- Upamiętnianie tych ludzi, oddawanie im czci i honoru, na równi z czcią i hołdem dla ofiar tamtej straszliwej zbrodni, jest naszym świętym obowiązkiem - mówił ze wzruszeniem Andrzej Krzysztof Kunert, sekretarz Rady Ochrony Pamięci Walk i Męczeństwa. Hołd oddano dwóm amerykańskim oficerom: ppłk. Johnowi Van Vlietowi Jr. i kpt. Donaldowi B. Stewartowi, którzy byli świadkami pierwszej ekshumacji polskich oficerów zamordowanych przez Sowietów w Lesie Katyńskim.
Program uroczystości był prosty. Inauguracja, przemówienia gości, odsłonięcie i poświęcenie pomnika oraz zakończenie. Lista gości była długa. Najważniejszymi gośćmi byli synowie wspomnianych dwóch oficerów: ppłk John Van Vliet III i kpt. Robert Stewart, którzy przyjechali wraz z rodzinami. Synowie oficerów armii Stanów Zjednoczonych powiedzieli mieszkańcom Szubina oraz zaproszonym gościom, co myśleli ich ojcowie w drodze do Katynia, i jak nie dali wiary ani hitlerowskiej, ani komunistycznej propagandzie.
OFIARY ZŁYCH LUDZI
Obóz dla jeńców powstał w Szubinie już w 1939 roku. Najpierw osadzeni byli w nim Polacy biorący udział w wojnie obronnej 1939 roku. W 1940 roku zostali w nim osadzeni oficerowie francuscy i żołnierze brytyjscy, a od 1943 roku oficerowie amerykańscy. W zależności od tego, kto był osadzony, obóz zmieniał nazwę: Stalag 64, Oflag XXI B, Stalag XXI B, Oflag 64 Altburgund. Pierwsi Amerykanie dostali się do niemieckiej niewoli po inwazji w Afryce Północnej. Wśród nich byli ppłk. John Van Vliet Jr. i kpt. Donald B. Stewart.
- Historia jest zaśmiecona niemającym z pozoru końca ciągiem złych ludzi. Osiemdziesiąt lat temu źli ludzie obrali kurs, skutkiem którego świat utonął we krwi. Jako młody człowiek w północnej Afryce mój ojciec doświadczył koszmaru wojny, kiedy jego bateria artylerii starła się z przeważającą siłą niemieckich czołgów. Jako jeniec wojenny został zabrany do Niemiec i w końcu odwieziony do Polski - mówił Robert Stewart.
Amerykanie dostali się do niewoli w lutym 1943 roku. W kwietniu 1943 r. Niemcy ogłosili światowej opinii publicznej o odnalezieniu masowych grobów polskich oficerów. Oskarżyli o to Sowietów, a Sowieci Niemców. Niemcy, by uwiarygodnić swoją tezę, postanowili przywieźć komisję złożoną z jeńców alianckich. Mieli powtórzyć, co zobaczą. Niemcy wybrali grupę złożoną z żołnierzy brytyjskich i amerykańskich. Wśród nich byli ppłk. John Van Vliet i kpt. Donald Stewart.
- W czasie pobytu w niewoli wraz z ppłk. Van Vlietem zostali wbrew swej woli zabrani do Lasu Katyńskiego, gdzie byli świadkami ekshumacji ciał ofiar. Tam też na własne oczy doświadczyli, jak zatrważających czynów dokonali źli ludzie. Mój ojciec, a także inni jeńcy wojenni, niezależnie doszli do tego samego wniosku: nieodpartego przekonania o winie Rosjan. Mój ojciec i reszta jeńców postanowili zachować te osądy dla siebie, nie chcąc dostarczać hitlerowskim propagandystom jakiegokolwiek narzędzia - kontynuował Robert Stewart.

„Mój ojciec kochał Polaków i nigdy nie zapomni ich cierpienia oraz poniesionych strat, jak również tego, jak często pomagali jeńcom ryzykując własnym życiem“ - powiedział Robert Stewart fot. Remigiusz Konieczka

Uroczystość odbyła się w asyście żołnierzy Wojska Polskiego fot. Remigiusz Konieczka
ŚWIADKOWIE PRAWDY
- Ppłk Van Vliet nie chciał brać udziału w tej podróży - mówił John Van Vliet III. - Widział w niej próbę zastosowania przez Niemców propagandy, mającej na celu zdezawuowanie działań wojennych aliantów. Spodziewał się, że Niemcy będą chcieli sfabrykować dowody, by zrzucić odpowiedzialność za zbrodnię na Rosjan. Pewny swoich racji po dotarciu do Katynia z kpt. Stewartem został zabrany na miejsce odkrycia grobów. Tam byli świadkami wydobywania ciał z dołów, poddawania ich badaniom kryminalistycznym oraz poszukiwania przy nich dokumentów. Daty odnalezionych listów, notatników oraz gazet wykazywały, że polscy oficerowie zostali zamordowani nie później niż wiosną 1940 roku. Przedstawione dowody nie wpłynęły w znaczący sposób na opinię ppłk. Van Vlieta, który uważał, iż Niemcy mogli je spreparować. Jednak ppłk Van Vliet przebywał wystarczająco długo pośród jeńców wojennych, by nauczyć się szacować długość pobytu jeńca w niewoli na podstawie jego munduru, a w szczególności butów. Buty w dobrym stanie z ledwo zużytymi obcasami oraz podeszwami nie mogły należeć do osoby przebywającej w wielomiesięcznej niewoli. Wydobyte z grobów ciała miały na nogach buty z niezużytymi podeszwami oraz obcasami. Stan mundurów odpowiadał datom odnalezionych dokumentów. Wniosek nasuwał się sam. Oficerowie zostali zabici wiosną 1940 roku w czasie, gdy miejsce to pozostawało jeszcze pod władzą Sowietów.
Po pobycie w Katyniu obaj Amerykanie zostali osadzeni w Oflagu 64 Altburgund w Szubinie. Krystyna Piórkowska, autorka książki Anglojęzyczni świadkowie Katynia, sugeruje w niej, że oficerowie będąc w Szubinie pisali listy do swych rodzin, które w rzeczywistości były listami do swoich dowódców w USA z zaszyfrowanymi informacjami o tym, co wiedzieli i jakie wnioski wyciągnęli. Oficerowie po wojnie złożyli raporty swoim zwierzchnikom. Ze względów politycznych prawda o Katyniu nie została ujawniona. Donald Stewart nie doczekał czasów, w których świat dowiedział się o tym, kto stał za zbrodnią katyńską. John Van Vliet doczekał i jak powiedział jego syn - poczuł ulgę oraz radość z ujawnienia tej prawdy.
TU STALI ICH PRZODKOWIE
Prawda o dwóch oficerach do Szubina dotarła późno, bo w 2012 roku. Przekazała ją Krystyna Piórkowska na spotkaniu w zakładzie poprawczym. Teraz, z inicjatywy Rady Ochrony Pamięci Walk i Męczeństwa i przy współpracy gminy Szubin, w Szubinie przy ul. Kcyńskiej postawiono tablicę ku pamięci Johna Van Vlieta Jr. i Donalda Stewarta. Jej uroczyste odsłonięcie nastąpiło 11 kwietnia. Obok rodzin amerykańskich oficerów był marszałek Sejmu RP Radosław Sikorski, sekretarz Rady Ochrony Pamięci Walk i Męczeństwa Andrzej Krzysztof Kunert, szef Inspektoratu Wsparcia Sił Zbrojnych w Bydgoszczy gen. broni Edward Gruszka, wicewojewoda Elżbieta Rusielewicz, wicemarszałek sejmiku Zbigniew Ostrowski, a także dzisiejsi oficerowie US Army: attaché wojskowy Stanów Zjednoczonych Ameryki płk Ray Wójcik, Szef Biura Współpracy Obronnej płk Warren Barlow oraz mjr Colin Baggs. Byli też przedstawiciele poszczególnych szczebli władzy krajowej i samorządowej.
Jak powiedział po uroczystości Ignacy Pogodziński, poprzedni burmistrz Szubina, sobotnia wizyta rodzin amerykańskich jeńców była czwartą w dziejach Szubina. Pierwsi Amerykanie przyjechali jeszcze w latach osiemdziesiątych. Ignacy Pogodziński do tych wizyt nie wlicza szeregu pojedynczych przyjazdów jeńców bądź ich rodzin.
- Dzisiaj gościmy rodziny więzionych w tym miejscu przez Niemców żołnierzy, którzy informowali władze USA o odpowiedzialności radzieckiej za zbrodnię w Katyniu. Dziękujemy, że w tej tak ważnej dla nasz chwili możemy gościć państwa w Szubinie - powiedział obecny burmistrz Szubina Artur Michalak. - Stoicie na ziemi, na której stali wasi przodkowie i spędzali tu trudne obozowe dni. Dzisiaj, po ponad 70 latach, upamiętniamy ich osoby i oddajemy hołd pamiętając o naszej wspólnej historii, naszym dziedzictwie. Dziękujemy za przybycie wszystkim, dziękujemy za przybycie tym, dla których historia, która się na naszej ziemi rozegrała, jest ciągle żywa.
ŚWIAT NIC NIE POWIEDZIAŁ
Marszałek Sejmu Radosław Sikorski powiedział: - Dodajemy dzisiaj ważny przypis do historii Pałuk, ale także do historii bezprzykładnej zbrodni, jaką było wymordowanie z zimną krwią w sumie 22 tys. polskich jeńców wojennych przez władze Związku Radzieckiego. Odsłaniamy dziś pomnik dwóch oficerów amerykańskich, ludzi walki i honoru, którzy walczyli podczas II wojny światowej. [...] Próbuję sobie wyobrazić, co czuli, gdy odkopywano groby jeńców wojennych. Co musi czuć żołnierz, gdy widzi, że inny żołnierz, sojuszniczy żołnierz, został przez sojuszników z zimna krwią zamordowany. A tu jeszcze trzeba okazać panowanie nad sobą, tak aby nie pozwolić hitlerowskiej propagandzie użyć się do swoich celów. Mord katyński stał się dla dwóch oficerów początkiem kolejnej walki, walki o prawdę. Tę prawdę przekazali swoim zwierzchnikom, ale to była prawda - jak często w naszej historii - o której świat się dowiedział i nic nie powiedział.
HOŁD DLA OFICERÓW
Marszałek Sejmu podziękował rodzinom za to, że ich ojcowie w tak trudnych i niesprzyjających okolicznościach dawali świadectwo prawdzie. Z wyraźnym wzruszeniem do uczestników uroczystości zwrócił się Andrzej Krzysztof Kunert, sekretarz Rady Ochrony Pamięci Walk i Męczeństwa.
- Upamiętnianie tych ludzi, oddawanie im czci i honoru, na równi z czcią i hołdem dla ofiar tamtej straszliwej zbrodni, jest naszym - i tak to traktujemy - jest naszym świętym obowiązkiem. Ogromnie się cieszymy z tak mocnego udziału władz Rzeczypospolitej i polskiego wojska. Jeszcze raz wyrazy wdzięczności i polskiej pamięci dla ppłk. Johna Van Vlieta i kpt. Donalda Stewarta przekazuję na ręce ich rodzin, traktując to jako symboliczny wyraz uznania dla wielu innych, którzy także w tym niesprzyjającym czasie prawdę o Polsce i polskiej tragedii lat drugiej wojny głosili.
Odsłonięcia tablicy dokonali: Radosław Sikorski, Andrzej Krzysztof Kunert, gen. broni Edward Gruszka, Artur Michalak, John Van Vliet III i Robert Stewart wraz z rodzinami. Poświęcenia dokonali ks. płk Zenon Surma oraz ks. Tadeusz Lesiński, dziekan dekanatu szubińskiego. Rodziny oficerów i zaproszeni goście zwiedzili zakład poprawczy, na terenie którego istniał Oflag 64 Altburgund, obejrzeli makietę obozu pieczołowicie i starannie wykonaną przez wychowanków ośrodka. Gości przyjął dyrektor Wiesław Guziński wraz z pracownikami. Po zwiedzaniu burmistrz zaprosił wszystkich na uroczysty obiad.
KOCHAŁ POLAKÓW
Amerykańscy oficerowie w styczniu 1945 roku po wkroczeniu Armii Czerwonej na Pałuki wiedzieli, że nie mogą dostać się w ręce Sowietów, bo jako świadkowie Katynia mogą mieć kłopoty. Po ucieczce Niemców wyruszyli na zachód, ale oddzielnie. Kpt. Donald Stewart doświadczył pomocy ze strony Polaków, którzy - jeszcze w czasie funkcjonowania obozu - podrzucali jeńcom jedzenie narażając się na represje ze strony okupanta. - Mój ojciec kochał Polaków i nigdy nie zapomni ich cierpienia oraz poniesionych strat, jak również tego, jak często pomagali jeńcom ryzykując własnym życiem - powiedział Robert Stewart.
Remigiusz Konieczka
Pałuki nr 1209 (15/2015)
Inne teksty na ten temat:
W oflagu i w Szubinie
Ucieczka alianckich jeńców obozu w Szubinie
Szubin a Katyń
Szubin i Pałuki w czasie II wojny światowej
Wielkanoc 1940 w oflagu
Ameryka - Normandia
Obozy jenieckie w Szubinie w czasie II wojny światowej
Obóz jeniecki w Szubinie w latach 1940-45
Jak Aidan Crawley uciekł z Szubina
Pamięci amerykańskich jeńców
Uczczą jeńców, świadków zbrodni katyńskiej
Hanoi pełne bagietek i motocyklów
Codzienność jeńców oflagu
Ka0SmT
MJSZ
Twoje zdanie jest ważne jednak nie może ranić innych osób lub grup.
Komentarze mogą dodawać tylko zalogowani użytkownicy.
Komentarze