Trzy tygodnie temu przedstawiliśmy sylwetki Andrzeja Skórzewskiego - posła na sejm za czasów saskich oraz jego syna Franciszka - konfederata barskiego i żony Fryderyka - Marianny Skórzewskiej. Dwa tygodnie temu pisaliśmy o Fryderyku Skórzewskim - budowniczym lubostrońskiego pałacu, tydzień temu - o wnukach Franciszka i Marianny - Heliodorze i Arnoldzie. Dziś ostatni odcinek sagi tego rodu.
Arnold i Melania Skórzewscy mieli troje dzieci: Leona (ur. 28 czerwca 1845 r.) - dziedzica dóbr łabiszyńskich, Kazimierza (ur. 22 lipca 1846 r.) - właściciela Raszkowa, żonatego z Zofią Nasierowską herbu Ślepowron i córkę Klaudię, która poślubiła Eustachego Rogalińskiego. Bliskie pokrewieństwo Arnolda i Melanii, którzy byli kuzynami sprawiło, że dzieci z tego związku nie były udane. Najgorzej wyglądał Leon. Miał garb z przodu i z tyłu, zniekształconą głowę, bardzo długie ręce i ogromne stopy.
Kazimierz Skórzewski
Brat Leona, Kazimierz, zmarł 23 grudnia 1894 r. we Wrocławiu. Zgodnie z jego życzeniem ciało przewieziono do Łabiszyna i pochowano w podziemiach rodzinnego grobowca. Podczas uroczystości żałobnej ks. prałat dr Chotkowski "chwalił gorącemi słowy jego szlachetność i dobroć serca, którą do najwyższego doprowadził stopnia, bo zapomniał najzupełniej o sobie, aby tylko myśleć o drugich. Wspomniał dalej zapał jego patryotyczny jako młodzieńca, który w powstaniu 63 brał udział, a nie chcąc uwielbionej swej matce robić przykrości, pokryjomu z domu wyjechał i śmiało podążał do szeregów walczących za Ojczyznę. Że nie ochraniał siebie i całem sercem pragnął walczyć dla niej, posłużyć może za dowód to, że gdy powrócił z owej nieszczęsnej wyprawy, rodzona matka jego śp. hr. Melania Skórzewska go nie poznała". Syn Kazimierza, Arnold, miał w przyszłości zostać sukcesorem Leona.
Leon Skórzewski
Leon dzieciństwo spędził w Paryżu pod opieką lekarzy, którzy starali się zapobiec jego chorobie. Ze stolicy Francji pojechał do Poznania, gdzie chodził do gimnazjum. Odznaczał się lotnością umysłu ale uciążliwa choroba przeszkodziła mu w realizacji planów. W 1871 r. z okręgu bydgosko-szubińskiego otrzymał mandat poselski do parlamentu pruskiego. Posłował przez 11 lat, został wybrany wiceprezesem Koła Polskiego w Berlinie. Zajmowały go sprawy publiczne, a w jego pałacu odbywały się często ważne narady. Pomagał młodzieży podobnie jak ojciec, w zdobyciu wykształcenia. Zgromadził w Lubostroniu cenną kolekcję numizmatów. Jako jeden z pierwszych w Wielkopolsce parcelował ziemię i wprowadził czynsz.
Zmarł jako kawaler 2 marca 1903 r. w wieku 58 lat. Lubostroń ponownie stał się miejscem podniosłej uroczystości - "w stylowej, okrągłej sali lubostrońskiego pałacu, wśród zieleni i kwiatów, w dębowej skromnej trumnie złożono św. Nieboszczyka, otoczonego rodziną, na której czele stał obecny spadkobierca państwa łabiszyńskiego (hrabia Witold Skórzewski) wraz z dostojną swą małżonką (księżniczka Maria z Radziwiłłów), licznem duchowieństwem oraz obywatelstwem. Kondukt prowadził ks. prałat Stryjakowski, jako proboszcz, spowiednik i przyjaciel śp. hr. Leona. Tutaj przemówił najprzód w imieniu kraju, w imieniu dalej okolicznego obywatelstwa i ludu pan Julian Brzeski z Krotoszyna".
Zasługi parlamentarne w imieniu Koła Polskiego przedstawił poseł Dziembowski z Poznania. Po nim przemówił ks. Stryjakowski. Następnie "ruszył orszak wśród dźwięku dzwonów, dolatujących wśród ciszy wieczornej z kościoła łabiszyńskiego. Na tej ostatniej drodze przyświecał zmarłemu blask pochodni na tle starej alei topolowej, towarzyszył śpiew księży i ludu..." Kondukt pogrzebowy o 19:30 dotarł do kościoła łabiszyńskiego, który z zewnątrz był przybrany czarnymi chorągwiami, a w środku kirem. Zwłoki powitał i mowę wygłosił najstarszy kolega parlamentarny Leona ks. prałat Jaźdżewski.
Następnego dnia, 6 marca, "przy ogromnym zajeździe obywatelstwa i wielkim napływie ludu" biskup Andrzejewski odprawił uroczyste nabożeństwo żałobne (ostatnią posługę miał oddać arcybiskup Florian Stablewski, który nie przyjechał z powodu choroby). Ks. prałat Chotkowski z Krakowa przedstawił działalność zmarłego. Stwierdził, że "jako obywatel nie skalał nigdy szlachetnego sztandaru św. hr. Leon i godzien jest, aby nad trumną jego szumiały polskie proporce, bo umierał jak chrześcijanin i jak Polak". Przemówienie duchownego musiało robić duże wrażenie na zebranych, którym przyszło żyć w czasie nasilonej germanizacji ludności polskiej. Po skończonej mowie zwłoki złożono w rodzinnym grobowcu.
Leon zmarł bezpotomnie. Przed śmiercią zastanawiał się komu przekazać majątek. Początkowo wybór padł na bratanka Arnolda, najstarszego syna Kazimierza. Rozczarował on jednak Leona. Po przyjeździe do Lubostronia awanturował się ze służbą, był wobec nich złośliwy, a nawet próbował rezydentów wyrzucić z pałacu. Takie poczynania połączone z rozrzutnością finansową, skłonnością do hazardu i lekkomyślnością nie spodobały się Leonowi, który postanowił dobra łabiszyńskie przekazać dalekiemu krewnemu - Witoldowi Skórzewskiemu.
Ryszard Nowicki
Pałuki nr 207 (6/1996)
Twoje zdanie jest ważne jednak nie może ranić innych osób lub grup.
Komentarze mogą dodawać tylko zalogowani użytkownicy.
Komentarze