Na zdjęciu: Ewa K. jest jedną z 12 osób, które ubiegały się o fotel dyrektora żnińskiego szpitala. Tutaj ucieka przed obiektywem aparatu naszego reportera.
fot. Remigiusz Konieczka
Krąg, osoby podejrzane, nadzór, sąd, areszt, szpital
Kaczka, Gaczka i Bzdawka
Żniński sąd na wniosek prokuratury zastosował areszt tymczasowy wobec głównej księgowej żnińskiego szpitala Ewy K., która przyznała się do przywłaszczenia pieniędzy. Szkoda z tytułu jej działań jest oceniana na 30 do 40 tysięcy zł. Grozi jej kara do 8 lat pozbawienia wolności.
Główna księgowa żnińskiego szpitala Ewa K. rozpoczęła pracę na początku stycznia br. po tym, jak poprzednia główna księgowa Renata G. odeszła na zwolnienie chorobowe. Zatrudniał ją ówczesny dyrektor Roman C. Dlaczego zdecydował się właśnie na Ewę K.?
- "Ona była księgową. Przedstawiła papiery, które nie budziły wątpliwości. Także główna księgowa, która była na zwolnieniu poleciła tę panią. Osoby z księgowości stwierdziły, że ma dokumenty, które ją kwalifikują na to stanowisko. Ja tych dokumentów nie sprawdzałem. Konkursu na to stanowisko nie było" - wyjaśnia Roman C.
Ewie K. postawiono zarzut z artykułu 271 paragraf 3 kodeksu karnego, który mówi, że jeżeli sprawca dopuszcza się poświadczenia nieprawdy w dokumencie co do okoliczności mającej znaczenie prawne, w celu osiągnięcia korzyści majątkowej lub osobistej podlega karze pozbawienia wolności od 6 miesięcy do lat 8.
Ponadto głównej księgowej prokuratura postawiła zarzut z art. 278: Kto zabiera w celu przywłaszczenia cudzą rzecz ruchomą, podlega karze pozbawienia wolności od 3 miesięcy do lat 5. (am)
WIRTUALNE OSOBY
Ewa K. niczym szczególnym się nie wyróżniała. Doskonale wpasowała się w szarą rzeczywistość upadającego Żnina. Gdy na posiedzeniach Rady Powiatu w Żninie były omawiane kwestie finansów szpitala, brała w nich udział razem ze swoimi przełożonymi: wspomnianym już Romanem C., Jackiem K. oraz Leszkiem W.
Jednak już w marcu w żnińskiej lecznicy podczas księgowania wyciągów bankowych z Banku Ochrony Środowiska natrafiono na pozycje, które wydały się nieprawidłowe. W okresie od 21 stycznia do 18 lutego dokonano 6 przelewów w kwocie 8.443,93 zł na nazwiska osób, które w ogóle nie istnieją: Ewa Trześniewska, Barbara Kaczka, Michał Bzdawka, Ewa Trzasniawka, a także ośrodek "Comida", którego również nie ma.
W marcu br. główna księgowa szpitala przelała kolejne pieniądze w wysokości 989,30 zł na nazwisko Barbary Kaczki oraz 1.790 zł na E. Gaczkę z "Comidy", której również próżno szukać wśród żywych na całej planecie. W kwietniu ponownie na Barbarę Kaczkę przelano 726,50 zł. Pani księgowa dwa razy puściła też pieniądze na swoje konto: 2.129,68 zł - zgodnie z umową o pracę oraz 1.550 zł, również jako wynagrodzenie. W lipcu Ewa K. przelała na swoje konto 2.129,68 zł z tytułu wynagrodzenia oraz 1.904,29 zł także z tytułu wynagrodzenia. Od maja Ewa K. sama księgowała dokumenty związane z przelewami i kasą.
SFAŁSZOWANE PODPISY
O sprawie w marcu dowiedział się ówczesny p.o. dyrektor Jacek K. Ewa K. została wezwana, by sprawę wyjaśnić.
Z posiadanych przez nas materiałów wynika, że umowę o dzieło z Michałem Bzdawką zawierali obaj dyrektorzy.
Roman C.: - "Te podpisy są sfałszowane. My nigdy nie zawieraliśmy umowy z taką osobą". Z Jackiem K. pomimo kilku prób nie udało nam się porozmawiać.
Z umowy zawartej z wirtualnym Michałem Bzdawką wynika, że zobowiązał się on do przekazania niezbędnej wiedzy dotyczącej zasad funkcjonowania programu FK oraz sposobów księgowania kosztów Ewie K. w terminie od 5 stycznia do 31 stycznia br. Za wykonanie tych czynności otrzymał 1.200 zł brutto.
Sprawa trafiła do żnińskiej prokuratury. Policjanci zaczęli pod jej nadzorem prowadzić śledztwo. W efekcie w ubiegłym tygodniu nastąpiły działania, których konsekwencją było aresztowanie Ewy K.
- "Pani księgowej postawiono zarzut dotyczący poświadczenia nieprawdy w celu osiągnięcia korzyści majątkowej i przywłaszczenie pieniędzy, które wynikały z fikcyjnych umów" - powiedział szef żnińskiej prokuratury Wojciech Jabłoński.
BRAK WEWNĘTRZNEJ KONTROLI
Szef prokuratury dodał, że pojawiające się na fikcyjnych umowach nazwiska oraz nazwy firm w ogóle nie istnieją. Prokuratura swoimi działaniami objęła okres od stycznia do sierpnia br. Prokuratura rozpoczęła swoje czynności od analizy operacji księgowych.
- "Ewa K. początkowo nie przyznawała się do winy. W toku przesłuchań przyznała się jednak przed prokuratorem. Niezależnie od jej wyjaśnień są zabezpieczone urządzenia księgowej, przede wszystkim twardy dysk jej komputera, który ma wyjaśnić nieprawidłowości od początku jej pracy w szpitalu. Na obecnym etapie szkoda z tytułu jej działań jest oceniana na poziomie 30 do 40 tysięcy zł. Sąd na wniosek prokuratury zastosował tymczasowe aresztowanie na 3 miesiące" - mówi prokurator.
Wojciech Jabłoński uważa, że trzeba również zwrócić uwagę na aspekt braku kontroli wewnętrznej, za co będą odpowiadać zwierzchnicy Ewy K. Prokurator nie ukrywa, że być może w trakcie procesu Ewa K. będzie chciała wskazać inne nieprawidłowości, które umożliwiły jej dokonanie tego procederu. Zdaniem Wojciecha Jabłońskiego krąg osób podejrzanych może zostać poszerzony, w szczególności za brak właściwego nadzoru.
- "Był przesłuchiwany już Jacek K. Chodzi o wyjaśnienie podłoża i całokształtu tych okoliczności, bo był bezpośrednim szefem tej pani. Był przesłuchiwany również chociażby w kontekście wykluczenia go jako osoby podejrzanej. Będą prowadzone dalsze czynności, żeby ustalić wszystkie kryminogenne okoliczności tego zdarzenia" - dodał Wojciech Jabłoński.
WYSTĄPIĆ O ZWROT PIENIĘDZY
Roman C. powiedział nam, że o sprawie dowiedział się w minioną sobotę, gdyż tego dnia został wezwany na policję, w celu złożenia wyjaśnień. - "Wtedy dowiedziałem się, że ta pani przesyłała sobie pieniądze. Jak pan pamięta, ja na początku roku zachorowałem. Być może ona wykorzystała tę chwilę. Sfałszowała podpisy. Nie wiem, co ta pani kombinowała" - dodał Roman C.
Starosta Zbigniew Jaszczuk uważa, że trzeba szczegółowo i dogłębnie zbadać wszystkie aspekty tej sprawy. Zdaniem starosty, jeśli zarzuty zagarnięcia mienia się potwierdzą, to sąd powinien wymierzyć surową karę.
Starosta Zbigniew Jaszczuk uważa, że trzeba szczegółowo i dogłębnie zbadać wszystkie aspekty tej sprawy. Zdaniem starosty, jeśli zarzuty zagarnięcia mienia się potwierdzą, to sąd powinien wymierzyć surową karę.
- "Sprawa ta jest tym bardziej bulwersująca, że dotyczy pracownika niedofinansowanej służby zdrowia. Jeżeli sprawa zagarnięcia mienia faktycznie miała miejsce, szpital winien wystąpić o zwrot pieniędzy. Będę wnioskował do Zarządu Powiatu o przeprowadzenie w szpitalu kontroli przez zewnętrznego biegłego księgowego - specjalistę ze znajomością technik księgowych. Być może sprawa ta ma jeszcze inne tło, które trzeba dogłębnie sprawdzić" - dodał starosta.
Arkadiusz Majszak
Pałuki nr 658 (39/2004)
Twoje zdanie jest ważne jednak nie może ranić innych osób lub grup.
Komentarze mogą dodawać tylko zalogowani użytkownicy.
Komentarze