Reklama

Codzienność jeńców oflagu

Życie jeńca w obozie znamy albo z komedii Jak rozpętałem II wojnę światową, albo z filmu Wielka ucieczka. Oba obrazy, rzecz jasna, daleko odbiegają od obozowej rzeczywistości. Codzienność tę przybliżył Mariusz Winiecki z Szubina, badacz dziejów obozu w Szubinie, a w szczególności Oflagu 64.

     Nazwa Oflag 64 oznacza określony okres w dziejach obozu jenieckiego w Szubinie. Historia obozu miała kilka etapów. Od października 1939 do stycznia 1940 r. był to obóz pracy i obóz internowania Polaków. W okresie od 1940 do 1943 r. najpierw był to Stalag XXI-B dla żołnierzy polskich z okresu Kampanii Polskiej, a potem Oflag XXI-B dla oficerów polskich, brytyjskich, francuskich i sowieckich. Natomiast od 6 czerwca 1943 r. do 21 stycznia 1945 r. w Szubinie mieścił się Oflag 64 dla oficerów amerykańskich. Pod koniec wojny było tam około 1.500 jeńców. Zatem termin Oflag 64 oznacza okres amerykański, który przypadł na drugą połowę wojny. Pierwsi Amerykanie dostali się do niemieckiej niewoli podczas walk w Afryce Północnej, a dokładniej w Tunezji. Kolejni najpewniej z frontu włoskiego, z walk we Francji w 1944 r., a ostania grupa z przełomu 1944/1945 roku (być może z bitwy w Ardenach). Dzieje tego ostatniego okresu w historii obozu przybliżył Mariusz Winiecki, adiunkt w Zakładzie Elektrotechniki i Podstaw Bioinżynierii Medycznej UKW w Bydgoszczy, szubinianin, z zamiłowania badacz historii obozu w Szubinie.

Reklama

Jeden z jeńców Wilbur Sharpe specjalnie dla mieszkańców Szubina przed kamerą zaśpiewał piosenkę wykonaną przez niego w amerykańskie święto niepodległości 4 lipca 1943 roku w Oflagu 64 fot. Remigiusz Konieczka

     Oflag mieścił się na terenie dzisiejszego Młodzieżowego Ośrodka Adaptacji Społecznej dla Chłopców, Miejsko-Gminnego Ośrodka Pomocy Społecznej i Komendy Policji. To właśnie budynek zajmowany przez te dwie ostatnie instytucje w czasie okupacji nazywany był przez jeńców białym domem. To tam koncentrowało się codzienne życie jeńców: spanie, jedzenie, organizowanie czasu wolnego. Czasu jeńcy mieli pod dostatkiem. Oficerowie, w przeciwieństwie do żołnierzy, nie musieli pracować przymusowo i to co robili zależało wyłącznie od nich samych. Jednak porządek dnia miał swoje ramy, w których jeńcy musieli funkcjonować. Zawsze był apel, obiad, czas na uprawianie sportu, kolacja i czas wolny. Wszystko to o określonych porach dnia.
     Jeńcy wydawali swoją gazetę obozową. Jak powiedział Mariusz Winiecki, była to jedyna znana mu gazeta obozowa, która była drukowana. Drukowano ją na terenie Szubina. Był to miesięcznik, który ukazywał się od listopada 1943 do stycznia 1945 roku. Ukazało się 15 numerów. Każdy numer najczęściej miał cztery strony. Zamieszczano tam zapowiedzi wydarzeń obozowych, relacje, poezję jeńców. Zespół redakcyjny liczył kilka osób, a kierował nim Frank Diggs.
     Przez szubiński oflag przewinęli się też jeńcy dość znani w USA, m.in. zięć gen. George`a Pattona - John Waters, adiutant gen. Dwighta Eisenhowera - Craig Campbell, a nawet dziennikarz, korespondent agencji AP Larry Allen.
     Oprócz zespołu redakcyjnego, istniał w obozie również zespół teatralny. Działał przez około 15-18 miesięcy. Wystawiał musicale, rewie, organizowane były koncerty orkiestry, która wykonywała muzykę różnych stylów, m.in. jazz, swing itp. Jeńcy sami szyli sobie stroje i wykonywali scenografię. Robili to z tego, co mieli pod ręką. Z racji tego, że w obozie nie było kobiet, mężczyźni odgrywali również role kobiece. Instrumenty do obozu trafiły ze Związku Chrześcijańskiej Młodzieży Męskiej (popularna YMCA). Mariusz Winiecki zaprezentował słuchaczom nagrania, jakich dokonał pracownik YMCA, Szwed Henry Söderberg.

Reklama

Po wykładzie można było porozmawiać z Mariuszem Winieckim. Zasłyszane historie o obozie i jeńcach opowiedziała mieszkanka Szubina Monika Jarek. fot. Remigiusz Konieczka

     Trzeba przyznać, że nagrania orkiestry i chóru złożonego z jeńców Oflagu 64 w Szubinie oraz fragmenty nabożeństwa z 1944 r., zaprezentowane po blisko 70 latach, robią niezwykłe wrażenie.
     Po 1915 na terenie obozu odbywały się wykłady i prelekcje. Został uruchomiony nawet college. Odbywały się regularne lekcje z podziałem na godziny lekcyjne i przedmioty. Jeńcy uczyli się języków obcych: niemieckiego, włoskiego, francuskiego, hiszpańskiego, japońskiego, algebry, historii, prawa, chemii, geometrii, fizyki, literatury, księgowości, zagadnień związanych z ubezpieczeniami itd. Jeńcy korzystali z biblioteki, mogli uczestniczyć w nabożeństwach.
     Amerykańscy jeńcy czas wolny spędzali też na uprawianiu sportu. Na terenie obozu istniało boisko do gry w baseball i do koszykówki. Zimą mogli nawet wychodzić poza teren obozu i pod nadzorem jeździli na łyżwach. Mogli też zgłaszać się do pracy fizycznej. Na terenie obozu była szklarnia. To co w niej wyhodowano, wzbogacało ubogie menu obozowe. Mariusz Winiecki na slajdzie zaprezentował zdjęcie ciemnego chleba, którym Niemcy karmili jeńców oraz przedstawił jego skład: 50% tłuczone ziarno żytnie, 20% plastry buraka cukrowego, 10% mączki drzewnej czyli trocin i 10% mielonych liści i słomy. Do tego dochodziła cienka zupka, na którą jeńcy mówili german soup. Chleb popijali kawą zbożową. Nic więc dziwnego, że jeńcy z utęsknieniem czekali na paczki Międzynarodowego Czerwonego Krzyża. Było w nich przede wszystkim mięso w puszkach, mleko w proszku, czekolada, cukier, kawa. Konwencja genewska - jak wyjaśnił Mariusz Winiecki - gwarantowała jeńcom jedną paczkę w tygodniu. Nie wiadomo, czy z taką częstotliwością docierały paczki, ale docierały. Wtedy w obozie jeńcy świętowali.
     Rzeczywistość obozu jenieckiego pokazana na filmach skupia się wokół planowania ucieczki, wykonywania podkopu i samej ucieczki. W Szubinie też został wydrążony tunel z baraku 3a w kierunku ul. Leśnej. W historii szubińskiego obozu nikomu nie udało się skutecznie uciec. Aby uniknąć ewakuacji, ukryło się w nim w styczniu 1945 r. kilku jeńców. Wraz z wkroczeniem do Szubina Armii Czerwonej w styczniu 1945 r. Oflag 64 został oswobodzony.

Reklama

Remigiusz Konieczka
Pałuki nr 1138 (49/2013)

 

 

 

Komentarz

     Atut Szubina

     Dla każdego mieszkańca Szubina oczywistym wydaje się fakt, że w czasie II wojny światowej na terenie miasta okupanci zlokalizowali obóz jeniecki. Dzieje obozu bada pochodzący z Szubina Mariusz Winiecki, pracownik naukowy UTP w Bydgoszczy. W poprzednim tygodniu wygłosił ciekawy wykład o życiu jeńców amerykańskich w Oflagu 64.
     Dla mnie jako mieszkańca Żnina każda możliwość poznania historii oflagu jest ważna i staram się z niej skorzystać. Tak było z wykładem Marii Piórkowskiej i opowiedzianą przez nią historią. Tak było teraz. Mariusz Winiecki zgromadził wiele materiałów na temat obozu. Posiadł szczegółową wiedzę. Wydaje mi się, że nadszedł czas, aby wydać ten materiał w formie książkowej. Jestem przekonany, że będzie to bardzo ciekawa publikacja.
     Każda zdobyta przeze mnie wiedza na temat oflagu w Szubinie jest też okazją do tego, by informacja o istnieniu obozu rozeszła się poza granice gminy Szubin. Nie bez kozery wspomniałem o tym, że każdy niemal szubiniak wie o istnieniu obozu. I może właśnie dlatego ten fakt jest - według mnie - zbyt mało przez nich propagowany.
     Jednak wiedza na ten temat, to jeszcze zbyt mało. Wychowankowie MOAS w Szubinie wykonali świetną makietę oflagu. Komu przyjdzie do głowy pójść do zakładu poprawczego ją zobaczyć? Któż z przejeżdżających ulicą Kcyńską ma świadomość, że w obozie przebywał zięć generała Pattona? Do Szubina przyjeżdżają z USA dawni jeńcy, ich dzieci, a są ludzie stąd, którzy o istnieniu oflagu nie mają pojęcia.
     W ubiegłym tygodniu pisałem, że miasto Szubin nie ma takich atrakcji turystycznych jak Biskupin, Wenecja, Żnin, Kcynia itp. Niespełna tydzień później przyznam się do błędu. To właśnie oflag może stać się tym, czym Szubin może zaistnieć na zewnątrz.
     Nie chodzi o to, aby zarabiać na nieszczęściu tych, który wtedy w obozie przebywali. Widzę na przykład szansę w tym, aby na terenie dawnego oflagu powstała rekonstrukcja baraku z pryczami, elementami wyposażenia, rzeczami codziennego użytku. Można pokazać życie jeńców tak, by mogli dotknąć tragedii tych osób ludzie młodzi, nie ziewając na lekcji. Myślę, że do tego potencjał Szubin ma, i w krótkim czasie jest to do wykonania. Oczywiście przy wsparciu środków z zewnątrz, które na ten cel nie będzie chyba trudno uzyskać.
     Obóz jeniecki dla Szubina jest ciekawym elementem mogącym służyć w promocji miasta, w szerzeniu wiedzy historycznej, a już jest miejscem szczególnym dla sędziwych Amerykanów, którzy tu przebywali.

Reklama

Remigiusz Konieczka
Pałuki nr 1138 (49/2013)

 








Zobacz także:



Aplikacja na Androida

Źródło i opracowanie własne Aktualizacja: 15/04/2025 11:23
Reklama

Komentarze opinie

Podziel się swoją opinią

Twoje zdanie jest ważne jednak nie może ranić innych osób lub grup.

Komentarze mogą dodawać tylko zalogowani użytkownicy.

Zaloguj się

Reklama

Wideo palukiznin.pl




Reklama
Najnowsze wiadomości