Po rychłej śmierci rodziców wychowywał się w Lubostroniu. Mimo wrażliwej duszy i chorowitego ciała, nie wahał się wstąpić w szeregi powstańczej armii i walczyć w pierwszej linii kawalerii. Do historii przeszedł jako adiutant z Reduty Ordona, którą na podstawie jego relacji napisał Adam Mickiewicz. Z uwagi na przedwczesną śmierć, sam nie zdążył stworzyć zbyt wielu dzieł na miarę swojego pisarskiego talentu.

Artur Nadolski opowiadał o życiowych losach Stefana Garczyńskiego, Adama Mickiewicza i Juliana Ordona w kontekście wiersza o reducie fot. Bartosz Woźniak
Losy Stefana Floriana Garczyńskiego to znakomity materiał na scenariusz filmowy. Już data jego urodzin wzbudza wątpliwości badaczy, gdyż przyjmowane są trzy wersje, a mianowicie 13 października 1804, 1805 lub 1806 roku. Pochodził z niezbyt zamożnej rodziny ziemiańskiej, posiadającej majątek w Kosmowie w ziemi kaliskiej. Wczesna śmierć rodziców (ojciec Franciszek zmarł w 1812 r., a matka Katarzyna z domu Radolińska w 1813 r.), sprawiła, że przyszły poeta i powstaniec trafił na ziemię pałucką, a konkretnie do Lubostronia pod opiekę zamożnej ciotki Antoniny Skórzewskiej, która była siostrą jego ojca. Rodzina zadbała o solidne wykształcenie dorastającego Stefana, posyłając go na naukę do Berlina, gdzie studiował prawo i filozofię, mając okazję uczestniczyć w wykładach prof. Georga Hegla. Tam też w 1829 r. poznał Adama Mickiewicza, z którym się zaprzyjaźnił. Mickiewicz, będąc pod wrażeniem poznanych wówczas wierszy Garczyńskiego i dostrzegając w nich nieprzeciętny talent twórczy, zachęcał go do kontynuowania pracy pisarskiej.
W WIECZNYM MIEŚCIE
W związku z tym, że Stefan Garczyński był dość chorowity (matka zmarła na gruźlicę), lekarze zalecili mu wyjazd na południe Europy.
W 1830 r. udał się zatem do Italii, gdzie 3 marca w Rzymie ponownie spotkał się z Mickiewiczem. Przez kolejne tygodnie mieli okazję do zwiedzania starożytnych budowli, galerii, muzeów, ale i podmiejskich willi i ogrodów. Prowadzili też wszechstronne dyskusje filozoficzne i religijne. W kwietniu 1830 r. obaj poeci wspólnie z przyjaciółmi brali udział w uroczystych obchodach Wielkiego Tygodnia w Watykanie, których zwieńczeniem była suma w bazylice św. Piotra i papieskie błogosławieństwo Urbi et Orbi. Wieczorem w niedzielę wielkanocną podziwiali iluminację kopuły i bazyliki św. Piotra.
Podczas pobytu w Italii, w której przebywało wówczas liczne grono polskiej emigracji, Garczyński brał udział w wielu okolicznościowych spotkaniach towarzyskich i wycieczkach. Na obczyźnie życie toczyło się zwykłym biegiem. Były chwile smutne, jak choćby 3 maja 1830 r., gdy w kościele św. Stanisława żegnał z przyjaciółmi zmarłego na zapalenie płuc ks. Stanisława Parczewskiego, ale i radosne podczas zaślubin malarza Wojciecha Kornelego Stattlera z Włoszką Zerboni di Colonna.
W Rzymie zastała go wieść o wybuchu powstania listopadowego, na którego rzecz podjął się wówczas wraz z Mickiewiczem zbiórki pieniędzy. Drzemiąca w Garczyńskim wojskowa dusza (ojciec był pułkownikiem kawalerii) nakazywała mu powrót do kraju i walkę za ojczyznę. Tak był wychowany w rodzinnym domu, a później w lubostrońskim pałacu.
Garczyński bawić się nie lubi, a raczej tylko na zabawę żałuje czasu; ale gdzie idzie o powinność albo ofiarę, tam go nie trzeba namawiać. Ciągła owszem ofiara z siebie, ku celom ogólnego dobra i ku służbie swojego społeczeństwa i kraju, to jest główny ideał jego życia i marzeń - pisał z Rzymu 9 marca 1830 r. poeta Antoni Edward Odyniec do powieściopisarza Ignacego Chodźki.

Tablica umieszczona na oficynie lubostrońskiego pałacu, upamiętniająca pobyt Stefana Floriana Garczyńskiego fot. Bartosz Woźniak
POETA NA POWSTAŃCZYM FRONCIE
W przeciwieństwie do wahającego się przyjaciela, szybko się spakował i za pieniądze pożyczone od Mickiewicza wyruszył 22 grudnia 1830 r. do kraju. W połowie lutego 1831 r. dotarł do Warszawy, gdzie zaciągnął się jako szeregowiec-ułan do 2. Pułku Strzelców Konnych Jazdy Poznańskiej, w którym wcześniej służył także jego ojciec. Wkrótce potem 25 lutego 1831 r. wziął udział w bitwie pod Olszynką Grochowską, w której wykazał się dużym męstwem, za co uzyskał awans na podporucznika. Zasługi na polu walki sprawiły, że trafił do sztabu korpusu jako adiutant gen. Jana Nepomucena Umińskiego. Ponieważ od asysty wysokim dowódcom wolał bezpośredni udział w starciu z wrogiem, 20 czerwca 1831 r. wystosował prośbę o przeniesienie do kawalerii poznańskiej. W sierpniu 1831 r. został awansowany do stopnia porucznika, a za zasługi w obronie obleganej przez wojska rosyjskie Warszawy (6-7 września 1831 r.) 12 września otrzymał Złoty Krzyż Virtuti Militari.
Mimo silnego zaangażowania w powstanie Stefan Garczyński nie zatracił wrażliwości poety. Gdy tylko miał chwilę czasu, pisał m.in. hymny, modlitwy i sonety, co miało miejsce nawet w trakcie jazdy na koniu w czasie długich przemarszów. W jego utworach, wydawanych w tym czasie w warszawskich gazetach, dominowała problematyka walki Polaków o wolność. W jednym z bojowych wierszy nawoływał dowódców powstania do opanowania Litwy. Nie stronił od bieżących wydarzeń, w tym krytyki dowództwa, jak choćby w wierszu Modlitwa obozowa z maja 1831 r., w którym potępił kunktatorską i zachowawczą postawę naczelnego wodza gen. Jana Skrzyneckiego odnośnie podejmowania walki z wojskami rosyjskimi. Poza tym, jeśli chodzi o romantycznych poetów, był prekursorem w zakresie wprowadzenia do utworów zwykłego słownictwa batalistycznego.
Stefan Garczyński poważnie chory na gruźlicę, rozwojowi której sprzyjał surowy tryb życia poety w okresie insurekcji, 23 września 1831 r. w Płocku zrezygnował ze służby w wojsku. Następnie udało mu się przekroczyć granicę rosyjsko-pruską, dzięki czemu ponownie mógł zawitać do Lubostronia. Przygnębiony militarną klęską, chory na ciele i na duszy, leczył się pod opieką rodziny Skórzewskich przez około dwa miesiące.
Z MICKIEWICZEM W OBJEZIERZU I ŁUKOWIE
W tym czasie na terenie zaboru pruskiego przebywał już także Adam Mickiewicz, który latem 1831 r. przedostał się na ziemie polskie. Nosił się on z zamiarem uczestnictwa w walkach o wolność ukochanej Litwy, ale gdy Rosjanie brutalnymi represjami opanowali sytuację na tym terenie, ostatecznie w powstaniu listopadowym za broń nie chwycił.
Dowiadując się o pobycie wieszcza w Wielkopolsce, Garczyński w połowie grudnia 1831 r. wyjechał z Lubostronia, aby się z nim zobaczyć. Spotkanie przyjaciół miało miejsce w Objezierzu, w pałacu Wincentego Turno, którego Garczyński poznał przy okazji bitwy pod Olszynką Grochowską. Mieszkał tam również inny uczestnik walk powstańczych Arsen Kwilecki, który był bratem Heleny Turno.
Mickiewicz przyjechał do Objezierza właśnie ze względu na Garczyńskiego. Z dużą troską i niepokojem spoglądał wówczas na wyczerpanego i wychudzonego przyjaciela. Mieszkali razem w nieistniejącej już oficynie. Spotkania odbywały się w pięknej sali rotundowej pałacu. Mickiewicz z podziwem wsłuchiwał się tam w czytany i dedykowany mu przez Garczyńskiego poemat Apostata czyli Wacława życie, zatytułowany później Wacława dzieje. Córka Wincentego Turno, Maria, wspominała po latach słowa wieszcza urzeczonego utworem Garczyńskiego: A to pięknie, zaprosiła mnie pani do Objezierza, aby mnie tu z Parnasu strącili.
W prowadzonych przez nich wówczas rozmowach przewijała się głównie tematyka wojenna, dotycząca wydarzeń związanych z zakończonym klęską powstaniem listopadowym.
Krótko przed wigilią Bożego Narodzenia 1831 r. obaj poeci wraz z Heleną i Wincentym Turno wybrali się do Łukowa, gdzie w majątku Józefa Grabowskiego przebywał najstarszy brat Mickiewicza, Franciszek, także weteran powstania. Stefan Garczyński opuścił Łukowo już w drugi dzień świąt, udając się z powrotem do Objezierza, gdzie spotkał się z siostrą Eleonorą, która przyjechała z Wolsztyna. Tam też rodzeństwo witało nowy rok.
WŚRÓD POLONII W DREŹNIE
Stefan Garczyński 9 stycznia 1832 r. wyjechał z Objezierza do Drezna w towarzystwie ciotki Antoniny z Gajewskich Platerowej. Mickiewicz po dłuższym pobycie u brata dołączył do niego w marcu 1832 r. Początkowo spotykali się w wąskim gronie, głównie wieczorami na dysputach z Ignacym Domeyko i Antonim Odyńcem. Przyjaciele namówili wtedy Mickiewicza do przekładu Giaura George`a Byrona.
Wtedy też Mickiewicz po raz kolejny dał wyraz swojego podziwu wobec poetyckiej twórczości przyjaciela, tym razem w liście z 23 marca 1832 r. do Joachima Lelewela: Rewolucja wydała poetę, nieznanego jeszcze. Jest to Garczyński, dwa lata go znałem w Rzymie, a nic mi nie czytał i nie wiedziałem, że pisze. Talent wielki i daleko pójdzie. Już teraz jest na stanowisku, na którym ostatnie dzieła moje spoczęły.
W Dreźnie chory na gruźlicę Garczyński podjął się popularnej wówczas kuracji wodnej. Z Mickiewiczem i Odyńcem systematycznie odwiedzali tamtejszą pijalnię wód Struvego, gdzie pili wody karlsbadzkie Mühlbrunn. Jak się później okazało, Garczyńskiemu ta kuracja na dobre nie wyszła.
Z czasem włączyli się w spotkania polskiej emigracji, jak choćby u Klementyny z Tańskich Hoffmanowej, gdzie dochodziło do burzliwych niekiedy sporów na temat przyczyn klęski powstania listopadowego. Prym wiódł w nich zwłaszcza Mickiewicz, obarczający winą przede wszystkim generałów, którzy nie pozostawali mu dłużni, zarzucając wieszczowi brak udziału w walce. Przygnębiony i schorowany Garczyński nie udzielał się nazbyt w toczących się wtedy dyskusjach. W ostatnich tygodniach pobytu w Dreźnie poeci często odwiedzali dom głównej organizatorki pomocy polskim emigrantom, czyli Klaudyny Potockiej, a także w większym gronie spotykali się u posła z czasów powstania listopadowego Henryka Nakwaskiego.
Pod wpływem nacisków carskiego poselstwa na władze pruskie, aby uniemożliwić dalszy pobyt polskich uchodźców z Królestwa w Saksonii, drezdeńska Polonia zaczęła się rozpadać. Od początku czerwca 1832 r. miasto zostali zmuszeni opuścić kolejni przyjaciele Garczyńskiego, choć on sam został. Mickiewicz wyjechał 24 czerwca w kierunku Paryża, dokąd dotarł 31 lipca 1832 r.

Oficyna w Lubostroniu, w której po śmierci rodziców mieszkał Stefan Florian Garczyński fot. Bartosz Woźniak
POWIERNIK ZAKAZANEJ MIŁOŚCI
Przyjaźń przetrwała jednak rozłąkę. Kontakt między poetami nie został zupełnie zerwany, gdyż regularnie pisali do siebie listy.
Jednym z aspektów poruszanych w nich kilka tygodni po wyjeździe Mickiewicza, był jego romans, w który latem 1831 r. jeszcze podczas pobytu w Wielkopolsce wdał się z Konstancją Łubieńską z Bojanowskich - 33-letnią matką pięciorga dzieci i od 14 lat mężatką. Jesienią 1832 r. ze zdwojoną siłą ujawniły się konsekwencje tamtych miłosnych uniesień
Stefan Garczyński, ku swojemu niezadowoleniu, został uwikłany w tę sprawę. Z uwagi na fakt, iż był przyjacielem Mickiewicza, Konstancja Łubieńska próbowała przez niego nawiązać kontakt z przebywającym wtedy w Paryżu obiektem swoich westchnień, do którego w dalszym ciągu pałała niesłabnącym uczuciem. Przyjechała nawet do Drezna, gdzie spotkała się z Garczyńskim, chcąc uczynić z niego orędownika swojej sprawy. Sprawa była na tyle poważna, że kobieta gotowa była już na rozwód, a Mickiewiczowi groził honorowy pojedynek. Sile perswazji Garczyńskiego, ale i swojej stanowczości Mickiewicz zawdzięczał, że sprawa nie zabrnęła aż tak daleko.
Sam Garczyński nie miał o kochance przyjaciela najlepszego zdania, co wyraził w liście do Mickiewicza z 16 października 1832 r., w którym m.in. pisał: Pani Ł. jest to kobieta, którą każdy co wiersze pisze, przerzucać by mógł na prawo i lewo, zresztą ona tego bigosu nawarzyła. brzydką jest kokietką, nic więcej. (...) Miała ona myśli różne i dziwne. Zbijałem ją kategorycznym sposobem. Kiedy o rozwodzie mówić poczęła, ja o nieszczęściu rozprawiałem. (...) Toć przyrzec jej musiałem, zmieniwszy pod koniec ton prawd w słowa pociechy, że i ty o niej zapomnisz, a ja po przyjeździe do Paryża portret twój odeślę. (...) Kocha ciebie, biedaczka, i dlatego warto jej winy odpuścić.
WSPÓLNA REDUTA ORDONA
Zanim do tego wszystkiego doszło, w Dreźnie w 1832 r. światło dzienne ujrzała Reduta Ordona, gdzie zostało wydrukowane jej pierwsze wydanie. Relacje bezpośredniego uczestnika walk, jakim był Garczyński, musiały wywrzeć na Mickiewiczu bardzo duże wrażenie. Szczególnie zaś opowieść o bohaterskiej obronie reduty z Julianem Konstantym Ordonem na czele, gdyż niemal natychmiast przystąpił do napisania patriotycznego i przejmującego wiersza na ten temat. Już w Wielkopolsce powstała zapewne pierwsza redakcja tego utworu.
Mickiewicz nadał wierszowi podtytuł Opowiadanie adiutanta, czym wprost przyznał, iż temat wiersza zaczerpnął z relacji przekazanej mu przez Stefana Garczyńskiego. Nadmieńmy, że w momencie dziejących się wydarzeń związanych z obroną reduty, co miało miejsce 6 września 1831 r. podczas obrony Warszawy, Garczyński przebywał ze swoim szwadronem 2. Pułku Strzelców Konnych Jazdy Poznańskiej przy wale miejskim i widział przebieg walki, ale nie był już adiutantem gen. Umińskiego. Tymczasem Mickiewicz, zapewne aby uatrakcyjnić fabułę, zamieścił w wierszu rzekomą rozmowę między nimi, podczas gdy gen. Umiński w tym czasie był w zupełnie innym miejscu, bo na Mokotowie. Za sprawą relacji Garczyńskiego, przekonanego o śmierci ppor. Juliana Ordona (został ranny) po wielkiej eksplozji spowodowanej wysadzeniem przez niego magazynu z prochem znajdującego się w reducie 54, tytułowy bohater został także uśmiercony w wierszu przez Mickiewicza. Zresztą zupełnie nie zdawał sobie z tego sprawy, gdyż nie znał utworu.
Biorąc pod uwagę wielką skalę represji zastosowaną przez rosyjskiego zaborcę wobec uczestników powstania listopadowego, opisane w wierszu bohaterskie czyny żyjącego nadal ppor. Ordona, które przyczyniły się do śmierci wielu rosyjskich żołnierzy, mogły na niego i jego rodzinę sprowadzić niemałe kłopoty - z konfiskatą majątku i wywózką na Sybir włącznie. Wyjście ppor. Ordona cało z pola bitwy nie spotkało się także z uznaniem rodaków na emigracji, także zaskoczonego tym faktem Mickiewicza, gdyż kłóciło się z romantycznym pojmowaniem bohaterstwa. Zresztą samobójczym wysadzeniem się w reducie, co w świadomości wszystkich mylnie utrwalił wiersz, Julian Ordon też nie zyskał pochlebców wśród potomnych. To jednak historia na osobny temat.
Tymczasem kolejne okoliczności niesamowitej historii związanej z powstaniem omawianego wiersza zostały ukazane niespodziewanie w drugim wydaniu Poezji Garczyńskiego z 1833 r., które w Paryżu współfinansował Mickiewicz. Wieszcz znalazł też wtedy czas, aby zająć się korektą i załatwianiem spraw w drukarni, przeciążonej emigracyjną twórczością. Nad całością wydania czuwał Ignacy Domeyko.
Na końcu drugiego tomu Poezji Garczyńskiego znalazła się Reduta Ordona. W zamieszczonym na stronie tytułowej tego utworu przypisie Mickiewicz podał informację, iż wiersz ten należy traktować jako wspólną własność obydwu poetów. Styl wiersza z zastosowaniem militarnych zwrotów i określeń faktycznie przypominał ten stosowany dotąd przez żołnierza-poetę Garczyńskiego, który był jego prekursorem. Biorąc pod uwagę powyższe fakty, istnieje duże prawdopodobieństwo, iż ze strony Mickiewicza przesłanką do podjęcia takiego kroku były dręczące go wyrzuty sumienia odnośnie przejęcia od Garczyńskiego atrakcyjnego tematu na wiersz, a przy tym naśladownictwa batalistycznego, gwałtownego stylu. W ten sposób chciał być może spłacić swój dług wdzięczności wobec przyjaciela.
DROGA PRZEZ MĘKĘ
Spłacał go zresztą także w inny, zwyczajnie ludzki sposób, kiedy opiekował się Garczyńskim w ostatnich tygodniach jego życia, gdy jego stan w maju 1833 r. gwałtownie się pogorszył. Mickiewicz przerwał pisanie Pana Tadeusza i 5 lipca 1833 r. wyruszył dwuosobowym powozem pocztowym z Paryża, aby pielęgnować przyjaciela podczas pobytu w Szwajcarii, dokąd Garczyńskiego skierowali drezdeńscy lekarze na kurację serwatkową, która miała mu uratować życie. Wieszcz, aby mieć środki na wyjazd, podpisał nawet niekorzystną dla siebie pod względem finansowym umowę, związaną z drukiem nieukończonego jeszcze poematu.
Z Garczyńskim pojechała tam nieco wcześniej Klaudyna Potocka, opiekująca się nim już w Dreźnie. Mickiewicz spotkał się z nimi 8 lipca 1833 r. w miasteczku Bex u stóp Alp Waatlandzkich. Po dwóch tygodniach przewieźli chorego do Genewy, gdzie 21 lipca zamieszkali w Hotel de L`Ecu.
Nieustannie kaszlący i gorączkujący Stefan Garczyński u kresu życia myślał już tylko o doczekaniu wydania swoich Poezji. Zadbał o to, odkładając na bok własną twórczość, Mickiewicz, którego ze strony przyjaciela spotkał zresztą zarzut nieżyczliwości w tej sprawie. Garczyński w ciężkiej chorobie stał się nieprzyjemny i podejrzliwy. Trzeba znać jego choroby, żeby pojąć, ile on nad każdą omyłką rozpacza, jakie mnie robi wyrzuty i jak dziwaczne ma podejrzenia - pisał Mickiewicz 2 sierpnia 1833 r. do Ignacego Domeyki.
Czuwał przy Garczyńskim wiele godzin za dnia i w nocy, dręcząc się przy tym, że nie może kontynuować swojego dzieła. Łatwo zgadniesz, iż przy odgłosie kaszlu i patrząc na ciągłe cierpienia Stefana niepodobna myślić o pisaniu, a nawet czytaniu - pisał Mickiewicz 12 sierpnia 1833 r. w kolejnym liście do Ignacego Domeyki.
Tymczasem lekarze postanowili, aby wysłać chorego w kolejne miejsce, tym razem do Włoch. Garczyński, wierząc w rychłe uzdrowienie w południowym klimacie, przekonał Mickiewicza do tej podróży, która okazała się bardzo wyczerpująca dla nich obydwu. Wyruszyli 29 sierpnia 1833 r. do Francji, w kierunku Lyonu. Sam schorowany Mickiewicz podczas tej wyprawy musiał wnosić przyjaciela na rękach do kolejnych zajazdów, gdyż ten nie miał już siły chodzić. Oberżyści, widząc Garczyńskiego w takim stanie, odmawiali gościny w obawie przed jego śmiercią. Wreszcie 7 września dotarli do Awinionu, skąd przez Marsylię zamierzali kontynuować podróż do Włoch. Do pomocy nad chorym do Awinionu przyjechali przyjaciele - Tadeusz Pągowski oraz Klaudyna Potocka z mężem Bernardem. Mickiewicz korzystając z okazji, udał się do Marsylii, z jednej strony dla odprężenia, z drugiej celem załatwienia paszportu do Włoch. Do umierającego przyjaciela wrócił 19 września 1833 r.
Stefan Garczyński zmarł w nocy z 20 na 21 września 1833 r. w Awinionie. Na tamtejszym cmentarzu został pochowany. Trumnę na miejsce wiecznego spoczynku niósł m.in. Mickiewicz, który jest też autorem projektu nagrobka i epitafium zamieszczonego na płycie, która została przytwierdzona do cmentarnego muru nad grobowcem. Całość sfinansowała Klaudyna Potocka.
Na płycie pojawił się tekst w języku łacińskim: Stefan Garczyński Żołnierz. W wojnie przeciwko moskiewskiemu ciemiężcy sprawował funkcje porucznika jazdy poznańskiej. Poeta. Opiewał czyny wojenne Polaków. Po zgnębieniu ojczyzny przez tyrana wygnaniec.Zmarł w Awignon w 27 roku życia oraz w języku polskim: Stefan Garczyński, jazdy poznańskiej porucznik, krzyża wojskowego kawaler, urodzony w Kosmowie 1806, zmarł w Awignon w wieku lat 27.
Śmierć przyjaciela była dla Adama Mickiewicza ogromnym ciosem, wywołującym poczucie samotności, rozbicia, a nawet starości, choć miał dopiero 35 lat. Tuż po pogrzebie w liście do kaznodziei Hieronima Kajsiewicza pisał: Wiele mnie z nim ubyło; tak to coraz przyjaciele moi przeprawiają się na drugą stronę i coraz świat pod starość pustoszeje.
Jak wielką stratą dla Mickiewicza było odejście Garczyńskiego i jak głęboka więź ich łączyła, niech świadczy fakt, iż przesłany mu przez Klaudynę Potocką w 1834 r. liść z awiniońskiej mogiły przyjaciela przechowywał do końca życia jako jedną z najcenniejszych pamiątek.
PAMIĘĆ O POECIE-POWSTAŃCU
Dziś nazwiska obydwu poetów znajdują się na tablicy umieszczonej na obelisku upamiętniającym piewców powstania listopadowego, który 26 listopada 2006 r. został odsłonięty w Alei Chwały w Olszynce Grochowskiej.
Pamięć o Stefanie Garczyńskim utrwala także tablica umieszczona na oficynie lubostrońskiego pałacu. Widnieje na niej data 1806 jako rok urodzin poety, którą sam Pałac Lubostroń kwestionuje, obchodząc w tym roku 209. rocznicę tego wydarzania, co wskazywałoby rok 1805 jako właściwy. Ku prawdziwości tej daty, z podaniem innych wersji, skłania się w swojej książce Ordona los tragiczny znawca tematu - dziennikarz, geograf i varsavianista Artur Nadolski, z którym spotkanie na temat historii reduty i związanych z nią bohaterów odbyło się przed miesiącem w Lubostroniu.
WALKI O REDUTĘ CIĄG DALSZY
Historia reduty 54, w której bohaterskie czyny Juliana Ordona obserwował Stefan Garczyński, a w wierszu na podstawie jego relacji opisał Adam Mickiewicz, jest ciągle żywa.
W ostatnich kilkunastu latach badania historyków i archeologów niezbicie potwierdziły, iż pomnik postawiony w 1937 r. ku czci obrońców reduty nie stoi w miejscu, w którym faktycznie ona istniała. Poza tym na umieszczonej na pomniku tablicy są błędy merytoryczne - ppor. Ordon jest kapitanem, a podana liczba armat to 4, zamiast 6. Znajduje się on przy przystanku Warszawskiej Kolei Dojazdowej nazwanym Reduta Ordona w pobliżu hipermarketu Reduta, podczas gdy faktyczne miejsce walk artylerii ppor. Ordona z Rosjanami miało miejsce około 600 m dalej na wysokim pagórku, znajdującym się dzisiaj przy rondzie Zesłańców Syberyjskich. W tym miejscu podczas prowadzonych wykopalisk wydobyto wiele przedmiotów związanych z wojskowym wyposażeniem, a także szczątki żołnierzy. Reduta, oznaczona na planie umocnień Warszawy numerem 54, powstała prawdopodobnie już podczas insurekcji kościuszkowskiej w 1794 r.
Artur Nadolski, który jest członkiem Stowarzyszenia Reduta Ordona, w trakcie wygłoszonej w Lubostroniu prelekcji Ordon - Garczyński - Mickiewicz przekonywał, iż władze dzielnicy Ochota nie przyjmują powyższych faktów do wiadomości i nie zamierzają przenosić pomnika. Mało tego na terenie reduty 54 w 2010 r. Liga Muzułmańska rozpoczęła budowę meczetu, określanego mianem Ośrodka Kultury Muzułmańskiej, który w tym roku ma być oficjalnie otwarty. Tuż przy bohaterskim szańcu wzniesiono także wysoki apartamentowiec. Poza tym część terenu reduty jest zaniedbana i nieuporządkowana, co potwierdza znajdujące się na nim dzikie wysypisko śmieci.
Dla walczących o godną pamięć dla obrońców reduty światełko w tunelu znamionujące lepsze czasy w tym temacie może stanowić jedynie fakt, iż władze dzielnicy Ochota w ostatnich latach przestały składać wieńce przy stojącym w niewłaściwym miejscu pomniku. Może to być dobry znak na przyszłość dla historycznego szańca, w którym powstańcy stoczyli bohaterską walkę z rosyjskim zaborcą.
Na podstawie książki Nadolski A., „Ordona los tragiczny”, Warszawa 2013.
Bartosz Woźniak
Pałuki nr 1186 (45/2014)
Pozostała literatura:
Maluśkiewicz P., Wielkopolskim szlakiem Adama Mickiewicza, Poznań 1993;
Sudolski Z., Mickiewicz. Opowieść biograficzna, Warszawa 1998;
Zajewski W., Powstanie Listopadowe 1830-1831, Warszawa 1998.
11XI
S2UFLADA
Twoje zdanie jest ważne jednak nie może ranić innych osób lub grup.
Komentarze mogą dodawać tylko zalogowani użytkownicy.
Komentarze