuk, o zakazie wykorzystywania nabożeństw w celach politycznych pod groźbą grzywny od 5 do 50 talarów lub więzienia od 8 dni do 6 tygodni. Z kolei w listopadzie tego roku wydano zakaz rozpowszechniania polskich flag, znaków i symboli narodowych, za którego złamanie przewidziano kary do 200 talarów grzywny bądź od 4 tygodni do 2 lat więzienia.
     W okresie wystąpień o charakterze religijno-narodowym, nasilających się pod wpływem działalności ruchów konspiracyjnych w Królestwie Polskim, wyodrębniły się dwa przeciwstawne sobie obozy: czerwoni i biali. Podział ten znalazł swoje odbicie również w zaborze pruskim, w tym i na Pałukach, gdzie obydwa ugrupowania znalazły swoich zwolenników. Trzeba jednak zaznaczyć, iż od samego początku przewagę zyskało tu stronnictwo białych, które opowiadało się przeciwko walce zbrojnej jako sposobowi odzyskania niepodległości.

Reklama

MIĘDZY BIAŁYMI A CZERWONYMI

     Nic więc dziwnego, że wysłannicy Komitetu Centralnego czerwonych do zaboru pruskiego, Józef Ćwierciakiewicz i Józef Demontowicz, mieli na przełomie lat 1861-1862 duże problemy z pozyskaniem do swojej koncepcji walki zbrojnej nie tylko ludzi należących do obozu konserwatywnego, ale także osób im sprzyjających. Napotkali bowiem nawet na opór oficjalnego zwolennika czerwonych, bardzo wpływowego w Wielkim Księstwie Poznańskim, właściciela majątku Paryż pod Żninem, Aleksandra Guttrego. Nie zamierzał on bowiem w tym czasie formować organizacji powstańczej, która miałaby się zajmować dostarczaniem sprzętu wojskowego oraz werbować ochotników do oddziałów powstańczych. Uważał bowiem, iż trzeba poczekać na wezwanie Warszawy. Był przekonany, iż wtedy w Wielkopolsce bardzo szybko uda się zorganizować pomoc finansową i zbrojną dla powstania.
     Z powyższych względów czerwonym udało się utworzyć w Poznaniu zaledwie 12-osobowy komitet, który bez poparcia Guttrego nie miał żadnej siły oddziaływania i nie był w stanie przeciwstawić się komitetowi białych, który zresztą też nie był idealnie zorganizowany i nie posiadał, poza ograniczaniem radykalnych wystąpień, ściśle określonego planu działania.
     Zachowawcza postawa Guttrego dała o sobie znać, gdy w pierwszej połowie1862 roku do Wielkopolski dotarły informacje, że w Warszawie na 15 lipca planowany jest wybuch powstania. Guttry natychmiast wyruszył do stolicy, aby temu zapobiec. Gdy tam dotarł, jego misja była już jednak bezprzedmiotowa, ponieważ decyzja o zbrojnym wystąpieniu została odwołana. Kilka tygodni później Guttry ponownie pojawił się w Warszawie, aby powstrzymać czerwonych przed wywołaniem powstania, zanim zostanie ono należycie przygotowane. W międzyczasie starał się przekonać białych do wsparcia przygotowań do insurekcji, ale celu tego nie udało mu się osiągnąć.
     W drugiej połowie 1862 roku znaczące osobistości z Wielkopolski na zebraniu w Poznaniu podjęły decyzję o wyborze przedstawiciela Wielkiego Księstwa Poznańskiego do kontaktów z organizacją warszawską. Na męża zaufania, który w sytuacjach nagłych miał prawo samodzielnie podejmować decyzje w sprawach Wielkopolski, został wybrany Aleksander Guttry. Koszty pełnionej przez niego funkcji były pokrywane ze specjalnie utworzonego na ten cel funduszu, zasilanego ze składek. Jesienią Guttry jeszcze raz pojechał do Warszawy, aby uczestniczyć w rozmowach białych z czerwonymi, ale do porozumienia między tymi stronnictwami w zakresie powstańczych planów nie doszło, wobec czego jego misja zakończyła się fiaskiem.
     Po powrocie Guttry relacjonował przebieg warszawskich rozmów podczas spotkania w Poznaniu. Tam ze stanowczym protestem wobec przygotowań Wielkopolski do powstania wystąpił ks. kanonik Jan Chryzostom Janiszewski, który uważał, iż zbrojne wystąpienie przeciw zaborcom zakończy się pewną klęską. Wobec różnicy zdań między obecnymi na sali osobami, wśród których Guttry apelował o pełne poparcie powstania ze strony Wielkiego Księstwa Poznańskiego, zebranie nie przyniosło żadnych wiążących decyzji w tej kwestii.
     Zwolennicy zaangażowania Wielkopolski w powstanie byli zatem w tej dzielnicy w odwrocie, nie wspominając o tych, którzy dążyli do jego wybuchu. Potwierdziło to utworzenie na początku 1863 roku komitetu mającego kierować sprawami narodowymi w WKs.P, którego reprezentanci z Adolfem Łączyńskim na czele byli przeciwni włączeniu się w prace organizacyjne na rzecz planowanego powstania. Od wpływu na bieg wydarzeń odsunięto wtedy również Guttrego.  
     Dopiero po wybuchu powstania, gdy opowiedział się za nim Jan Działyński, do prac organizacyjnych włączył się również Aleksander Guttry. Zainicjowany na początku marca 1863 roku Komitet Działyńskiego nie zyskał jednak oficjalnego poparcia Rządu Narodowego. Dyktator powstania Marian Langiewicz zdecydował o likwidacji obu wielkopolskich komitetów i powołaniu jednego dla całej dzielnicy. Z kolei komisarzem dyktatorskim na teren Wielkiego Księstwa Poznańskiego w nowym komitecie mianował Guttrego. Wkrótce jednak Langiewicz musiał chronić się w Galicji, wobec czego jego decyzje nie zdążyły być wprowadzone w życie. Guttry kontynuował zatem pełnienie funkcji komisarza na Wielkopolskę, ale z ramienia Tymczasowego Rządu Narodowego w Warszawie. Ponieważ podporządkował się Działyńskiemu, to właśnie jego komitet stał się na czas powstania najwyższą władzą na terenie Wielkopolski. W międzyczasie zakończył swoją działalność w Wielkopolsce komitet białych Adolfa Łączyńskiego, który skompromitował się wezwaniami do zaprzestania walki i kapitulacją wobec wojsk rosyjskich.
     Komitet Działyńskiego natychmiast przystąpił do zorganizowania terenowych struktur, powołując w powiatach komisarzy cywilnych (sprawy finansowe, zakup sprzętu, magazynowanie broni, organizacja transportów) i wojskowych (formowanie oddziałów z ochotników).
     Na Pałukach funkcje komisarzy pełnili: powiat wągrowiecki Ignacy Moszczeński z Wiatrowa, powiat mogileński Józef Skrzydlewski z Dzierżążna i Edmund Mikorski, powiat szubiński Wojciech Kunow, dzierżawca majątku Słupy. Oprócz komisarzy, ustanowiono także lustratorów, którzy kontrolowali działalność powiatów. W powiecie szubińskim i wągrowieckim lustratorem był Erazm Zabłocki z Tonowa, a w mogileńskim Cezary Tur z Trzeciewnicy. W Żninie do Komitetu Działyńskiego należał doktor medycyny Stanisław Okoniewski i wikary Wojciech Nowacki, który był skarbnikiem.

SKŁADKI I PODATKI

     Podstawowym zadaniem organizacji powstańczej w zaborze pruskim było zbieranie pieniędzy poprzez składki i podatek narodowy, który był tu nałożony trzykrotnie: dwuletni w 1862 r., pięcioletni w kwietniu 1863 r. i czteroletni w grudniu 1863 r. Poza tym Rząd Narodowy wydał 5 lipca 1863 roku dekret o przymusowej pożyczce w wysokości 21 mln zł, noszącą nazwę Ogólna Narodowa Pożyczka, jednak wobec problemów z wprowadzeniem jej w życie zdecydowano, iż będzie to jedynie forma dobrowolnej składki na rzecz powstania.
     Żeby uniknąć dekonspiracji, poborem podatku i zbieraniem składek zajmowały się głównie kobiety. Wśród nich były m.in. Wolańska z Rybitw pod Pakością i Suchańska ze Szczepanowa. Prezes policji poznańskiej za głównego inkasenta w powiecie szubińskim uznawał jednak Heliodora Golcza z Mamlicza, choć pierwszymi podejrzanymi byli przede wszystkim księża. Władzom pruskim, choć prowadziły szeroko zakrojone śledztwa w tym zakresie, nie udało się nikomu czegokolwiek udowodnić. Konspiracja w tym względzie była dobrze zachowana.
     Wsparcie finansowe dla powstania z terenu Pałuk nie było małe. Wspomniany Golcz z Mamlicza i Ostrowski z Retkowych Górek przekazali po 216 talarów, Wollszleger z Iwna i Jaraczewski z Sobiejuch po 108 talarów, Wollszleger z Chraplewa, Wollszleger ze Smarzykowa, Matecki z Bożejewic, Zalewski z Bożejewiczek, Cichowicz z Chomętowa, Sulerzycki z Chomiąży, Sulerzyski z Obudna, Brzeski z Krotoszyna, proboszcz ze Słupów po 72 talary, Czarnecki z Chwaliszewa, Radoński z Dobieszewa, Ostrowski z Brzyskorzystewka, proboszczowie z Kunowa, Szubina i Gąsawy po 36 talarów.  
     Zebrane pieniądze były przeznaczane głównie na zakup broni i innego sprzętu wojskowego dla powstających na terenie Wielkopolski ochotniczych oddziałów powstańczych.W pruskich dokumentach zachowały się nazwiska zajmujących się tym mieszkańców Pałuk. O jednym z nich o nazwisku Zaleski z Bożejewiczek szubiński landrat pisał do nadprezydenta prowincji poznańskiej Karla Wilhelma von Horna, że bez przerwy dostarcza broń. Zakupu części tej broni Zaleski dokonywał w Żninie u Schmidta, gdzie kupował szable i wyposażenie kawaleryjskie.

Reklama

BLOKADA GRANICY   

Pomoc ze strony mieszkańców Pałuk i innych polskich ziem znajdujących się w zaborze pruskim dla powstańców walczących w Królestwie została wystawiona na ciężką próbę wraz z podpisaniem przez Prusy i Rosję tzw. konwencji Alvenslebena, zawartej 8 lutego 1863 roku z inicjatywy pruskiego kanclerza Otto von Bismarcka. Była to umowa, na podstawie której państwa zobowiązały się do współpracy w tłumieniu Powstania Styczniowego.
     Prusy podjęły natychmiastowe działania w tym zakresie obstawiając wojskiem granicę z Królestwem Polskim od Kłajpedy po Mysłowice. Od tej chwili drogi były regularnie kontrolowane przez pruskie patrole wojska i żandarmerii, które w poszukiwaniu ochotników i transportów zmierzających w kierunku granicy z Rosją często przesuwały się z miejsc stacjonowania w głąb kraju. Oprócz przemarszów kontrolnych, które docierały do Żnina, Łabiszyna, Barcina, Słupów czy Kcyni, w niektórych pałuckich miejscowościach oddziały pruskie zwalczające pomoc dla powstania zostały umieszczone na stałe. Było tak m.in. w Cerekwicy, Rogowie, Lubostroniu i Janowcu. Ponieważ pruscy żołnierze niejednokrotnie nadużywali gościnności tamtejszych mieszkańców, dochodziło często do bójek z cywilną ludnością, której przedstawiciele, także Niemcy, składali wnioski do władz o odwołanie tychże oddziałów i przywrócenie porządku.
     Działania policyjne pruskich oddziałów na Pałukach były przede wszystkim nakierowane na przechwycenie transportów z bronią i poszukiwanie miejsc jej przechowywania. W tym celu podejmowane były liczne rewizje domowe u podejrzanych o ten proceder, z których znane są m.in. te przeprowadzone u: Golcza z Mamlicza, Moszczeńskiego z Dziewierzewa, Kawczyńskiego z Kwieciszewa, Dydyńskiego ze Słowikowa, Mittelstaedta z Kunowa, Korytowskiego z Grochowisk, Skrzydlewskiego z Dzierżążna, Heinricha z Lubostronia.
     Kontrole te rzadko były skuteczne, gdyż Polacy sztukę konspiracyjnej pracy na rzecz powstania mieli dobrze opanowaną. Broń była ukrywana w transportach kolejowych, lądowych bądź wodnych przewożących beczki, sukno czy fortepianowe skrzynie.

WERBUNEK OCHOTNIKÓW

     Nie mniej kłopotów Prusacy mieli z pochwyceniem ludzi werbujących ochotników do walki w powstaniu oraz zlokalizowaniem miejsc ich zbiórki, dlatego najczęściej o utworzeniu polskiego oddziału zaborcy dowiadywali się dopiero wówczas, gdy zmierzał już w kierunku granicy z Rosją. Były jednak przypadki, gdy pruskiej policji udało się trafić na trop organizatorów werbunku. Wśród nich m.in. byli: Winiecki z Łopienna, Warnke z Łabiszyna, Banaszkiewicz z Pakości, Traconi ze Skubaczewa, Roman Mielęcki i Kazimierz Skórzewski z Lubostronia. Werbowaniem ochotników zajmowali się także czeladnik szewski Szafrański z Gąsawy i Józef Nepomucen Gościcki z Szubina.
     Organizacją ochotniczych oddziałów zajmowali się ludzie pochodzący z różnych stanów: ziemianie, pisarze dworscy, nauczyciele, rzemieślnicy, parobkowie. Miało to pozytywną stronę, gdyż dzięki temu powstanie zyskiwało wsparcie ze strony różnych warstw społecznych, do których oni docierali. Największa ilość ochotników wywodziła się z warstw ubogich, do których zaliczali się: wyrobnicy, czeladnicy, terminatorzy, służba domowa.
     W marcu do walki w powstaniu poszli m.in. następujący mieszkańcy Pałuk: Stanisław Wiatrowski, Łukasz Wiatrowski, Stanisław Olsza, Ludwik Heinrich, Teofil Lisiecki, Antoni Mieczkowski (wszyscy z Lubostronia), Karol Lewandowski (Barcin), wikary Wojciech Nowacki, bracia Stefan i Stanisław Okoniewscy (wszyscy ze Żnina).
W kwietniu wielu ochotników z powiatu wągrowieckiego zebrało się między Łopiennem a Rogowem, a w ich posiadaniu było 30 wozów i dużo koni.
     Do powstania w różnych okresach walk trafili też: ks. Teofil Kegel - proboszcz z Gąsawy, Kazimierz Godzimirski z Pniew, Franciszek Kładziszewski z Rynarzewa, Andrzej Sosnowski z Góry, Józef Woźniak z Mamlicza, Adrian Wyczyński z Sadłogoszczy, Antoni Kozłowski z Chomiąży, Michał Kubiak i Józef Urbaniak z Sulinowa, Franciszek Mileński z Jabłowa Pałuckiego, Aleksander Sadowski i Wojciech Szafrański z Jaroszewa, Franciszek Nowakowski z Żernik, Wilhelm Paliński i Ksawery Przybylski z Barcina, Feliks Hagarowski i Bolesław Klepaczewski z Lubostronia, Teodor Ogórkowski i Michał Talan z Łabiszyna, Juliusz Nowacki, Mateusz Śmichniński i Antoni Tomaszewski z Szubina.  
     Napływ ochotników z Poznańskiego był na tyle duży, że celem jego ograniczenia nadprezydent Horn wydał w kwietniu 1863 roku polecenie starostom prowincji poznańskiej, aby kontrolowali ilość osób zamieszkujących w majątkach ziemskich.
     Nie zapobiegło to jednak dalszemu przekraczaniu granicy przez kolejne grupy ochotników. W lipcu około 200 przyszłych powstańców weszło do Królestwa Polskiego w pobliżu Strzelna. Tylko w Łopiennie robotnik rolny Winiecki zebrał 14 ochotników, jednak w trakcie marszu ku granicy aresztował ich pruski oddział. Przy wsparciu z zewnątrz udało im się wydostać z aresztu, a uciekając zdążyli jeszcze zerwać pruskiego orła i wrzucić go w błoto.
     Wsparcie dla powstania z Pałuk poprzez organizowanie ochotniczych oddziałów trwało praktycznie do końca walk. Były to zazwyczaj kilku lub kilkunastoosobowe grupy przekraczające granicę pod osłoną nocy. Wiosną 1864 roku było to m.in. 16 mieszkańców Kcyni i 6 z okolic Janowca Wlkp.

Reklama

RÓŻNE LOSY PAŁUCZAN

     Powstańcy z Pałuk walczyli pod różnymi dowódcami, którzy operowali ze swoimi oddziałami w pobliżu granicy prusko-rosyjskiej. Najpierw był to Kazimierz Mielęcki [pisaliśmy o nim w Pałukach nr 5/2013], następnie Alojzy Seyfried, francuski ochotnik Young de Blankenheim, Edmund Callier, Edmund Taczanowski, Franciszek Budziszewski, Franciszek Kopernicki, Józef Oxiński.
     Dokładną liczbę ochotników przechodzących z Pałuk do Królestwa Polskiego trudno określić, gdyż znane informacje pochodzą głównie z dokumentów wytwarzanych przez landratów na podstawie uzyskanych przez nich informacji, które następnie przekazywali zwierzchnikom w postaci raportów. O wielu ochotnikach zasilających powstańcze oddziały nie mogli jednak wiedzieć i nie wiedzieli.

     Dodatkowe dane pochodzą z list zatrzymanych na granicy przez wojska pruskie lub władze rosyjskie, które przekazywały ich najczęściej do Prus. Nie dopełniają one jednak całości, bo nie wszystkich przecież ujęto. Wśród zatrzymanych m.in. byli: Antoni Bigoradzki, Apolinary Schwerock i Józef Strzyżewski z Barcina, Andrzej Kowalski i Andrzej Radecki z Kcyni, Ignacy Jesionowski, Rudolf Schmidt i Antoni Herr z Łabiszyna, Marcin Śmiechowski z Cerekwicy, Franciszek Chłapowski i Walerian Skórzewki z Szubina, Walenty Bukowski z Szelejewa, Nikodem Modrzejewski i Marcin Domański z Pakości. Część z aresztowanych trafiała do powiatowych więzień w Inowrocławiu i Gnieźnie. Z kolei oskarżonych o zdradę stanu umieszczano w fortach cytadeli poznańskiej. Trafili tam: Albert Kunow ze Słupów, Ludwik Heinrich z Lubostronia, Ignacy Moszczeński z Wiatrowa, Apolinary Karłowski i Władysław Rozrażewski z Grochowisk. Za najbardziej zaangażowanymi konspiratorami działającymi na rzecz powstania władze pruskie rozesłały listy gończe. Wśród nich była oskarżona o zdradę stanu Marianna Hulewicz (z domu Ziołecka) z Gąsawy. Kiedy w lipcu 1863 roku więzienia powiatowe zostały już zapełnione aresztowanymi powstańcami, władze pruskie 24 sierpnia 1863 roku wydały zarządzenie, aby wszystkich kierować do cytadeli w Poznaniu, gdzie w licznych fortach miejsca nie brakowało.  
     Nie wszyscy mieszkańcy Pałuk walczący w powstaniu wrócili w rodzinne strony od razu po zakończeniu walk czy nawet pośrednio przez pobyt w pruskim więzieniu. Część z nich trafiła do niewoli rosyjskiej, by następnie otrzymać wyroki skazujące na zesłanie w głąb Rosji, np. do Kurska zostali zesłani Teodor Berent ze Świątkowa, Bolesław Czachowski z Chwaliszewa, do Orła - Franciszek Mileński z Jabłowa, Jan Polski z Łabiszyna, Nikodem Jankiewicz z Kcyni, na Syberię Nepomucen Matczyński z Młodocina i Antoni Majewski z Obudna. Do Rosji zostali zesłani również: ziemianka z Arnoldowa, Emilia Chmielewska i Rudolf Schmidt z Łabiszyna.
     Aleksander Guttry w chwili wykrycia w kwietniu 1863 roku przez pruską policję działalności Komitetu Działyńskiego przebywał w Dreźnie. Chcąc uniknąć aresztowania, udał się na zachód Europy. Z Francji, Belgii i Anglii w ramach prac w komisji rządowej organizował zakup i dostawy broni dla oddziałów powstańczych, a także przerzut ludzi do Królestwa Polskiego. Do końca powstania przebywał głównie w belgijskim Liege. W procesie berlińskim trwającym od lipca do grudnia 1864 roku władze pruskie wydały na niego i 10 innych osób zaoczne wyroki śmierci za zdradę stanu i próbę oderwania od Królestwa Prus terytoriów należących do Rzeczypospolitej w 1771 roku. Zmuszony do pozostania za granicą, zamieszkał w Brukseli. Do kraju wrócił w 1871 roku po ogłoszeniu przez władze pruskie amnestii. Zamieszkał w Paryżu pod Żninem, a gdy tamtejszy dwór spłonął, przeniósł się do Piotrkowic, które też były własnością rodziny. Tam zmarł 4 stycznia 1891 roku, a pochowany został w pobliskim Juncewie.
     Pogrzeb przy obecności wielu parafian i działaczy niepodległościowych odbył się 8 stycznia, stając się okazją do narodowej demonstracji. Kazanie w duchu patriotycznym wygłosił ks. Andrzej Osiński ze Świątkowa.

Reklama

Bartosz Woźniak
Pałuki nr 1103 (14/2013)

11XI

52UFLADA

Miejsce zdarzenia mapa Pałuki Żnin
Aplikacja na Androida

Źródło i opracowanie własne Aktualizacja: 13/08/2024 14:14
Reklama

Komentarze opinie

Podziel się swoją opinią

Twoje zdanie jest ważne jednak nie może ranić innych osób lub grup.

Komentarze mogą dodawać tylko zalogowani użytkownicy.

Zaloguj się

Reklama

Wideo palukiznin.pl




Reklama
Najnowsze wiadomości