Jeden z pamiątkowych głazów, odsłoniętych w sobotę 11 stycznia nad Gąsawką, między ulicami 700-lecia i św. Floriana, poświęcony jest powstańcowi, który poległ 11 stycznia 1919 roku w Żninie, przy torach kolejki wąskotorowej obok cmentarza. Urodził się w Kwieciszewie, ostatni raz spotkał się w Rogowie z żoną 10 stycznia 1919 roku, gdy w mroźny dzień wozami konnymi spod Gniezna przez Rogowo 200-osobowy oddział powstańczy jechał do Gąsawy, by następnego ranka uderzyć na Żnin. Jego grób w Rogowie, którym opiekuje się młodzież szkolna, zawsze ozdobiony jest kwiatami i palącymi się zniczami.
Mając w sobie poczucie sensu działania i wiarę w możliwość odzyskania niepodległości, Wielkopolanie spontanicznie rozpoczęli 27 grudnia 1918 roku w Poznaniu zbrojne powstanie, które było dla nich naturalnym obowiązkiem. Pokazali jak można wyrażać patriotyzm w najtrudniejszych okolicznościach, mimo że istniał wybór: bić się, czy nie bić?
Wiedzieli czego chcą i dlatego podjęli decyzję - bić się, jako wyraz jedynie słusznej drogi do wolności. Potrafili właściwie odczytać znak czasu w 1918 roku, w czwartym roku Wielkiej Wojny i sprawę przyszłości ojczyzny wzięli w swoje ręce.
Ta piękna, stuletnia karta narodowego rodowodu, jakim jest Powstanie Wielkopolskie 1918-1919, zobowiązuje do pamięci jego zbrojnego zwycięstwa. Szczególna pamięć należy się powstańcom, którzy poświęceniem i męstwem w walce pokonali Prusaków. Niektórzy z nich za to zwycięstwo zapłacili najwyższą cenę, cenę życia. Nie wszystko jeszcze wiemy o uczestnikach powstania, o ludziach z imienia i nazwiska, żyjących i pracujących w niesłychanie trudnych warunkach dla jutra, którym było odzyskanie niepodległości. O ludziach nacechowanych męstwem, zarówno cywilnym, jak i potem - w walce z zaborcą - męstwem wojskowym. O ludziach, którym zawdzięczamy to, że po bardzo długiej pruskiej niewoli, rdzennie polskie ziemie nad Wartą i Notecią stały się integralną częścią odrodzonego państwa polskiego. Bez trwałej pamięci o tych odważnych i dzielnych Wielkopolanach, którzy położyli fundament narodowej rzeczywistości, zarówno nasze genealogie, jak i współczesność, byłyby bardzo zubożone. Bez tej pamięci nie zachowamy ciągłości naszych tradycji. Pamięć należy się każdemu z nich. Przywołajmy zatem dzieje jednego z powstańców.
Pochodzący z Wielkopolski, z powiatu mogileńskiego, Feliks Majewski przyszedł na świat 6 maja 1890 roku w małym miasteczku Kwieciszewo, którego nazwę pruski zaborca zmienił na Blütenau. Urodził się w rodzinie rzemieślnika, kołodzieja Antoniego i Marianny z Majewiczów. Z Kwieciszewa rodzina Majewskich przeniosła się do Biskupina, w powiecie żnińskim. Na terenie tej wsi, w pobliżu jeziora, odkryta zostanie w 1933 roku obronna osada kultury łużyckiej z wczesnej epoki żelaza. Będzie wówczas uważana za kluczowe stanowisko do badań nad początkami Słowian.
W czasie I wojny światowej, Feliks Majewski powołany został do niemieckiej armii i ze względu na wykonywany zawód murarza skierowany do 8 Armierungs Batallon na froncie zachodnim we Francji, budującym obiekty zbrojeniowe i obronne. Budował ze swoim batalionem umocnienia frontowe, najwięcej okopów, często głębokich, szalowanych drewnem lub wikliną, ze schronami oraz punktami obserwacyjnymi. Budowano też gniazda cekaemów z żelazobetonu i schrony głęboko wkopane w ziemię, a także zagłębione w ziemi podręczne magazyny amunicji i granatów. Była to wojna okopowa, wszystko starano się schować, ukryć, zamaskować, uczynić niewidzialnym. Feliks Majewski w wojsku zdobył drugi zawód cieśli, który zamierzał wykonywać po demobilizacji.
Na jego powrót oczekiwała narzeczona Marianna Płocka, która pracowała jako pokojówka w okazałym dworze majątku ziemskiego Korytowskich w Grochowiskach Szlacheckich. Mieszkała z rodzicami, siostrami i bratem Janem w odległym o półtora kilometra Gałęzewie. Niektóre z jej starszych sióstr przed zamążpójściem pracowały również w tym majątku. Była radosna, bo w otrzymanym liście kochany Feliks donosił, że wkrótce przyjedzie, ponieważ ma zostać zwolniony ze służby wojskowej. Feliks pisał, że prawdopodobnie wróci we wrześniu 1916 roku i wtedy będą mogli się pobrać. Marianna cieszy się, bo pragnie mieć swoją rodzinę, skończyła już 26 lat. Ukochanego Feliksa poznała wcześniej, przed powołaniem go do służby wojskowej. Poznali się na dożynkach w Grochowiskach Szlacheckich, na które Feliks przyjechał z niedalekiego Biskupina, gdzie mieszkał z rodzicami. Marianna pamiętała tamte i następne dożynki, przyśpiewki na dożynkowych uroczystościach i tańce w ramionach Feliksa.

Feliks Majewski z żoną Marianną z Płockich. Fotografia wykonana w atelier H.Chr. Hansen, Gniezno 1916, ze zbiorów autora
Feliks Majewski rzeczywiście, tak jak zapowiadał listownie, wrócił z wojska we wrześniu i wtedy mógł się odbyć oczekiwany ślub. Oboje 17 września 1916 roku stanęli przed urzędnikiem Stanu Cywilnego w Rogowie. W akcie ślubu, sporządzonym w języku niemieckim, napisano, że po potwierdzeniu przez nich pragnienia zawarcia związku małżeńskiego, urzędnik orzekł: Mocą kodeksu cywilnego, teraz zgodnie z prawem są małżeństwem. W tym samym dniu przysięgę małżeńską złożyli również w Kościele Rzymsko-Katolickim pw. Świętej Doroty w Rogowie. Skromne przyjęcie weselne z udziałem najbliższej rodziny odbyło się w domu rodzinnym Marianny w Gałęzewie, skąd młoda para udała się do wynajętego mieszkania w Rogowie.
Feliks Majewski posiadający dwa zawody budowlane, murarza i cieśli, wykonywał je na terenie Rogowa i okolicy. Był dobrym, znanym i cenionym fachowcem. Kierując się osobistym aktem buntu przeciw istniejącej zaborczej rzeczywistości, pogłębionej doświadczeniem wyniesionym z frontu I wojny światowej i nadzieją spełnienia się oczekiwań o wolnej Polsce, wstąpił do stworzonego w Rogowie konspiracyjnego oddziału powstańczego, dowodzonego przez Franciszka Bernarda.
Powstanie, które wybuchło 27 grudnia 1918 roku w Poznaniu, prawie równocześnie rozszerzyło się gwałtownie na większość miast i miasteczek Wielkopolski. Między innymi w kierunku Gniezna, a stąd dalej na Rogowo i Żnin. Wczesnym rankiem
1 stycznia 1919 roku rogowscy powstańcy, wśród których był Feliks Majewski, opanowali swoje miasteczko. Po powołaniu tego samego dnia komendanta miasta, którym został Władysław Szulc, przyłączyli się do maszerującego na Żnin zgrupowania, składającego się z oddziałów z Wrześni i Janowca Wielkopolskiego. Żegnając męża, Marianna włożyła do kieszeni jego płaszcza malutką figurkę Matki Boskiej, aby go strzegła.
Powstańcy docierają do Cerekwicy, gdzie był już komendant powiatu żnińskiego ppor. Tadeusz Lerchenfeld. Porozumiał się on z przybyłymi tam również powstańcami gnieźnieńskimi, na czele z Marcelim Cieślickim i Stefanem Rażniakiem, ścigającymi uciekającą spod Zdziechowy baterię pruską. Postanowili razem zaatakować okupujących Żnin Niemców i go oswobodzić. W nowy 1919 rok, oddział powstańczy pod dowództwem ppor. Tadeusza Lerchenfelda, wyruszył w gęstej mgle, w kolumnie marszowej z Cerekwicy w kierunku Żnina. Odział składający się z 75 ochotników, wyposażony w 2 karabiny maszynowe, rozbrajał mieszkających przy drodze kolonistów niemieckich. Do powstańców przyłączył się Wiesław Tuchołka - właściciel majątku ziemskiego w Marcinkowie Dolnym. Gdy powstańcy dotarli na odległość dwóch kilometrów przed Żninem, rozwinęli tyralierę, w której wolno zbliżali się do miasta. Po pierwszych strzałach ze strony wroga odpowiedzieli ogniem. Niemcy prowadzili ostrzał z czterech armat i sześciu kulomiotów.
Sytuacja stawała się krytyczna, ponieważ pociski zaczęły siać coraz większy popłoch i zamieszanie wśród atakujących. Najbardziej zacięte walki toczyły się w zachodniej części miasta, w rejonie szpitala i cegielni, obłożonych ogniem niemieckich karabinów maszynowych i artylerii. Wystąpiło zagrożenie załamania się polskiego ataku. W tej sytuacji Lerchenfeld podjął decyzję przedostania się w małej grupie do Żnina i zmobilizowania jego mieszkańców do wystąpienia przeciwko Niemcom. Wraz z ppor. Jackowskim, Cieślickim i jeszcze dwoma powstańcami, przeczołgali się rowem do pierwszych zabudowań i wbiegli do miasta. Ich widok i zachęcające apele skierowane do mieszkańców Żnina spowodowały, że spontanicznie wystąpili oni przeciwko Niemcom. Równocześnie zdecydowane uderzenie powstańców tego samego dnia zmusiło Niemców do wycofania się z miasta z ośmioma poległymi, których zwłoki zabrali ze sobą do Szubina. Po stronie polskiej lekko rannych zostało trzech powstańców z kompanii juncewskiej. Przed południem przy ulicy Kościelnej, nad Gąsawką w Żninie, niemiecka kula śmiertelnie raniła powstańca Władysława Lewandowskiego.
Około godziny trzynastej Żnin był już oswobodzony. Ppor. Tadeusz Lerchenfeld ogłosił się komendantem miasta. Obsadził niezwłocznie wszystkie urzędy Polakami. Starostą powiatowym mianował Wiesława Tuchołkę. Zarządzono godzinę policyjną i rozprowadzono po ulicach patrole Straży Obywatelskiej. Przystąpiono równocześnie do organizowania oddziałów powstańczych w całym powiecie. Oddział rogowski, w którego składzie walczył o oswobodzenie Żnina Feliks Majewski, został wcielony do kompanii żnińskiej.
Utrzymanie Żnina uzależnione było od powodzenia dalszych walk, ponieważ Niemcy nie zrezygnowali z oporu i dysponując znaczącą siłą skutecznie kontratakowali. Szybko wyparli Polaków z wyzwolonego 2 stycznia 1919 roku Szubina i kontynuowali natarcie na Żnin. Powstrzymał ich pluton kompanii żnińskiej pod dowództwem Marcelego Cieślickiego 5 stycznia 1919 roku w potyczce pod Sobiejuchami, w której ciężkie i lekkie rany odniosło kilku powstańców. Dla zabezpieczenia Żnina niezbędne jednak było ponowne zdobycie Szubina, obsadzonego coraz większą ilością żołnierzy niemieckich wyposażonych w dużą ilość broni maszynowej i artylerię. W dniu następnym, 6 stycznia 1919 roku, Feliks Majewski wziął udział z oddziałem powstańczym ze Żnina w opanowaniu Łabiszyna. Z tym samym oddziałem uczestniczył dwa dni później, 8 stycznia 1919 roku, w uderzeniu na Szubin, które zakończyło się niepowodzeniem. Gdy wiadomość o nim dotarła do Żnina, wycofano stamtąd powstańców, wśród których był Feliks Majewski, do Gniezna, gdzie nastąpiła ich koncentracja w koszarach przy dworcu kolejowym. W Gnieźnie zgromadziła się również uchodząca z terenów opuszczonych przez powstańców ludność cywilna, a zwłaszcza młodzież. Żnin ponownie zajęty został przez Niemców.
Komenda II Okręgu Wojskowego w Gnieźnie podjęła decyzję o przygotowaniach do nowej wyprawy szubińskiej. 9 stycznia 1919 roku odbyła się odprawa, na której przedstawiono relację o bitwie szubińskiej z dnia poprzedniego oraz stan przygotowań do nowej wyprawy. Ustalono, że przygotowane w Gnieźnie oddziały powstańcze zajmą Żnin i Szubin. Akcję postanowiono przeprowadzić
11 stycznia. Wytyczne sztabu gnieźnieńskiego ustalały, że w operacji żnińskiej nacierać będą dwie grupy powstańców: zachodnia pod rozkazami Jana Tomaszewskiego i wschodnia dowodzona przez Marcelego Cieślickiego. W przygotowaniu i drugim ataku na Żnin, w szeregach kompanii żnińskiej, przydzielonej do grupy wschodniej, uczestniczył Feliks Majewski.
W skład zachodniej grupy uderzeniowej wchodził oddział piechoty z Poznania, pod dowództwem Józefa Bogackiego, który przybył do Damasławka koleją. Ponadto w skład grupy wchodził oddział z Juncewa pod dowództwem Stefana Kubiaka oraz dwa oddziały ochotników z najbliższych okolic, którymi dowodzili: Stefan Adamski i Wojciech Anioła. Siły te wyruszyły z Damasławka - szosą na Żnin. Jan Tomaszewski wyznaczył poszczególnym oddziałom kierunki natarcia. Ich celem było opanowanie Żnina od strony zachodniej.
Druga, wschodnia grupa oddziałów, licząca około dwustu powstańców z Gniezna oraz poprzednio wycofanych z powiatu żnińskiego, wśród których był Feliks Majewski, wyruszyła w mroźny poranek 10 stycznia z gnieźnieńskich koszar przy dworcu kolejowym i marszem pieszym dotarła szosą żnińską do położonej na przedmieściu wsi Winiary. Stąd wozami konnymi przejechała do Rogowa. Zmarznięci powstańcy schodzili co kilka kilometrów z wozów, aby idąc i biegnąc obok nich, rozgrzać się. Z Rogowa, po posileniu się, ruszyli w dalszą drogę do Gąsawy, miejsca koncentracji oddziałów. Feliks Majewski wykorzystał pobyt w Rogowie do odwiedzenia w ich domu żony. Żegnając się czule z mężem, prosiła, aby był ostrożny. Przyrzekł, że na pewno do niej wróci, nie przeczuwając, że były to ich ostatnie chwile.
Do Gąsawy powstańczy oddział dotarł wieczorem, gdzie znajdowali się już powstańcy mogileńscy Stanisława Roloffa oraz oddział konny z Gniezna pod dowództwem Edmunda Mazurka. Grupa ubezpieczyła się od strony Żnina i przeprowadziła rozpoznanie w jego kierunku. Zdecydowano nazajutrz udać się podwodami do Podgórzyna, położonego około dwóch kilometrów od Żnina i uderzyć na to miasto od wschodu.
Leżący między dwoma jeziorami Żnin jest dostępny od wschodu oraz zachodu, a także północy, czyli od strony Szubina zajętego przez Niemców. Jak już wspomniano miasto postanowiono zaatakować dwoma grupami: od zachodu, wzdłuż szosy od Damasławka oraz wschodu wzdłuż szosy gnieźnieńskiej. W nocy z 10 na
11 stycznia Marceli Cieślicki otrzymał rozkaz, aby nie atakować, a jedynie otoczyć Żnin. Z niewiadomych przyczyn nie zastosował się jednak do tego rozkazu i podjął decyzję o ataku. Po przybyciu w godzinach rannych
11 stycznia grupy z Gąsawy do Podgórzyna i krótkiej naradzie, w czasie której opracowano plan zajęcia Żnina, rozpoczęto atak na miasto, koncentrycznym półkolistym frontem. Lewe jego skrzydło dochodziło do Małego Jeziora Żnińskiego, na zachód od wsi Rydlewo, prawe zaś doszło do wsi Góra, leżącej na południowy wschód od Żnina, przy szosie do Łabiszyna. Całość sił powstańczych tej grupy, w której składzie była kompania żnińska, wynosiła razem z powstańcami mogileńskimi ponad trzystu żołnierzy. Półkolisty front powstańców nacierających na Żnin łączył oba jeziora. Cały plan Cieślickiego zakładał, że atak uda się przy zmasowanym uderzeniu na Niemców. Rachuby te okazały się chybione. Nieodzownym warunkiem powodzenia ataku było zaskoczenie przeciwnika. Wobec słabego uzbrojenia, mimo liczebnej przewagi powstańców, Niemcy zdołali się przygotować do odparcia ataku. Szturmowanie przez prawie puste pole stanowisk niemieckiego oporu, wyposażonych w broń maszynową, nie miało szans powodzenia i skazywało powstańców na duże straty.
Kiedy lewa część tyraliery, w której znajdował się Feliks Majewski, dotarła pod Żnin, do torów kolejki wąskotorowej, biegnących wzdłuż mokradeł do Rydlewa - Podgórzyna - Wenecji - Biskupina i dalej, na sygnał ruszyła do ataku. Nacierających powstańców skosiły serie niemieckich kaemów, zabezpieczających dostęp do cmentarza, nasypu kolejki wąskotorowej i rozwidlenia dróg ze Żnina do Gąsawy i Łabiszyna. Z tej grupy uderzeniowej poległo 26 powstańców. Wśród nich śmiertelnie ranny, padł martwy przy nasypie kolejki Feliks Majewski. Wielu odniosło rany postrzałowe w brzuch, piersi i nogi. Ranny został również dowódca grupy Marceli Cieślicki. Zastąpił go w dowodzeniu oddziałem Konrad Golniewicz. Był to oficer armii niemieckiej, pochodzenia polskiego, walczący w szeregach powstańczych. Jego dowódczą postawę pozytywnie oceniali podkomendni. Jeden z nich, Wawrzyniec Nowak, w swoich wspomnieniach pisze: ... Początkowo nie chcieliśmy mu wierzyć, ponieważ nie potrafił mówić po polsku i wszelkie rozkazy i komendy wydawał tylko po niemiecku. Po polsku umiał powiedzieć tylko dwa słowa: „Czołem chłopcy.” Mówił nam, że jego dziad i pradziad byli Polakami i, że on też czuje, iż w jego żyłach płynie polska krew. Będzie walczył z nami przeciwko Niemcom, bo ich nienawidzi. ... Nasz nowy dowódca - Leutnant Golniewicz - szedł do ataku na Żnin na czele oddziału w uniformie niemieckiego oficera z rewolwerem w ręku. Zjednał sobie zaufanie, szacunek i posłuch całego oddziału.
Golniewicz rzucił na koniec do walki odwód, składający się z oddziału mogileńskiego. Było to po godzinie czternastej. Część powstańców uderzyła na cukrownię, a część wsparła przerzedzone oddziały środkowe. Niemcom przybyły w tym czasie posiłki z Szubina, co spowodowało, że nie można było posunąć naprzód linii polskiej. Golniewicz około godziny siedemnastej wycofał powstańców do Podgórzyna.
Również grupie Tomaszewskiego, atakującej z opóźnieniem od zachodu, wzdłuż szosy z Damasławka, z rejonu koncentracji w Sarbinowie, nie udało się złamać oporu nieprzyjaciela i wejść do miasta.
Dobrze uzbrojone oddziały niemieckie, stacjonujące w Żninie, liczące około trzystu żołnierzy, uzbrojone w 12 karabinów maszynowych, 2 miotacze min i działo, mimo liczebnej przewagi powstańców i ich męstwa, krwawo odparły ataki. Powstańcy natomiast byli słabo uzbrojeni. Posiadali niewielką ilość karabinów maszynowych i karabinów ręcznych. Większość z nich uzbrojona była w dubeltówki i rewolwery. Brak było również amunicji. Ograniczało to znacznie ich możliwości bojowe. Powstańcy jednak zadali nieprzyjacielowi duże straty, zamykając ponadto Żnin od zachodu i wschodu.
Okrążeni Niemcy zapewne zorientowali się w liczebnej przewadze powstańców. Jednocześnie widząc i doceniając determinację oraz waleczność Polaków, jak również brak możliwości ewentualnej odsieczy, w nocy z 11 na 12 stycznia opuścili miasto i wycofali się do Bydgoszczy. Bohaterstwo i ofiarność powstańców osiągnęły swój cel. Rankiem 12 stycznia 1919 roku wkroczyli z obu stron do Żnina. Miasto było znów wolne.
Epilog tej „Wielkiej Bitwy”, jak się ją niekiedy nazywa, był dla powstańców tragiczny: czterdziestu dwóch poległych i około stu rannych. Przyczyny niepowodzenia walk o Żnin spowodowane były obok słabego uzbrojenia również brakiem właściwego przygotowania ataku, który podjęto w zasadzie z marszu, bez właściwego rozpoznania sił przeciwnika. Wystąpił także brak synchronizacji działań obu grup, a także wspólnego dowódcy całej akcji. Występujący niedostatek kadr oficerskich w powstaniu wymuszał powierzanie dowodzenia, niekiedy dużymi oddziałami, podoficerom. W niektórych przypadkach dowództwo powierzano szeregowym i starszym szeregowym, którym był Marceli Cieślicki. Bitwa żnińska jednak, mimo pewnych ewidentnych błędów, właściwych wszystkim ludzkim poczynaniom, w konsekwencji spowodowała wyzwolenie miasta.
Tragiczna śmierć Feliksa Majewskiego była ciężkim przeżyciem szczególnie dla jego żony Marianny. Należy przypuszczać, że biorąc sobie za męża żołnierza, była na nią przygotowana, ale myśli o niej na pewno starała się nie dopuścić do siebie. Niewiele zaznała rodzinnego szczęścia, nie miała dzieci. Po powrocie z okrutnej I wojny światowej jej mąż wstąpił do konspiracji, a potem przystąpił do powstania, które zabrało go jej na zawsze.
Marianna Majewska przywiozła ciało męża ze Żnina do Rogowa, gdzie zamieszkiwali, bo tutaj zamierzała go pochować. Przygotowując zwłoki męża do pogrzebu, znalazła w kieszeni jego munduru figurkę Matki Boskiej, którą otrzymał od niej, kiedy wyjeżdżał wyzwalać Żnin. Stała się ona cenną pamiątką rodzinną.
W tym miejscu należy zwrócić uwagę na pewien zadziwiający fakt. Otóż żona zgłosiła 14 stycznia 1919 roku w Urzędzie Stanu Cywilnego w Rogowie śmierć Feliksa Majewskiego. Upłynęły już dwa tygodnie od opanowania miasteczka przez powstańców. Wystawiony w tym samym dniu akt zgonu jest napisany w języku niemieckim. Oznacza to, że mimo przejęcia przez Polaków Rogowa i powołania komendanta miasta, faktyczne administrowanie nim było nadal sprawowane przez niemiecki personel urzędniczy.
Pogrzeb Feliksa Majewskiego odbył się 16 stycznia 1919 roku na cmentarzu parafialnym w Rogowie. Wzięli w nim udział liczni jego mieszkańcy, z czcią i hołdem odprowadzając powstańca na przykościelny cmentarz. W lutym 1919 roku obok niego pochowano powstańca Jana Groszkiewicza z Rogowa, który wskutek odniesionych ran w bitwie o Żnin 11 stycznia zmarł w szpitalu w Poznaniu. Na ich wspólnym grobie widnieje napis: Tu spoczywają bohaterzy śp. Feliks Majewski i Jan Groszkiewicz polegli za wolność ojczyzny w walkach pod Żninem 10 stycznia 1919 roku. Ku wiecznej pamięci wdzięczni rodacy. Zwraca uwagę błędnie podana data śmierci na grobowcu. Bitwa, w której poległ Feliks Majewski, a Jan Groszkiewicz został ciężko ranny, stoczona została 11 stycznia 1919 roku.
Kiedy stoję nad tą powstańczą mogiłą, zawsze ozdobioną kwiatami i palącymi się zniczami, którą opiekuje się młodzież szkolna z Rogowa, nie mogę odsunąć od siebie myśli o gorzkiej ironii losu, że Feliks Majewski - doświadczony żołnierz, weteran I wojny światowej, walczący w armii niemieckiej na zachodzie Europy - nie doczekał jutra, którym była niepodległość. Jedno jest jednak pewne, że płacąc za swój wybór walki z niemieckim zaborcą najwyższą cenę, wraz z powstańcami wielkopolskimi 1918-1919, wpisuje się w chlubną, polską tradycję niepodległościową. Symboliczne zakończenie dziejów tego powstańca nastąpiło w 1938 roku, w 20. rocznicę wybuchu powstania. Jego heroiczne poświęcenie dla ojczyzny zostało przez prezydenta Rzeczypospolitej uhonorowane Krzyżem Niepodległości. W uzasadnieniu przyznania odznaczenia czytamy: Za bohaterską śmierć na polu chwały.
Damian Zieliński
Niniejszy tekst został wyróżniony na ogólnopolskim konkursie literackim, zorganizowanym w 2018 roku przez Związek Literatów Polskich i Zarząd Główny Towarzystwa Pamięci Powstania Wielkopolskiego 1918-1919 w Poznaniu dla uczczenia 100. rocznicy zwycięskiego powstania. Feliks Majewski to cioteczny dziadek autora.
Damian Zieliński, rocznik 1936 od wielu lat mieszka na stałe poza Pałukami, lecz sercem jest zawsze w swych stronach rodzinnych. Doktor nauk ekonomicznych. Autor publikacji z ekonomii oraz historyczno-wspomnieniowych. Powiązania rodzinne z powstańcami wielkopolskimi 1918-1919 sprawiły, że wiele swoich prac poświęcił historii powstania, zwłaszcza biografistyce.
NDZPW
Twoje zdanie jest ważne jednak nie może ranić innych osób lub grup.
Komentarze mogą dodawać tylko zalogowani użytkownicy.
Komentarze